13.8.16

Międzynarodowe metamorfozy z naciskiem na klasykę


Tak! Mam ręce pełne gałeczek i nie zawaham się ich użyć! Straszyłam, straszyłam i oto są. 
Pierwsze doniesienia z frontu robót. Roboty to oczywiście taka nazwa-kamuflaż. 
Tak naprawdę to rodzaj terapii. Na doła, na chandrę i tęsknotę (np za widokiem Alp) 
nie ma nic lepszego niż robota
Najlepiej jakaś przyjemna czyli np zmiany w domu. I tutaj moja rada w tym temacie: 

nie stosujemy terapii szokowej

Mąż może tego nie znieść za dobrze. Stosujemy więc metodę małych kroczków. 

Moje kroczki wyglądały tak:

1. "organizujemy" sobie mebelek, w tym przypadku sosnową komodę

2. przekonujemy męża, że ta komoda bardzo nam się przyda w Polsce 
(argument: "jako szafka pod TV" zadziała zawsze!)

3. po jakimś czasie zaczynamy delikatnie wspominać o konieczności renowacji mebelka

4. kupujemy szlifierkę, farbę (w odcieniu, który wymusi kolejne zmiany), działamy

5. zauważamy konieczność zmiany uchwytów na "takie bardziej pasujące i nadające elegancji"

6. pozwalamy mężowi na udział w wyborze uchwytów

7. przywozimy mebelek do miejsca docelowego (czyli domu/mieszkania, niepotrzebne skreślić)

8. delikatnie sugerujemy konieczność dopasowania tapety do koloru mebelka, który, ups, 
jest antracytowy i nijak się ma do brązowych pasów tapety obecnej

Osiem kroków to nie tak dużo a ile niewymiernych korzyści! Bezcenne!



Ok, tak, tu mnie macie. To chyba dlatego nie zostałam wziętą blogerką wnętrzarską 
(jak przez mgłę pamiętam, że kiedyś miałam takie "ambicje") bo w całym tym urządzaniu, 
metamorfozachzmianach, przemianach nie zapominam, że nie jestem sama. 

Nie mogę i nie chcę mieć wyłączności na decydowanie o tym 
jak mieszkamy. 

Czasami się "obrażam", że moje wizje wnętrzarskie nie znajdują uznania, no ale jak argument
"ale to jest takie ładne" ma wygrać z argumentem "ale to jest niepraktyczne"? Kiedyś, przyznaję, 
uparcie forsowałam swoje pomysły i teraz sama żałuję wielu rozwiązań w naszym M. 

Ale to jest temat na zupełnie osobny post. Tyle tego jest! Cha cha cha. Do czego zmierzam? 
Ano, do tego, że nie ma już na to szans, że moje nasze wnętrza kiedykolwiek będą modne, 
z blogerskiego punktu widzenia. Zgadnijcie jak bardzo nad tym ubolewam (śmiech).



No kurczaczki, ale się rozpisałam. A miało być tylko i wyłącznie o gałeczkach. A gałeczki są 
piękne! Szare. Klasyczne. Ceramiczne. Może i skusiłabym się na bardziej "szalone", np żółte, jak 
sugerowała przemiła Pani Magda, właścicielka sklepu Regałka.pl, ale założenie jest takie: 

idziemy zdecydowanie w stronę klasyki i ponadczasowości

 I tak, niemiecka komoda dostała takie oto polskie gałeczki.
 Dostała też niemiecką farbę kredową (marki Quick. Znacie takową?). 
Na początku byłam wniebowzięta. Pięknie kryła, była super wydajna. 
Niestety, choć bardzo dobrze zabezpieczona, nie wytrzymała trudów przeprowadzki. 
Widać to zresztą doskonale na zdjęciu poniżej (jakieś dziwne plamy, otarcia).
Cała moja praca poszła na marne i znów czeka mnie malowanie, 
ale zdecydowanie nie będzie to już farba kredowa. Polecacie coś?




I ta skromna, aspirująca do eleganckiego klasycznego mebla komoda to wszystko, co na obecną 
chwilę mogę Wam pokazać (obok stoi jeszcze stos kartonów i generalnie panuje twórczy 
rozgardiasz). Zapytacie może: "a po co ta cała akcja z malowaniem starego mebla, 
transportowaniem ponad tysiąc kilometrów?" A po to, żeby mieć coś innego. 

Niemasowego. Drewnianego. 

Zamiast ikeowskiego expedit'a, któremu powiedzieliśmy bye-bye.


Jeśli i Wy rozważacie zakup uchwytów meblowych to z czystym sumieniem polecam Wam 
sklep REGałka a właścicielce, Pani Magdzie, dziękuję za perfekcyjną komunikację, miłą obsługę, 
zrozumienie i błyskawiczną przesyłkę. No i za gałeczki. Ja z pewnością tam jeszcze wrócę po więcej!

A jaki byłby Wasz gałeczkowy wybór do takiej komody?
Klasyczny czy wręcz przeciwnie?
Napiszcie koniecznie, bo ja z chęcią się dowiem czy aby nie jestem osamotniona 
w tym starym nowym trendzie?

XOXO






10.8.16

Naleśnik holenderski z owocami


"Co to takiego naleśnik holenderski?" - zapytacie. Albo i nie zapytacie, bo już Wam doskonale 
znane to zjawisko kulinarne. Ale jeśli zapytacie to donoszę uprzejmie, że to coś bardzo pysznego,
połączenie naleśników z racuszkami i clafoutis. Tak, takie 3 w 1 i mega proste w przygotowaniu, 
i mega szybkie i piecze się to w piekarniku. 

