31.12.14

A little party never killed nobody :-)

Witajcie w wigilię Nowego Roku :-)

Wieczór sylwestrowy zapowiada się bajkowo,
przede wszystkim na nieprzebrane ilości śniegu,
które otuliły "nasze" niewielkie Oberammergau.
Ośnieżone góry, zasypane dachy bawarskich domków,
gałęzie świerków uginające się pod ciężarem białego puchu ....



Jeśli chodzi o podsumowania końcoworoczne i postanowienia noworoczne to właściwie mogę podsumować temat jednym zdaniem:


Niektórzy twierdzą, że nowy rok to doskonały/najlepszy moment na podejmowanie nowych wyzwań, obietnice zmian, przyrzeczenia dawane samemu sobie i innym. Być może....
Moim zdaniem każdy dzień w roku jest na to dobry, pod warunkiem, że tego naprawdę chcemy :-)
Teraz natomiast jest najlepszy czas na :

 Ok, zamiast szampana może być prosecco.
Wersja bardziej ekonomiczna a efekt ten sam :-)
Tak, zdecydowanie w mijającym roku taki widoczek był całkiem częsty :



Imponujący (naprawdę!) indyk na kolacji z okazji Amerykąńskiego Święta Dziękczynienia.
Pyszota :-)


Coś dobrego, rozgrzewającego do picia -)
Niestety nie pamiętam co ??


Prosecco is a girl's best friend :-)


Przytul mnie :-)



No, i tak to właśnie tu u nas wygląda :-)
Oczywiście, tylko od czasu do czasu - czasami przecież trzeba zejść z gór i troszkę się zabawić.


Szampańskiej zabawy i wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!!!!




29.12.14

Quick&easy snow inspired lanterns

Witajcie poświątecznie :-)

I co??
Były białe święta??
Były :-)
Choć wszystkie znaki na ziemi i niebie zapowiadały zupełnie inną sytuację,
to w pierwszy dzień świąt śnieg zaczął u nas sypać tak hojnie,
że na chwilę obecną mamy 50 cm pierzynkę :-)
A czy jest piękniejsze połączenie niż śnieg plus migoczące płomyk lampionów??



Jak widać przy użyciu niezwykle prostych środków
 (śnieg, słoiczki, sznurek, cynkowe gwiazdki)
mamy efekt z gatunku wow, czyli mój ulubiony :-) 
Zapewne najbardziej przysłużył się tutaj śnieg :-)


*



Dziękuję Wam bardzo za życzenia świąteczne, za to, że pomimo natłoku przedświątecznych obowiązków znalazłyście chwilkę, żeby tutaj zajrzeć i pozostawić dobre słowo (co średnio mi samej się w tym roku udało, przyznaję za wstydem). Uściski ogromne !!!!!!!!!!!

Do usłyszenia wkrótce!
XOXO

24.12.14

***

"Tak bowiem Bóg umiłował świat,
że Syna swego Jednorodzonego dał,
aby każdy, kto w Niego wierzy nie zginął,
ale życie miał wieczne"
(J 3, 16)


*
Dlaczego jest święto Bożego Narodzenia?
Dlaczego wpatrujemy się w gwiazdkę na niebie?
Dlaczego śpiewamy kolędy?

Dlatego, żeby się uczyć miłości od Pana Jezusa.
Dlatego, żeby podawać sobie ręce.
Dlatego, żeby się uśmiechać do siebie.
Dlatego, żeby sobie przebaczać.

ks. Jan Twardowski

*




Wspaniałych, radosnych, rodzinnych 
Świąt Bożego Narodzenia!!!

XOXO


22.12.14

Shop your house

Witajcie :-)

Sięgając pamięcią wstecz (ostatnio mój ulubiony sport)
próbuję sobie przypomnieć jak to drzewiej z dekoracjami świątecznymi bywało...
Konkretnie mam na myśli proces kupowania takowych :-)
Czy to była czynność powtarzana rokrocznie??

Jedyne, co mam w pamięci, to wędrówka na strych, tuż przed Wigilią.
Ozdoby na choinkę brało się właśnie stamtąd - ze strychu :-)
Tak, ja wiem, że wcześniej jednak musiały zostać kupione,
ale jakimś dziwnym sposobem ten akurat fakt nie utkwił w mojej pamięci (wybiórczej być może).
Dla mnie sklep z dekoracjami był właśnie na strychu :-)



Fakt, na sklepowych półkach pokus wiele.
Naprawdę trudno się oprzeć, szczególnie tym wrażliwym na piękno przedmiotów.
Na szczęście trudno nie równa się niemożliwe :-)



Co prawda jakiekolwiek moje zakupy w temacie dekoracji byłyby usprawiedliwione
(nie przywieźliśmy zbyt wiele deko z PL+ceny tutaj w DE, w porównaniu z polskimi, są naprawdę dumpingowe) to jednak, po przeglądzie domowych zasobów okazało się, że są zupełnie zbędne
no ok, prawie).
Sama byłam zdziwiona ile naprodukowałam w zeszłym roku, który to, jak się okazuje, stał pod znakiem DIY: bombki włóczkowe, tablicowe, papierowe, itp, itd....



