Happy egg & green patina

Witajcie:-)

Ostatnio pisałam o słoikach,
ale tak sobie myślę, że np ja spokojnie mogłabym zostać
ochrzczona wytłaczanką,
bo to, co najbardziej lubię sobie przywieźć ze wsi,
to szczęśliwe jaja od szczęśliwej, grzebiącej w piaseczku kury:-)
I mam takie oto szczęśliwe jajo,
chociaż nie ma na nim stempelka ze stosownym numerem
na potwierdzenie tego faktu.
No, ale powiedzcie same,
w jakim sklepie trafi Wam się takie blogerskie jajo z piórkiem??


Przy okazji pochwalę się jeszcze szafeczką ze sklepu DEPOT.
Gdybym jej sama nie wyniosła ze sklepu,
trudno byłoby mi uwierzyć, że to nie autentyczny vintage!
Jest idealnie postarzona i ma idealny odcień zieleni.


Na razie stoi w kuchni, ale chyba docelowo będzie gdzie indziej
(wiecie, w tym pomieszczeniu gdzie nie ma półek).
Natomiast po powrocie do PL z pewnością zawiście na ścianie w kuchni.
Do mojej szklanej zielonej ściany będzie pasowała w sam raz:-)


Co jeszcze w szafeczce?
Piekne ściereczki kuchenne
(a jednak można dostać w sklepie ładne i niedrogie!).
Ptaszki, bo są dwa, to pieprzniczka i solniczka,
które dostałam w prezencie
(dzięki Alice!!).
Nazywamy je ostatnią zemstą Alice,
bo oczywiście nie są tylko ozdobą, są jak najbardziej w użyciu,
tyle, że męska część rodziny ma jakieś manualne problemy z soleniem i pieprzeniem:-)
Pojemniczek z kogutkiem to również DEPOT


Pozdrawiam Was gorąco w dniu, w którym pojawiłam się na świecie:-)
Dokładnie 38 lat temu:-)
Masakra!!

XOXO