18.1.17

Kreatywnie ze Światem Lnu - bezszyciowe ubranko na sztućce oraz wyniki konkursu!


Troszkę dziwnie się czuję, bo nie mam na dziś przygotowanej żadnej moralizatorskiej mowy
Nie będę się dziś buntować, dziwić ani naprawiać świata. Dziś będę tylko świat upiększać. 
Do spółki ze Światem Lnu w ramach naszego wspólnego cyklu Kreatywnie ze Światem Lnu
w którym pokazuję jak w prosty, ale ciekawy sposób wykorzystać tkaniny, szczególnie mój 
ukochany len. W pierwszym poście pokazałam Wam niezwykle praktyczną i, co najważniejsze, 
niezwykle łatwą do uszycia TORBĘ BENTO. Dziś pokażę mój sposób na pięknie 
wyeksponowane sztućce - lniane etui, które nie wymaga żadnych zdolności krawieckich.

Ale zanim to nastąpi muszę się Wam z czegoś wytłumaczyć i przeprosić. 
Jestem zdania, że media (w tym także blogi) powinny dbać o czystość naszej mowy ojczystej
która i tak ubożeje z dnia na dzień. Czasami odnoszę wrażenie, że zasób słownictwa przeciętnego 
Polaka ograniczył się do słów: masakra, lajkować i hejt. Ortografia już dawno odeszła 
w zapomnienie a za znaki przestankowe robią teraz przekleństwa.

 I choć uważam, że nie powinno się to zdarzyć to jednak w moim ostatnim poście pojawiło 
się brzydkie słowo. Wiecie, czasami człowiek musi, bo się udusi! Wedle porzekadła:
 "cel uświęca środki". Wyrwało się, i już! Bo ja to generalnie jestem człowiek, który brzydkich 
słów nie używa. I o ile mężczyźnie jeszcze jakoś to uchodzi to stanowczo twierdzę, 
że przeklinająca kobieta to zjawisko słabe. A przeklinająca blogerka tym bardziej. 

Zatem o wybaczenie się uprasza. Mea culpa. Obiecuję poprawę.

Wracamy do tematu! 

Etui na sztućce. Bez szycia!

 Jedyne co potrzebujecie to prostokątny kawałek lnu 

( u mnie akurat jest to 50x40, ale może być mniejszy) i odrobinę cierpliwości.

Dlaczego len?

Ze względu na splot idealnie nadaje się do "strzępienia"

Jak to zrobić?

Przygotuj prostokątny kawałek lnu. Ja wybrałam średnio gruby LEN w naturalnym kolorze
bardzo plastyczny, idealnie nadający się do tego typu dekoracji.

Wymyśliłam sobie, że postrzępię brzegi tkaniny poprzez wyciągnięcie nitek splotu na ok. 0,5 cm. 
W przypadku dobrej jakości lnu jest to dosyć prosty zabieg i daje ładny efekt.
No i nie trzeba nic szyć!

 Pamiętam, że kiedyś był to całkiem popularny sposób na "wykończenie" serwetek i bieżników 

(hello PRL)



Gdy już przygotujecie tkaninę wystarczy ją w odpowiedni sposób złożyć - tak, by powstała 
kieszonka na sztućce. Dokładnie tak jak na filmiku poniżej.


Oczywiście bardzo wskazane jest by takie etui troszeczkę podrasować. Jak? Można chociażby 
niestandardowo wykorzystać uchwyty meblowe w stylu vintage. Ja znalazłam idealne po miesiącu 
poszukiwań w sklepie ARTE - dokładnie takie, jak chciałam i do tego w rozsądnej cenie,
 z ekspresową wysyłką i miłą obsługą. Wrócę tam na pewno po więcej a Wam polecam ich ofertę
 z czystym sumieniem.

Taki uchwyt-tabliczkę wystarczy przyszyć delikatnie do etui i włożyć karteczkę z imieniem.






Drugim pomysłem na dodatek do etui jest tablicowe menu

Jest to po prostu kawałek tekturki pomalowany farbą tablicową. W tym miejscu podpowiem Wam 
jak w prosty sposób, bez zdolności kaligraficznych, wykonać napis kredą. Wystarczy 
wydrukować wybrany tekst (oczywiście używając jakiejś atrakcyjnej czcionki) i wyciąć z kartki 
tylko fragment z tekstem. Niezadrukowaną stronę kartki zamalowujemy starannie kredą - robimy coś 
na zasadzie kalki. Przykładamy delikatnie kredową stroną do naszej tekturki/tablicy i, 
solidnie dociskając, ołówkiem odwzorowujemy napis.

Musimy uważać aby kartka nie przemieściła się - najlepiej umocować ją delikatnie przy pomocy 
taśmy washi. Nadmiar kredy usuwamy lekko zwilżonym patyczkiem kosmetycznym. Voila!!