W związku z powyższym stwierdzam, że najlepszym miejscem na kupowanie świątecznego deko jest mój/Twój dom :-)
Bezkosztowo :-)
Oczywiście, najlepiej mają szczęśliwi posiadacze zasobów zbieranych przez pokolenia - nie ma piękniejszych ozdób od tych starych, ręcznie wykonywanych szklanych bombek mocno nagryzionych przez ząb czasu!!
Czas na "zakupy" :-)

Uściski!!!!
XOXO

16.12.14

X-mas wish list

Witajcie :-)

Nie, niestety aktualnie nie mamy za oknem białej zimy.
Temperatura plusowa, pada deszcz, szaro, buro i ponuro...
(Gdybym miała czekać na odrobinę światła, które pozwoliłoby na zrobienie sensownych zdjęć,
ten post mógłby się ukazać dopiero w odległej przyszłości).
Cytując mojego ulubionego klasyka: "był czas przywyknąć" :-)
Na białe święta się nie zanosi, ale do tego też chyba większość z nas już przywykła??
Czasy, kiedy biały puch zimą można było niemal brać za pewnik dawno już minęły,
podobnie jak czasy Bolka i Lolka, kredek ołówkowych z misiem czy rzutników przeźroczy Ania...


Jak widzicie powyżej udało mi się w końcu zwerbalizować moją wish-listę.
Wish-listę, która, jak wcześniej wspominałam tutaj, praktycznie nie istnieje.
Okazało się jednak, że się myliłam - wish-lista jest, tyle, że nie ma na niej żadnych materialnych rzeczy.
Paradoksalnie to jej największy minus.
Nie ma przecież nic łatwiejszego  niż pójść do sklepu, wybrać coś z uginających się od towaru półek,
zapłacić, poprosić panią w sklepie o zapakowanie i gotowe.
Można to nawet zrobić na ostatnią chwilę, w pośpiechu.
Ważne, że za kilkadziesiąt złotych lub parę stówek możemy sobie uspokoić sumienie.
To jest teraz tak mega łatwe.

A gdyby można było ładnie zapakować te prawdziwe prezenty i położyć je pod choinką??

Ale jak zapakować Twój czas poświęcony bliskim??
Twoją uwagę?? 
Twoje wsłuchanie i zrozumienie (nie tylko słyszenie) tego, co bliscy do Ciebie mówią??
O co Cię proszą??
Jak zapakować spełnienie obietnic??
Proste, ale trudne prezenty.
Pokolenia Bolka i Lolka średnio sobie z tym radzi?

XOXO

PS - cytując za Wikipedią:
"wish list - lista rzeczy, usług, działań przez nas pożądanych".

Wydaje mi się, że dawniej, w okolicach Bożego Narodzenia
nazywało to się listem do św. Mikołaja ???

Co dorzucicie do listy trudnych prezentów??

1.12.14

Detoxing your life&space

Witajcie :-)

Aż trudno uwierzyć, że to już Adwent!
Jeszcze trudniej uwierzyć, że to już drugi Adwent na Bawarii :-)
Jest jeszcze jedna rzecz, która całkiem niedawno wydawałaby się całkowicie niedorzeczna:
zero dekoracji, zero DIY, zero jakichkolwiek ruchów w związku z tym!
Pomyśleć, że dokładnie rok temu szalałam z codziennymi postami
w ramach odliczania dni do Świąt
(kto ma ochotę serdecznie zapraszam do obejrzenia My X-mas ideas - przyznam się, że sama z przyjemnością wróciłam do tamtego okresu, jakże bogatego "blogowo").

Tak jak już wspomniałam, w tym roku luzik...
Slow life :-) No pressure.
(oczywiście polecam!!!)
Sięgając pamięcią wstecz przypominam sobie, że choinka pojawiała się tuż przed świętami
(w latach '80 pojawiła się u nas nowomodna sztuczna!!),
a w domu Dziadków piękna, duża, pachnąca choinka ubierana była w wigilijny poranek.
Nie było żadnych dodatkowych dekoracji oprócz stroika ze świeżych gałązek świerku na stole.
To wszystko.
Gdzieś w regałowych szafkach pomiędzy zapasami ręczników i kompletów pościeli kupowanych w ilościach nie do przerobienia, bo akurat były w sklepie, schowane czekały jakieś lalki, gry planszowe, samochodziki, które później miały trafić do tzw paczek.
Oczywiście w akompaniamencie dwóch pomarańczy, czekolady i może czegoś jeszcze
(jeśli tak, mój mózg skutecznie to wymazał).
Na Święta czekało się niecierpliwie, z utęsknieniem, z dreszczykiem emocji i bez uczucia znudzenia tymi wszystkimi dekoracjami, milionowym odtworzeniem "Last Christmas" i generalnie zmęczeniem materiału.