Idealne śniadanko dla dwojga

(jeśli nie są mega głodni) lub jednego (bardzo głodnego). W domyśle: ja. Dobra, przyznaję, 
pożarłam cały, ale więcej się to nie powtórzy. To znaczy powtórzy, bo już na samo wspomnienie 
o tym smaku mam ochotę to powtórkę, ale zdecydowanie podzielę się z kimś chętnym. 

Ktoś chętny?

4.8.16

Lajfstajl lipcowy - ostatki i kamienie milowe


jak zawijać pierogi z owocami

Dzień dobry!

No i stało się! Trzy lata naszej bawarskiej przygody minęły jak jeden dzień.
Od 31 lipca jesteśmy już na swoich "starych" śmieciach. W ostatnim poście zarzekałam się, 
że jeszcze z Bawarii do Was napiszę, ale niestety troszkę mnie te kartony przerosły. 

Ale o tym za chwileczkę. Zacznijmy od początku.
A że lipiec było bardzo poziomkowo-jagodowy (kto przegapił szybciutko zagląda tutaj i tutaj
zaczynamy od zdjęcia pierożków, którymi się zajadaliśmy w przerwach między grilladami.



Lajfstajl nr 1


25.7.16

Upcycling: DIY opaska do włosów ze starej bluzki





Jestem po uszy zagrzebana w kartonach. Chyba doszłam do momentu "przestaję-to-ogarniać", 
który, jak wiem ze swojego dość bogatego przeprowadzkowego doświadczenia, musiał nadejść.

I wtedy nie ma innej rady, jak po prostu zostawić to wszystko w cholerę i zająć się zupełnie czym 
innym. Z całej gamy przyjemnych rzeczy, którymi mogłabym się zająć w ramach odstresowania 
wybrałam akurat DIY z użyciem bluzeczki, w której już od dawna nie chodziłam
(właściwie nie miałam jej ubranej ani razu!). 

Trafiłam na nią przy przeglądaniu, sortowaniu i pakowaniu ubrań 
(bo takie przeprowadzki mają jedną bardzo pozytywną stronę: robi się przegląd wszystkiego, 
dosłownie WSZYSTKIEGO, co się posiada i bezlitośnie redukuje ilość) wciśniętą gdzieś
w kąt szuflady. Po prostu sama nawinęła się w moje łapki.

Bardzo ładna, stan: jak nowa, ale co mi strzeliło do głowy, że kupiłam ciuszek w takim fasonie 
(nawet nie przyznam się jakim, bo to byłoby zupełnie niezgodne z tym co pisałam tutaj )??
 Ale...co było a nie jest nie pisze się w rejestr a ja szybciutko zacieram ślady 
upcycling'ując rzeczony dowód pomroczności.

Cała operacja zajmuje aż 5 minut i przebiega tak:

11.7.16

Najłatwiejsze ever poziomkove smoothie



vintage kitchen

Ryzykuję dziś tym postem, oj ryzykuję. Wszak smoothie to żadne odkrycie!

Podejrzewam, że już sam tytuł zdradzający treść dzisiejszego wpisu może być strzałem w stopę
 i zniechęcić potencjalne Czytelniczki. No bo kto jeszcze nie robił smoothie? Ano ja. 

Ale donoszę,że już nie tkwię w grzechu i produkuję te pychoty namiętnie. 
Teraz najchętniej z poziomek a gdy się kończą przerzucę się pewnie na borówki.

Do tej pory zastanawiałam się jaka jest różnica między smoothie a zwykłym koktajlem z owoców
 i jogurtu, które robiłam do tej pory? Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale chyba chodzi o mrożone 
owoce? Zresztą, nieważne! Ważne, że pyszne, mega smaczne i orzeźwiające! No i zdrowe. 

Idealne drugie śniadanie.

Co będzie potrzebne?
(porcja dla dwóch osób)

8.7.16

Get the summer look! DIY spray do włosów z solą morską




Co jest najlepszego w wakacjach nad morzem?
Zdecydowanie kąpiele w słonej wodzie!

Plażowanie i upały to zdecydowanie nie moja bajka, dlatego ciepłe kraje nigdy nie są na mojej 
podróżniczej liście, ale jeśli już się zdarzy dzień na plaży (rymuję!) to spędzam go w wodzie.
 Uwielbiam pływać! Uwielbiam też co słona woda robi z moimi włosami. 
I nie zgadzam się na to, żeby moje "plażowe fale" trwały tylko w czasie wakacji! 

Jeśli i Wy chcecie zatrzymać ten letni look na dłużej to bardzo dobrze się składa,
 bo mam dzisiaj dla Was bardzo proste DIY - spray do włosów z solą morską
Domowa (i o wiele tańsza!) alternatywa dla produktów sklepowych.

5.7.16

Tarta rustykalna, która została gwiazdą

tarta z jagodami


Halo, halo? Czy ktoś jeszcze lubi gwiazdki? Pamiętacie jak  wdarły się szturmem na blogowe 
salony? Muszę przyznać, że ze wszystkich motywów, ten akurat darzę sympatią największą, 
choć jak wiecie, koszyczka z gwiazdą wciąż nie mam.

W temacie gwiazd mam dziś dla Was pomysł na tarty rustykalne
czyli takie pieczone bez udziału formy. Zwykle zawija się jej brzegi w miarę jednolicie, 
ale ja Wam proponuję sposób, dzięki któremu Wasze tarty będą wyglądać jak gwiazdy. 
Ja swoje upiekłam z okazji wczorajszego amerykańskiego święta. 
Myślę, że były fajnym akcentem odnoszącym się do flagi.

Jak to się robi?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...