Jak Wam się podoba efekt końcowy? Moi goście zdecydowanie byli na tak :-)
Jeśli chcecie użyć etui również jako serwetki to uchwyt możecie przymocować do tabliczki;
napis menu będzie wyglądał jeszcze lepiej w tej ramce.




UWAGA! UWAGA!

Wiem, że z niecierpliwością oczekujecie wyników KONKURSU Z LEIFHEIT.

Konkurs był organizowany na blogu i na moim instagramie i muszę przyznać, że nie spodziewałam 
się aż tak dużego odzewu, ale w sumie nie powinnam być zdziwiona - wszak ODKURZACZ DO 
SZYB to rewelacyjne urządzenie. 

Rozdarta i niepocieszona, że nagrodę mam tylko jedną informuję, że jury pękające ze śmiechu 
po przeczytaniu Waszych historii okiennych postanowiło ulitować się nad oknami Ani
a właściwie nad Jej dzielnym małżonkiem. Jury wyraża nadzieję, że w związku z wejściem 
w posiadanie odkurzacza do szyb, Ania i Jej rodzina już nigdy nie będzie musiała się przeprowadzać 
ze względu na brudne okna.

Aniu, proszę o kontakt mailowy w celu ustalenia szczegółów wysyłki.
Gratulacje! Niech moc będzie z Tobą!

Dziękuję Wam wszystkim ogromnie za udział w zabawie i, w ramach pocieszenia, zapraszam już dziś
na nowy konkurs, w którym kolejny "ułatwiacz" życia do wygrania. Coming soon!

Zaglądajcie zatem :-)

XOXO




W dzisiejszym poście w roli głównej wystąpiła tkanina lniana, którą dostarczył


Uchwyty pochodzą ze sklepu ARTE METAL STYLE POLSKA


13.1.17

Najdroższe foremki świata, mistrzowie DIY i tiramisu spekulatius

food photography

Melting pot. Gdybym miała teraz opisać się w dwóch słowach to były by one właśnie takie: melting 
pot. Lata jednak robią swoje. Bagaż doświadczeń czterdziestu lat mały już nie jest a wszystkie nasze 
przeprowadzki, przede wszystkim ostatnie trzy lata spędzone w Bawarii, w środowisku bardzo 
międzynarodowym (ponad 30 narodowości!) nie pozostają bez znaczenia. 

Odciskają się wyjątkowo odczuwalnie na osobowości, postrzeganiu świata, stylu życia, sposobie 
myślenia, nawet na planach na przyszłość. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi. Nie, nie będę teraz 
otwierać się publicznie i ogłaszać wszem i wobec co tam sobie knujemy, bo uważam, że o planach 
się nie mówi, tylko realizuje i zamierzam się tego trzymać.

Tak, zdecydowanie czuję się jak taki tygielek, w którym buzują wszystkie wspomnienia. Te zbierane
pieczołowicie, jak i te chwycone mimochodem. Nieświadomie, bo człowiek za młody, za głupi był
by wiedzieć, że to wszystko na twardym dysku się zapisuje. I teraz to wszystko miesza się ze sobą,
wypływa na wierzch sprowokowane jakimś impulsem. Tak jak wspomnienie amoniaczków, które
Babcia zawsze przed świętami piekła. Bo stało się tak, że trafiły w moje ręce te stare wykrawaczki
do ciastek. Leżały gdzieś zapomniane w czeluściach spiżarni. I dokładnie w chwili gdy wzięłam je
do ręki wróciło wszystko. Jasne jak słońce. Czyste i rześkie jak alpejskie powietrze.

6.1.17

Jak blogerki myją okna i super prezent dla Was



Kobieta-blogerka. Gatunek ewoluujący w stronę ekshibicjonizmu, zacierania granic pomiędzy tym, 
co można wywlec na widok publiczny a co raczej powinno zostać w domowych pieleszach. 
Z silną potrzebą udowodnienia światu, że jej życie wcale nie jest szare i zwykłe a rodzina trwa 
w nieustannym błogim lenistwie pod kocykiem, ubrawszy uprzednio ciepłe skarpety wycelowane 
w ciepło trzaskających polan w kominku. 

Gatunek ewoluuje szybko bo i warunki ku temu sprzyjające. Fejsy, instagramy, snapy czy inne 
wajny są w stanie błyskawicznie dać nam tak bardzo pożądane poczucie fejmu, uwielbienia 
i bycia zajefajną. 

5.12.16

Tradycja. Czy to wciąż ważne?



Dziwna sprawa, ale jakoś tak wyszło, że od czasu powrotu do Polski czas przyspieszył do 
zawrotnych prędkości. Jeśli dodać do tego spadek energii, który na razie tłumaczę 
koniecznością adaptacji z życia w górach do życia na nizinach, plus takie zwykłe codzienne 
sprawy jak praca, stanie w korkach, dom, nic dziwnego, że o wieńcu adwentowym pomyślałam 
dopiero tuż przed jego drugą niedzielą. 