stare miasto

Oprócz szalonego sprzątania mieszkania i biegania po centrach handlowych
Adwent wydaje się być idealnym czasem na wyciszenie i detoks :-)
Detoks bez kosmetyków, bez nakładów finansowych.
Wystarczy kartka papieru i ołówek aby szybciutko stworzyć listę rzeczy wymagających bezlitosnego oczyszczenia.
Mogą to być zarówno te rzeczy z gatunku przyziemnych jak i te ważniejsze, życiowe.
Potencjalna lista może wyglądać tak:

  • szafa - wyrzucamy rzeczy, które od roku nie widziały światła dziennego, niekoniecznie po to, aby zrobić miejsce na nowe, ale aby zawęzić wybór, co skutecznie ułatwi nam codzienne życie
  • zapasy - przeterminowane lekarstwa, stare opakowania budyniów waniliowych i makaronowych muszli kupionych rok temu (nie, nie zrobisz tych wykwintnych nadziewanych muszli z suszonymi pomidorami i sosem beszamelowym!!)
  • komputer - ile bezużytecznych plików zajmuje pamięć Twojego dysku?? 40% ?? całkiem prawdopodobne
  • lista obserwowanych blogów - ile ich masz?? 200?? 300?? jesteś w stanie być na bieżąco ze wszystkimi?? zostaw tylko te, które naprawdę Cię inspirują i te zaprzyjaźnione ( ha, ha, po mojej malejącej liście Obserwatorów stwierdzam, że akurat realizowanie tego podpunktu nie sprawia Wam trudności)
  • ludzie - nie, wcale nie musisz tolerować w swoim życiu tych, którzy Cię ranią, pomniejszają Twoją wartość, nie doceniają, nie szanują, raczej więcej biorą niż dają (chociaż to może być najtrudniejszy z detoksów!)
  • dieta - czy naprawdę musisz wypić trzy kawy dziennie?? (tak, wiem, że lubisz, ale czy Twój organizm też??), kto powiedział, że nie da się żyć bez słodyczy?? pij wodę!! dużo wody :-)
  • przydasie - tu chyba mamy największe pole do popisu; te wszystkie poupychane gdzieś po szufladach pudełeczka, skrawki czegoś tam, moteczki, śrubeczki, karteczki z przepisami, stare paragony...ile tego tam jeszcze masz??


Dorzucicie coś jeszcze do tej listy??
Przyznaję, mam jeszcze co najmniej 10 pomysłów na kandydatów do detoksykacji, ale ten post i tak zrobił się przydługi (chociaż w sumie biorąc pod uwagę czas, jaki upłynął od ostatniego razu, czuje się usprawiedliwiona).


Zdjęcia wykorzystane w dzisiejszym poście zostały zrobione w sierpniu na Starym Mieście 
w Warszawie - taki wakacyjny slow life....
Pewnie niektóre z Was rozpoznają Akordeonistę z pierwszego zdjęcia :-)

Ach, jeszcze jedno - naprawdę, nie żartuję: nie mam adwentowego wieńca!!

Pozdrawiam Was cieplutko, dziękuję, że zaglądacie, czytacie, komentujecie.
Do następnego!!!

XOXO

14.11.14

Free


Inspiration is hard to come by.
You have to take it where you find it.

Bob Dylan


Witajcie :-)

Jak to jest z tą inspiracją??
Przychodzi sama, czy trzeba jej szukać?
Właściwie to prawda jest taka, że w dzisiejszym świecie inspiracja,
podobnie jak mnóstwo innych rzeczy, czeka na nas podane na tacy.
Wystarczy dostęp do internetu i nieskończone strumienie pomysłów
płyną wartkim strumieniem,
nic, tylko garściami brać.
No i bierzemy!

Nasze board'y na Pinterest rozrastają się w sposób niekontrolowany,
pamięć w komputerach na wyczerpaniu, bo zaśmiecona jest plikami z gatunku
"do zrobienia", "inspirujące", "fajne pomysły", "ciekawe wnętrza" .....
Tylko ile z tych genialnych pomysłów uda nam się naprawdę zrealizować??
Zrealizować?
Oj tak, to słowo można chyba dzisiaj śmiało zastąpić poleceniem Ctrl c Ctrl v.
Tak, zdecydowanie staliśmy się już pokoleniem kopiuj - wklej.
Co nam po tych tysiącach zdjęć, które gdzieś tam zapisujemy,
a do których rzadko potem wracamy?
Cieszą oko, owszem, ale tylko przez sekundę,
tak naprawdę to tylko kolejny pochłaniacz czasu
i kat naszej własnej kreatywności.
Człowiek jest leniwy i wygodny,
gdy oferuje mu się gotowe rozwiązania nie wymagające wysiłku
przestaje nad sobą pracować.

*



A może by tak spróbować?
Spróbować odciąć się choć na tydzień od tego wirtualnego świata inspiracji
i stworzyć coś własnego, niepowtarzalnego?
Może nie będzie to nic z efektem WOW, może to nie będzie nic zgodnego z tzw trendami,
ale będzie nasze, a przez to wyjątkowe.
Inspiracja przecież jest wokół nas!!
Wystarczy tylko otworzyć oczy, pójść na spacer...
O inspirację można się nawet potknąć w lesie (patrz: zdjęcia).




