21.9.16

Jak zaplotłam warkocz i jak przecięłam pępowinę

drożdżowe prosty przepis

Czy jesteście gotowe na pożegnanie lata? 
Czy cieszycie się na polską złotą jesień, która (wierzę w to głęboko) obdarzy nas tym, co ma 
najlepsze? Pomyślcie tylko: te szeleszczące liście, te chłodne poranki, to łagodne południowe 
słonko, niesamowite światło października, długie, deszczowe, listopadowe wieczory. 
Tyle wspaniałości przed nami. Nie ma co żałować lata! To jesień pokazuje nam jak pięknie
 można pożegnać to co było, pogodzić się z tym, że coś się kończy.

Być może widząc to zdjęcie spodziewałyście się zupełnie innych słów? Ot, kolejny przepis 
i w dodatku znów ta żeliwna patelnia (no ile razy można ją pokazywać? to już się robi nudne!). 
I pewnie zauważacie (jakże słusznie zresztą), że post jakby spóźniony, wszak sezon na jagody 
już dawno minął. Ale powiedzmy, że jagody to nie must-have w tym przypadku. Absolutnie nie. 
Możecie wpleść w ten warkocz co tylko chcecie.

Dobrze, czyli ustalone już, że post trochę przeterminowany (tzn jego foto-zawartość). Ale co, 
jeśli Wam powiem, że to bardzo ważny dla mnie post? Bo to mój ostatni wypiek 
(od pięciu tygodni właściwie nie piekę), to moja ostatnia "sesja" kulinarna, to właściwie moje 
ostatnie zdjęcia. Opanowało mnie uczucie nic-już-nie-ma-sensu a wszystkiemu winna jest pępowina.
 Jak to? No tak. Przecięłam pępowinę. Ten drugi raz. I ten drugi raz, to mentalne odcięcie, jest
 o wiele gorsze. Tym bardziej, że zupełnie nie byłam przygotowana. Wciąż jestem w szoku. 
I to nawet nie chodzi o to, że mojego dziecka już od pięciu tygodni fizycznie nie ma w domu 
(bo jest raptem w sąsiedniej dzielnicy i codziennie rozmawiamy lub piszemy). Chodzi o taką nagłą 
świadomość tego, że oto pewien okres w życiu dobiegł końca. Tak. Stało się. Tak nagle. 
Boli jak cholera. Moje kolejne już-nigdy.

A drożdżowy wianuszek robiliśmy jeszcze razem (dlatego jednak zamiast trafić do archiwum
 jest tutaj), tzn ja brudziłam sobie ręce a Maks pilnował, żebym nie pobrudziła aparatu 
(On wręcz pedantycznie dba o sprzęt fotograficzny, Jego oczko w głowie używane do wyższych 
celów, a nie do takich bzdur jak tutoriale i inne takie), żebym dobrała odpowiednie ustawienie 
("nie używaj trybu auto! Ile razy już ci to tłumaczyłem jakie ISO wybrać!") potem oczywiście zajął 
się edycją zdjęć. O ironio! Teraz gdy mam calutki sprzęt do swojej dyspozycji i nie muszę się
 o niego wykłócać, zupełnie mnie nie ciągnie do robienia zdjęć.

To co? Smutki na bol i zaplatamy razem ten ostatni letni warkocz?

1. Przygotujcie ciasto drożdżowe wg swojego ulubionego przepisu lub skorzystajcie z tego sprawdzonego przeze mnie.




2. Rozwałkujcie ciasto nadając mu kształt zbliżony do prostokąta, nałóżcie dowolne owoce (drobne) lub dżem/nutellę/powidła/etc


3. Jeżeli trzeba posypcie cukrem


4. Zawińcie ciasto w rulon wzdłuż dłuższego boku


5. Przetnijcie rulon na pół. Nie zaczynajcie jednak od samego początku, 
zostawcie ok 3 cm bez nacięcia


6. Z tych dwóch kawałeczków zaplatamy warkocz (trzeba uważać, żeby owoce nie wypadały)


7. Warkocz układamy w okrągłej formie formując wieniec


8. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 st aż do złotego koloru. Nie przypalamy tak jak ja :)


9. Po wystygnięciu posypujemy cukrem pudrem i podziwiamy przez chwilę nasz drożdżowy 
wianuszek. Przystępujemy do konsumpcji. Smacznego!


Co najchętniej wplotłybyście w taki wianuszek?
Napiszcie koniecznie! Odezwę się niedługo, mam nadzieję. Jeśli życie pozwoli.
Buziaki! Trzymajcie się cieplutko i cieszcie jesienią! I swoimi dziećmi. Tak szybko dorastają!

XOXO


31.8.16

Mały metraż - duże potrzeby czyli jak urządzić pokój młodego mężczyzny pasjonata




Uchylam dzisiaj rąbka tajemnicy. Tak mi się wydaje przynajmniej. Pokażę Wam dziś pokój 
(a raczej jego fragmenty), który do tej pory na blogu pojawił się tylko raz, 
baaardzo dawno temu - pokój młodego mężczyzny, który właśnie wkracza na nową drogę życia 
więc hello zmiany! Obowiązkowe, bo to, co zdawało egzamin osiem lat temu 
zdecydowanie jest już mocno nieaktualne. 