Zupełnie tak, jak moja serdeczna koleżanka Jen z Australii, którą poznałam mieszkając 
w Niemczech - byłyśmy sąsiadkami przez trzy lata. Zabawna sytuacja z tymi adwentowymi 
wieńcami Jen. Przede wszystkim dlatego, że ani Ona, ani jej mąż nie są wierzący. 
I o ile obecność choinki na święta w domach, w których nie obchodzi się rocznicy narodzin 
Pana Jezusa nie dziwi, to jednak obecność wieńca adwentowego, którego symbolika jest ściśle 
powiązana z wiarą wydaje się być trochę zaskakująca.

Sekret pieczenia z herbatą




Mówiąc Pisząc pieczenie z herbatą mam na myśli zgoła inny proces niż gotowanie z winem, 
kiedy to nalewam sobie lampkę czerwonego wina (lub białego, w zależności od potrawy)
i przystępuję do pichcenia. W pełni świadoma, że gotowanie z winem na tym nie polega. 

Z herbatą robię jednak wszystko jak należy. Powinnam dodać: już robię wszystko jak należy.
Zarówno w kwestii wypieków (o tym za chwilę) jak i parzenia. Do tej pory podchodziłam 
do zagadnienia raczej w sposób barbarzyński: zalewałam torebkę wrzątkiem, czekałam chwilę 
aż puści kolor i wydawało mi się, że to co z tego wyszło to herbata. Ale jak to mówią, człowiek 
uczy się przez całe życie i często jest tak, że jakiś mały impuls lub przypadek może sprawić, 
że nagle chcemy zgłębić jakiś temat bardziej lub nawet zmienić swoje przyzwyczajenia. 

W tym miejscu, jako ten rzeczone impuls, który przyczynił się do tego, że my, kawosze, zaczęliśmy
pić więcej herbaty i zwracać uwagę na to co i jak pijemy, podam mój fantastyczny imbryczek. 
Nie jest to do końca prawdą, ale na potrzeby chwili możemy się umówić, że tak właśnie było. Ok? 

(wszak wiecie, że nie jestem zwolenniczką totalnego ekshibicjonizmu)

10.11.16

Kreatywnie ze Światem Lnu. Każdy może szyć. Torba bento.


Jeśli ktokolwiek z Was zagląda tu w miarę regularnie i od dłuższego czasu, to z pewnością pamięta, 
że DIY pod różną postacią to lwia część moich postów (tak, tak, to czysta kokieteria z mojej strony, 
wszak nie oczekuję byście zaprzątały sobie pamięć zawartością mojego skromnego bloga). 

I choć był już moment gdy posty typu zrób-to-sam zdawały się umierać śmiercią naturalną, to teraz 
mogę śmiało ogłosić ich reaktywację. I bardzo mnie to cieszy. bo jednak lubię, od czasu do czasu, 
coś samodzielnie zmajstrować. A co lubię najbardziej w tym temacie? Zdecydowanie szycie

Tkaniny, odgłos maszyny do szycia, szpulki, nożyczki, szpilki to zdecydowanie to, co tygryski 
lubią najbardziej. Od kiedy sięgam pamięcią coś tam szyłam. Oczywiście zaczynałam od ubranek 
dla lalek. Wtedy moje szycie wyglądało tak, że składałam materiał na pół i po prostu wycinałam 
z niego kształt bluzeczki czy spódniczki. Wycinałam, zszywałam ściegiem fastrygowym i jakimś 
cudem odziewałam moje lalki w te wynalazki. Ok, przyznaję, ta operacja wymagała chwilowego 
usunięcia kończyn górnych, rzadziej dolnych. U lalek rzecz jasna.

4.11.16

Jak założyć żywopłot oraz kilka słów wyjaśnienia


Zanim wystąpię w roli "eksperta" od zakładania żywopłotu chciałabym uprzedzić, 
że post może być odrobinę drastyczny. Głównie ze względu na zdjęcia pozbawione jakiejkolwiek 
stylizacji. Na działce life is brutal: stara kufajka, zabłocone rękawice, przedpotopowe obuwie 
robocze i naprzód. Na obiad bułka z kabanosem maczanym w musztardzie sarepskiej (zdjęć brak), 
herbata w plastikowym kubku (zdjęć brak, chociaż wróć - na insta była focia, zatem nie ściemniam, 
kilka osób jest w stanie to potwierdzić; lajkowały znaczy się świadkowały). 

Obiecuję, że następne relacje będą bardziej humanitarne: zainwestuję w stylowe hunterki
pastelowe rękawice i stosowną przepaskę na włosy. Pozbędę się ordynarnego bezrękawnika. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...