Spróbuj!!
Z każdego uzależnienia można się uwolnić.
Czy to są słodycze, czy to jest Pinterest, czy jeszcze coś innego.
You can do it!!!




To pisałam ja - pacjent po udanym odwyku :-)
To co??
Weekend offline??
Takiego Wam życzę!!!!!

XOXO

PS - ciepło witam nowe Obserwatorki:-) Dziękuję, że jesteście:-)

4.11.14

Heather&pumpkins

Witajcie!!

Pomyślicie zapewne, że przez nieuwagę wkleiłam nie te zdjęcia, co trzeba.
Otóż nie, wszystko jest na swoim miejscu.
To jest tak zwana rustykalna tarta, którą chciałam zrobić/upiec/wypróbować
od kiedy tylko gdzieś tam w sieci ją zobaczyłam.
Przede wszystkim ze względu na walor estetyczny; to rustykalne, nieskomplikowane, niewydumane piękno.
Ach, i walor smakowy też tu miał znaczenie (jak zawsze z resztą!), ale nie mogę powiedzieć,
żeby jakoś szczególnie odróżniał się od tego zwykło-tartowego.
Chociaż, jakoś tak smakowało inaczej... bardziej....może to ten rustykalny pierwiastek??
Spróbujecie tarty w takim prostym wydaniu. Koniecznie!!!
Przecież tu nawet nie potrzeba formy:-)
Po więcej inspiracji zapraszam Was TUTAJ.


No tak, teraz należałoby pewnie nawiązać troszkę do tematu posta?
Czy są u mnie w domu wrzosy i dynie??
Ano są. Co prawda nie te blogerskie osławione, pożądane baby boo, tylko takie zwykłe, małe, ozdobne w typowo dyniowym kolorze (przyznaję, farba tablicowa była przez chwilę rozważana).
Są też wrzosy - sztuk cztery - posadzone w szklanych lampionach.
Wyjątkowo w tym roku długo się trzymają w domu, pewnie dlatego, że zapominałam o ich podlewaniu (zazwyczaj mam skłonności do przesadzania w temacie podlewania).
Nie mam jednak żadnego dowodu na obecność tych jesiennych atrybutów w moim domu.
Nie mam dowodów w postaci zdjęć i stosownego posta, choć w zeszłym roku, i dwa lata temu również, takie posty popełniłam, a jakże!!
Wrzos z resztą był chyba pierwszą roślinką jaką kupiłam na Bawarii:-)


No i co takiego się stało??
No, w sumie nic.
Tylko brak tych żelaznych postów ( czyli idzie jesień, blogosfera żyje wrzosami i dyniami, idzie zima, żyjemy ozdobami choinkowymi, oczywiście z roku na rok granica się niezdrowo przesuwa, itd, itp) coś mi uzmysłowił - wypadłam z typowego blogo-obiegu (tak naprawdę to wypadłam jeszcze z kilku innych obiegów), ale ten wypad akurat był świadomy, co przecież wiecie doskonale, 
bo w ostatnim poście o tym wspomniałam, prawda?
Wiecie, wszystkiemu winne są zmiany. We wnętrzu. Tyle tylko, że tym razem chodzi o to wnętrze wewnętrzne (kradnę sobie to podejście od Madzi z Mile Maison, Madziu mogę??).
Niektórzy mają tak, że zmiany są procesem długotrwałym, rozciągniętym w czasie.
Niektórzy może nawet mają tak, że nie potrzebują zmian.
Niektórzy mają tak (patrz: ja), że jeden impuls, jedno zdarzenie wywołuje lawinę, a lawiny zatrzymać przecież się nie da, żadna siła na świecie nie jest w stanie tego zrobić.
Lawina sama musi ostygnąć, sama się zatrzymuje....
Wygląda więc na to, że na dzień dzisiejszy wszystkie tematy okołoblogowe straciły dla mnie na ważności.
To oczywiście nie znaczy, że zaprzestanę Was odwiedzać!!
Będę wpadać i dobre słowo zostawiać. Amen!


A co właściwie robi tutaj ta tarta??
To taki pożegnalny wypiek - jakiś czas temu pożegnałam słodkości (znowu!!), więc trzymajcie kciuki:-)

Dziękuję Wam za tyle dobrych słów i maili, które od Was dostałam w czasie mojej nieobecności tutaj!!! To przez Was znów zasiadłam do bloggera :-)

Do usłyszenia!!!
XOXO

14.10.14

Blogging my way

Witajcie :-)