Czas płynie, najbardziej widać to po dzieciach i każdy rodzic ten banał potwierdzi, i każdy rodzic 
doskonale to zna. Zmieniają się zainteresowania (w omawianym tu dziś trudnym przypadku
po prostu niekontrolowanie rośnie ich ilość), zmieniają się potrzeby naszych latorośli. 
Co jakiś czas trzeba dostosować  się „wnętrzarsko”, pożegnać, co było, otworzyć się na nowe. 

13.8.16

Międzynarodowe metamorfozy z naciskiem na klasykę


Tak! Mam ręce pełne gałeczek i nie zawaham się ich użyć! Straszyłam, straszyłam i oto są. 
Pierwsze doniesienia z frontu robót. Roboty to oczywiście taka nazwa-kamuflaż. 
Tak naprawdę to rodzaj terapii. Na doła, na chandrę i tęsknotę (np za widokiem Alp) 
nie ma nic lepszego niż robota
Najlepiej jakaś przyjemna czyli np zmiany w domu. I tutaj moja rada w tym temacie: 

nie stosujemy terapii szokowej

Mąż może tego nie znieść za dobrze. Stosujemy więc metodę małych kroczków. 

Moje kroczki wyglądały tak:

10.8.16

Naleśnik holenderski z owocami


"Co to takiego naleśnik holenderski?" - zapytacie. Albo i nie zapytacie, bo już Wam doskonale 
znane to zjawisko kulinarne. Ale jeśli zapytacie to donoszę uprzejmie, że to coś bardzo pysznego,
połączenie naleśników z racuszkami i clafoutis. Tak, takie 3 w 1 i mega proste w przygotowaniu, 
i mega szybkie i piecze się to w piekarniku. 

Idealne śniadanko dla dwojga

(jeśli nie są mega głodni) lub jednego (bardzo głodnego). W domyśle: ja. Dobra, przyznaję, 
pożarłam cały, ale więcej się to nie powtórzy. To znaczy powtórzy, bo już na samo wspomnienie 
o tym smaku mam ochotę to powtórkę, ale zdecydowanie podzielę się z kimś chętnym. 

Ktoś chętny?

4.8.16

Lajfstajl lipcowy - ostatki i kamienie milowe


jak zawijać pierogi z owocami

Dzień dobry!

No i stało się! Trzy lata naszej bawarskiej przygody minęły jak jeden dzień.
Od 31 lipca jesteśmy już na swoich "starych" śmieciach. W ostatnim poście zarzekałam się, 
że jeszcze z Bawarii do Was napiszę, ale niestety troszkę mnie te kartony przerosły. 

Ale o tym za chwileczkę. Zacznijmy od początku.
A że lipiec było bardzo poziomkowo-jagodowy (kto przegapił szybciutko zagląda tutaj i tutaj
zaczynamy od zdjęcia pierożków, którymi się zajadaliśmy w przerwach między grilladami.



Lajfstajl nr 1


25.7.16

Upcycling: DIY opaska do włosów ze starej bluzki





Jestem po uszy zagrzebana w kartonach. Chyba doszłam do momentu "przestaję-to-ogarniać", 
który, jak wiem ze swojego dość bogatego przeprowadzkowego doświadczenia, musiał nadejść.

I wtedy nie ma innej rady, jak po prostu zostawić to wszystko w cholerę i zająć się zupełnie czym 
innym. Z całej gamy przyjemnych rzeczy, którymi mogłabym się zająć w ramach odstresowania 
wybrałam akurat DIY z użyciem bluzeczki, w której już od dawna nie chodziłam
(właściwie nie miałam jej ubranej ani razu!). 

Trafiłam na nią przy przeglądaniu, sortowaniu i pakowaniu ubrań 
(bo takie przeprowadzki mają jedną bardzo pozytywną stronę: robi się przegląd wszystkiego, 
dosłownie WSZYSTKIEGO, co się posiada i bezlitośnie redukuje ilość) wciśniętą gdzieś
w kąt szuflady. Po prostu sama nawinęła się w moje łapki.

Bardzo ładna, stan: jak nowa, ale co mi strzeliło do głowy, że kupiłam ciuszek w takim fasonie 
(nawet nie przyznam się jakim, bo to byłoby zupełnie niezgodne z tym co pisałam tutaj )??
 Ale...co było a nie jest nie pisze się w rejestr a ja szybciutko zacieram ślady 
upcycling'ując rzeczony dowód pomroczności.

Cała operacja zajmuje aż 5 minut i przebiega tak:

11.7.16

Najłatwiejsze ever poziomkove smoothie



vintage kitchen

Ryzykuję dziś tym postem, oj ryzykuję. Wszak smoothie to żadne odkrycie!

Podejrzewam, że już sam tytuł zdradzający treść dzisiejszego wpisu może być strzałem w stopę
 i zniechęcić potencjalne Czytelniczki. No bo kto jeszcze nie robił smoothie? Ano ja. 

Ale donoszę,że już nie tkwię w grzechu i produkuję te pychoty namiętnie. 
Teraz najchętniej z poziomek a gdy się kończą przerzucę się pewnie na borówki.

Do tej pory zastanawiałam się jaka jest różnica między smoothie a zwykłym koktajlem z owoców
 i jogurtu, które robiłam do tej pory? Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale chyba chodzi o mrożone 
owoce? Zresztą, nieważne! Ważne, że pyszne, mega smaczne i orzeźwiające! No i zdrowe. 

Idealne drugie śniadanie.

Co będzie potrzebne?
(porcja dla dwóch osób)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...