W zasadzie głównym celem dzisiejszego posta są podziękowania dla Was.
Za co?
Myślę, że doskonale wiecie :-)
Wasz odzew pod ostatnim wpisem po prostu mówi sam za siebie:
może grono moich Czytelniczek tudzież Obserwatorek nie jest mega imponująco wielkie,
ale z pewnością jest naj, naj, najlepsze!!!!!
Po cóż komu tysiące martwych dusz??
Wiem, że Wy jesteście naprawdę, bo zostawiacie po sobie ślad
a Wasze zmasowane wsparcie było niezbitym dowodem na to, że mówimy jednym językiem.
I to wcale nie chodzi o to, żeby sobie tylko "ochować" i "achować",
chodzi o obiektywne wyrażenie swojego zdania,
do czego Was namawiam!!!
Czasami słyszę, że komentarze pod postami są zawsze pochlebne, czasami słodkie do przesady,
że to zwykłe kółko różańcowe.
Tak, to prawda.
Tylko warto sobie zdać sprawę, że przecież to jest taki układ, skądinąd dobry:
dzielimy się na publicznym forum ze skrawków swojego życia
(nie ważne czy to nasze zamiłowanie do wnętrz, kulinariów, robótek, czy jeszcze czegoś innego)
właśnie po to, aby usłyszeć dobre słowo!!
Bo dobre słowa są ważne i potrzebne!!
Są miejsca w sieci, gdzie tzw internauci pod przykrywką anonimowości zieją nienawiścią
ale my tego tu nie chcemy, prawda??
Ja zawsze wychodzę z założenia, że jeśli akurat nie mam nic dobrego i miłego do powiedzenia w komentarzu pod postem (bo przecież gusty mamy różne, różne rzeczy nam się podobają) to po prostu milczę.
Z drugiej strony zawsze, zawsze można zauważyć i docenić pracę, którą ktoś wkłada w to, co robi:-)


Wspominałam jakiś czas temu o tym, że biorę pod uwagę zaprzestanie działalności blogowej.
Wy z resztą też czasami miewacie takie pomysły, prawda??
Po ponad dwóch latach blogowania odnoszę wrażenie, że wszystko już było,
treści na blogach mielą się i powielają, więc jaki jest sens??
Hello szklana ściana!!
Dziewczyny z blogów typowo wnętrzarskich mają swoje spotkania, konkursy,
to z pewnością daje im "pałera" do dalszej blogowej podróży.
Niektóre z Was połączyły blogowanie z tzw small bussiness'em:
otwierają internetowe sklepy z dodatkami, sprzedają swoje rękodzieło.
To też jest napęd, i to pewnie bardzo skuteczny.
Ja tego napędu chyba nie mam.


Tak sobie właśnie to wymyśliłam:-)
Nie ma napędu - nie ma bloga.
Ale znalazłam na to radę, tak mi się wydaje.
Bo jaki jest mój blog??
Wnętrzarski?? No, chyba niekoniecznie, choć od czasu do czasu jakieś tam skrawki moich czterech kątów się pojawiają.
Kulinarny?? Tak, przepisy też się pojawiają (niech żyją muffinki!!), ale to jeszcze nie znaczy, że jest to blog kulinarny.
DIY? Zdecydowanie to moja ulubiona działka ..... była do tej pory.
Co w związku z tym??
Być może zauważyłyście, że ostatnio zaczęłam się rozpisywać, co raczej jest dziwne,
bo do tej pory starałam się ograniczać tekstowo a skupiać raczej na zdjęciach.
I właśnie to było mega dziwne, bo ja bardzo lubię pisać!!!
No i niestety moje drogie Czytelniczki idą zmiany:-)
Zmiany właśnie w tą stronę.


Dlaczego niestety??
Bo wiem, że większość z Was (ja z resztą też) lubi sobie po prostu pooglądać zdjęcia,
a zdjęcia powinny być w miarę ładne (dlatego też ostatnio pracuję w tym temacie, być może zostało to przez Was zauważone, mam nadzieję, że tak).
Poza tym dochodzi jeszcze tak prozaiczny powód jak brak czasu.
Kto z Was ma ten luksus i może trwonić swoje cenne minuty na przydługawe teksty??
No trudno, kości zostały rzucone :-)
Rozpoczynamy eksperyment blogowy po to, żeby blog nie przestał istnieć.
Rozpoczynamy, a raczej ja rozpoczynam, bo robótki, DIY, wnętrza, pieczenie już schodzą u mnie na drugi tor (czy to jest kryzys wieku średniego??).


Mogę Wam obiecać, że postaram się nie zasypywać Was mega długimi wywodami częściej niż raz w tygodniu.
Moje ulubione tematy, czyli vintage i DIY z pewnością nie znikną na dobre
(oj nie, bo znów mi wpadły super pomysły na nowe podusie, ileż można??),
no i pewnie od czasu do czasu coś upiekę :-)
Być może będzie też konieczna zmiana nazwy bloga, albo mały lifting, kto wie?
Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że ktoś wytrwał do końca.
Mam nadzieję, że zostaniecie:-)
Uściski!!!!!

XOXO

10.10.14

NO TO STEREOTYPES

Witajcie :-)




Na dziś nie planowałam posta.
Ale post będzie i to zupełnie z innej beczki.
I będzie pisany "na gorąco" bo mam tendencje do szybkiego zapominania i wybaczania.
I będzie przydługawy, za co z góry przepraszam, ale naprawdę mam nadzieję, że dotrwacie do końca.

Będzie o stereotypach.

Dlaczego???

Już tłumaczę.

Na liście moich obserwowanych blogów mam sporo blogów niemieckich,
pewnie większość z nich i Wy znacie,
niektórych mniej znanych, na które trafiłam poprzez niemiecką prasę wnętrzarską, pewnie nie.
Wczoraj na jednym z poczytniejszych niemieckich blogów KLIK ukazał się post,
post o tytule: "15 powodów, dla których kocham Niemców".
(aż 15!!!! wyobrażacie sobie??)
Właściwie to chciałam sobie odpuścić, bo tekst był przydługawy, bez zdjęć,
a co jest fajnego w czytaniu przydługawych tekstów w języku, 
do którego nadmierną miłością się nie pała??
No nic fajnego nie ma.

Ale zaraz... chwila...czy ja tam widzę słowo "Pole"??? (czyli Polak)
No dobra, to czytam.
Może lepiej było jednak nie czytać??

Otóż wyobraźcie sobie, że pani autorka bloga (bardzo poczytnego w Niemczech dodam jeszcze raz)
wymienia sobie jaki to Niemcy wspaniały naród,
jak to oni wszystko ładnie i pięknie, i słowni, i grzeczni, i czyści.
No cud miód malina!!!
Naród wybrany?? Nadludzie, odnieść mógłby wrażenie człowiek niezorientowany w rzeczywistości.
Co w tym złego zapytacie??
Co w tym złego, że ktoś hołubi swój naród??
No niby nic, ale dlaczego do cholery te idealne cechy zestawia z negatywnymi, rozumiem, że dla kontrastu, cechami Polaków???
Bo Polak to przecież taki niesłowny, krętacz, matacz, polegać na nim nie można.
A taki Niemiec??? Ach, to dopiero chodzący ideał!!
Och, krew mi się w żyłach zagotowała.
Wyprodukowałam stosowny komentarz, napisałam co o tym myślę.
Oczywiście pojawiło się info: komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu przez autora.
No przecież!! Spryciula :-) Dobry patent w sumie z tym zatwierdzaniem, w ten sposób oczywiście pojawiają się tylko komentarze miodem płynące.
Jak myślicie, mój został zatwierdzony???
Tak, to pytanie retoryczne.

Pani jednak na tyle miała przyzwoitości, że usunęła swój krzywdzący, stereotypowy tekst
(był w punkcie 1 tekstu).
Natomiast o pkt 5 chyba zapomniała, bo opisuje tam jak to w Niemczech jest czyściutko i cacy,
a w Polsce ludzie papierki wyrzucają na ulicę i śmieci się walają.
A ja pytam, czy ta pani kiedykolwiek była w Polsce??
Czy Polskie miasta i miasteczka są brudne??
No, może nie są odrysowane od linijki jak w Niemczech (psychodelicznie!!),
ale śmieci nie walają się po ulicach!!
Owszem, widziałam nie raz wyrzucane śmieci przez okno jadącego samochodu na polskich drogach,
samochodu na niemieckich rejestracjach dodam.
No cóż, widzę, że jeszcze jeden komentarz muszę wystosować
(więc całkiem możliwe, że część pkt 5 jutro tez zniknie).

Dlaczego o tym piszę??
Dlatego, że stereotypy są złe i krzywdzące a my, Polacy, jesteśmy chyba narodem najbardziej
krzywdzonym przez głupie stereotypy.
Myślałam, że takie miejsce jak blogosfera, gdzie szukamy inspiracji, wolne jest od ludzi ograniczonych i powielających złe schematy.
Kurcze, kiedy człowiek osiągnie w końcu wiek, w którym naiwność własna znajdzie jakieś granice?

Piszę dlatego, że wiem, że stereotypy będą istniały dopóki będą powielane.
A skoro są powielane aż tak publicznie,
bez namysłu, tylko po to, żeby sobie podnieść statystyki swoim rzekomo zabawnym tekstem,
no to sorki - ręce opadają.
Piszę też dlatego, że ja na swoim blogu również pisałam o swoich spostrzeżeniach
nt narodu wśród którego akurat przyszło mi parę lat "żyć".
Ale czy pisałam o ich dwulicowości??
O braku poczucia humoru, niezjadliwych wędlinach, nałogach, braku emocji, sterowalności??
Nie, pisałam o tym, co dobre.

Czy ten blog dalej jest na mojej liście czytelniczej??
No oczywiście, że nie.
Kto by chciał się inspirować kimś tak ograniczonym??
Ja już dziękuję.
A dla tej pani taka czapeczka ode mnie :


I jeszcze taka anegdotka ode mnie na koniec:

Chodzę sobie na zajęcia konwersacyjne z niemieckiego,
grupka wielonarodowa oczywiście.
Zajęcia prowadzi Niemka (oczywiście) i w ramach wsparcia, powiedzmy, przychodzi jeszcze Austriaczka.
W trakcie naszej luźnej rozmowy nt ostatniego Oktoberfestu
pojawiło się oczywiście słowo pijany i trzeźwy.
Pani Austriaczka na to do mnie:
"no ale u was (czyt. w Polsce) słowo trzeźwy chyba raczej nie istnieje :-)"
I dodaje znacząco: "vodka".
To miał być dowcip??
Istnieje, proszę pani.

Dobrze, że ja niesłychanie spokojny człowiek jestem :-)

No, to chyba tyle na dziś.
Dziękuję, że wytrwałyście do końca!!
Fantastycznego weekendu Wam życzę!!
Stereotypom mówimy nie:-)

XOXO

PS - wiecie co mi właśnie przyszło do głowy??
A gdyby tak, każda z Was pod tym krzywdzącym dla nas postem zamieściła komentarz o treści:

KLISCHEE? WIR SAGEN NEIN!!!
albo
WE SAY NO TO STEREOTYPES!!!

co Wy na to??
przyłączacie się???
Wiem, że mogę na Was liczyć!!

PS 2 - a może ja przesadzam?? może moja reakcja i odczucia są nieadekwatne do sytuacji?
Może...ale wiecie....
Black is black:-)



9.10.14

Hand made with joy

Witajcie :-)

Tak, te butki już były.
To znaczy nie te, tylko takie same z jedną małą różnicą:
pomponiki były niebieskie :-)
Teraz jak widzicie pomponiki są różowe!!!
Yes, it's a girl!!!
Te butki to sama słodycz, prawda??
Podobnie jak ich dzierganie - sama radość.
A największa radość, że znów można było je zrobić,
że było dla KOGO je zrobić
(bo przecież nikt o zdrowych zmysłach nie będzie robił niemowlęcych butków dla samej przyjemności ich robienia - potrzebne są prawdziwe małe stópki!!).


Te szare maleństwa zostały zrobione dla córci naszej blogowej koleżanki,
ale ponieważ sama jeszcze nie pochwaliła się, że została Mamą ja też milczę jak grób
(ale nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam??!!)


Chyba mogłabym się zająć hurtową produkcją takich butków:-)
Tak, zdecydowanie mogłabym otworzyć sklep obuwniczy!!
Uwaga! wejdę w spółkę z kimś, kto się zna na marketingu,
bo ja zupełnie nie mam do tego głowy:-)
Etat sales manager'a oraz product manager'a do wzięcia!!!


No dobra, koniec żartów!!!
Miłego dnia droga Czytelniczko :-)
XOXO


7.10.14

It's just a thought ...

... taka myśl na wczoraj, dziś i jutro....



... plus cieszmy się jesiennym słońcem,
a jeśli akurat pada - cieszmy się jesiennym deszczem ...

Miłego dnia :-)
XOXO

6.10.14

Sought & found

Witajcie:-)

Kolejny jesienny (słoneczny!!!!) weekend za nami.
Weekend oznacza co??
Flohmarkt!!
Sezon niedługo się kończy,
pewnie dlatego te ostatnie jesienne flohmarkty
potrafią być wyjątkowo interesujące i owocne.

Mojego bzika na punkcie starych aparatów fotograficznych już znacie,
co jakiś czas pojawiają się na blogu w roli głównej lub drugoplanowej
(np tutajtutaj czy tutaj).
Teraz udało mi się w końcu upolować "mieszka" z lat 30-tych ubiegłego wieku
w stanie idealnym!!!!!
Top zustand jak to mawiają Niemcy :-)
(a Polacy mawiają: Niemiec płakał jak sprzedawał hi hi hi).
Proszę Państwa, przedstawiam Kodak 620!!
Ta dam!!


No co tu dużo pisać??
Aparat jaki jest każdy widzi.
Jest piękny!!
W skórzanej torebeczce,
dopracowany w każdym detalu.
Masterpiece!!
Pewnie jeszcze z tysiąc razy pojawi się na moich fotkach.
Z góry za to przepraszam :-)


Prawda, że zacny okaz??
CDN ..... czyli polowań ciąg dalszy, bo na wish-liście jeszcze parę punktów jest :-)

Dziękuję Wam za tyle miłych słów dotyczących moich podusi - cieszę się bardzo, 
że Wam się spodobały :-)
Życzę Wam spokojnego poniedziałku i bardzo udanego tygodnia!!!
XOXO

3.10.14

Say Hello! czyli statement cushion DIY

Witajcie :-)

Jesień to czas, kiedy chętniej sięgamy po szydełka, druty, igły, mod podg'e.
Dobrze mówię??
Częściowo wpływa na to pogoda a częściowo fakt,
że to właśnie nadejście kolejnej pory roku mobilizuje nas do drobnych zmian we wnętrzach.
Kto nie zmienia poduch ręka do góry??
Kto nie sadzi wrzosów, nie zapala świec wieczorami, nie poluje w sklepach
(lub nie robi sam -wersja dla mniej leniwych niż ja) na ciepłe pledy??
No jakoś lasu rąk nie widzę:-)

Ja oczywiście zaczynam kilka di-aj-łajów na raz.
Bardzo chciałabym się wyzbyć tego nawyku,
ale to chyba są jakieś uwarunkowania gatunkowo-płciowe
a lata ewolucji raczej go umacniają niż osłabiają.


Wygląda na to, że u mnie tegoroczna jesień upłynie pod patronatem białego lnu.
Tak jakoś wyszło i już.
Miałam kawałek zakupiony jakiś czas temu i akurat nawinął się pod rękę :-)
Plus resztki czarnej farby do tkanin.
Wystarczyło na podusię z chmurką "hello" i jeden listek :-)
Taką podusię z listkiem zobaczyłam pierwszy raz tutaj
i postanowiłam ją bezczelnie zgapić.
Oczywiście nie muszę tłumaczyć jak to zostało zrobione
(bo każdy już takie DIY widział i wie, że wystarczy listek posmarować farbką do tkanin,
przyłożyć do materiału, odcisnąć i gotowe! ooo, a jednak tłumaczę!!)


A podusię "hello" tłumaczyć??
Nie??
No to wytłumaczę :-)
Z samporzylepnej folii wycięłam napis hello (odręcznie napisany).
Przykleiłam na podusię, obrysowałam lekko ołówkiem kontur chmurki
i wypełniłam farbką do tkanin.
Folię odkleiłam, wszystko oczywiście przejechałam gorącym żelazkiem i tyle.
No i dodałam jeszcze takie tam ozdobniczki w postaci zielonej fastrygi i czarnych pomponików.


Teraz mam ochotę na podusie podłużne, szukam wsadu o takim kształcie.
Jak tylko się uda to oczywiście będzie poduszkowy update.
(choć nie jest to do końca pewne, bo znów toczę walki z moją maszyną do szycia - albo ja ją, albo ona mnie!!!)


Dzisiejszy post inspirowany jest przez:


Życzę Wam wspaniałego, ciepłego pierwszego październikowego weekendu!!!
Do napisania!!!!
XOXO

PS - pledu nie upolowałam to kupiłam koszyk :-)
Nie wiem, powinnam coś na nim namalować??
Teraz taki trend, że albo gwiazdeczka albo chociaż kawałek białego...
A może zostawić go "saute", tak po prostu??
Życiowe dylematy blogerki!!
Czasami śmiac mi się chce z siebie samej :-)
Miłego raz jeszcze!!

PS 2 - u nas dzisiaj wolne :-)
Niemcy obchodzą dzień zjednoczenia.
W naszej okolicy ten dzień obchodzony jest jako dzień rodziny.
Czyżby nie wszyscy cieszyli się ze zjednoczenia??

1.10.14

Made in Sweden

Witajcie :-)

Lubimy Szwecję i całą Skandynawię, prawda??
Przede wszystkim doceniamy prosty, bezpretensjonalny styl we wnętrzach.
Ale co jeszcze??
Po krótkim namyśle stwierdzam,
że ja to jestem absolutny scandi freak :-)
Bo oprócz designu uwielbiam skandynawską modę
(po przejrzeniu szafy stwierdzam, że ponad 60% szmatek jest z metkami
szwedzkich bądź duńskich marek),
skandynawską muzykę (norweski Royksopp czy chociażby Bjork, Lykke Li, Little Dragon,
mogę tak bez końca wymieniać),
skandynawską literaturę (i nie mam tu na myśli tylko kryminałów czy "Dzieci z Bullerbyn", które czytałam kilkanaście razy),
skandynawską przyrodę (kto był w Norwegii wie, że jest to krajobraz nie do opisania) i piękne, schludne małe duńskie czy szwedzkie miasteczka z niezliczoną ilością sklepików z dodatkami do wnętrz.....
No to się rozpisałam!!!
A tak naprawdę to chciałam popełnić dzisiaj swój pierwszy post kosmetyczny :-)


To już szybciutko się poprawiam!!
To co trzymam w ręce to mój nowy krem pod oczy:-)
Tak, tak, prosto ze Szwecji.


O kosmetykach WISE dowiedziałam się od koleżanki (podczas pobytu w PL).
Co jest w nich takiego wyjątkowego??
Przede wszystkim to, że są to kosmetyki w pełni naturalne, produkowane ze składników pochodzących z ekologicznych upraw, nie powodują uczuleń ani podrażnień.
Mają proste (w końcu są szwedzkie!) ekologiczne opakowania
(a wiadomo przecież, że wybierając kosmetyki w pięknych, szklanych słoiczkach to słono płacimy
za te słoiczki właśnie).
Na początek wybrałam sobie TEN krem pod oczy.
Mam bzika na punkcie kremów pod oczy,
ciągle szukam tego najlepszego dla mnie.
Całkiem możliwe, że już znalazłam - ten ma wszystko, czego oczekuję od takiego kosmetyku!
Konsystencja taka jak lubię (nie za gęsta, nie za rzadka, idealna do aplikacji, idealnie się wchłania),
nie "szczypie", ujędrnia delikatną skórę wokół oczu.
Taki dotyk luksusu na co dzień:-)


Uff, wygląda na to, że swój pierwszy kosmetyczny post mam już za sobą :-)
Jak mi się spodoba, to może będzie powtórka
(całkiem możliwe, że trafię jeszcze na coś fajnego, czym będę się chciała z Wami podzielić).

Ach, zapomniałabym!!
Kosmetyki WISE oczywiście dostępne są w Polsce,
na stronie www.wisepolska.pl.
Nie trzeba jechać do Szwecji :-)
Choć taką wycieczkę też gorąco polecam!!

Pozdrawiam Was gorąco choć już bardzo jesiennie!!
XOXO



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...