23.2.17

Słoiki (warszawskie) czyli dressing z makiem



Siedzę sobie w naszym małym dining area w living room'ie i patrzę sobie na city, które akurat
 zostało pięknie podświetlone przez promienie wschodzącego słonka. I trochę mnie to odciąga 
od tego, co zamierzałam zrobić czyli od pisania posta. Bo bardzo ładny ten skyline poranny jest
i próbuję nacieszyć nim oko, wszak o tej porze to zazwyczaj tkwię już w traffic jam'ie w drodze 
do pracy. 

City wygląda też bardzo atrakcyjnie wieczorem, gdy już się ściemni, a na wszystkich 13 
skyscraper'ach (a raczej ich namiastkach), które widzę zabłysną światła. Zdradzę Wam małą 
tajemnicę: kupiliśmy nasze obecne mieszkanie właśnie dla tego widoku. Wiecie, człowiek 
z prowincji przyjechał, chciał się poczuć światowo. 

I choć teraz wiem, że bez wahania wybrałabym jednak widok na Alpy, którym mieliśmy 
szczęście cieszyć się przez trzy lata, to ten w sumie też daje radę :-)

No i patrzę tak sobie na ten view i tak sobie myślę jak wiele ludzi przyciągnął i omamił obietnicą 
lepszego życia, która w większości przypadków oznacza codzienne stanie w korkach, pracę po 10 
godzin dzienne, kredyt hipoteczny na 30 lat za 60 m mieszkanie w nowoczesnych gettach, 
zwanych apartamentami. 

Kusząca perspektywa, prawda? 

Setki tysięcy dało się skusić. W samym "Mordorze" pracuje ponad 100 tys. ludzi. 

8.2.17

Dekadenckie używki czyli jak pisać czekoladą i najlepszy smak cafelatte ever!


Po przeanalizowaniu i interpretacji definicji słowa "używki" stwierdzam krótko: posiadam bardzo 
szeroki wachlarz! Serio, jest z czego wybierać! Bo i książki, teatr, dobry film i ulubiona muzyka.

Są oczywiście i te przyjmowane drogą doustną: kawa, czekolada i wino. Dobre, rzecz jasna, muszą być 
dobre! Jeśli kawa, to tylko świeżo mielona, tuż przed zaparzeniem. Innej nie wypiję, ewentualnie ze 
wstrętem, byle tylko przyjąć dawkę kofeiny. Czekolada najchętniej gorzka z maksymalną ilością 
kakao. Wino... no, ok, przemilczmy temat, bo jest jeszcze za wcześnie :-) 

W zamian zdradzę Wam co, od jakiegoś już czasu, zawsze można u mnie w lodówce znaleźć.
I oczywiście dopisane już zostało do mojej listy używek.
Coś bardzo pysznego i do tego zdrowego. Na dodatek to jest słodkie! Proszę Państwa, informuję, 
że syrop klonowy podbił moje serce! I podniebienie! I żołądek! 

3.2.17

Wyjątkowo trudny zawód: blogerka + łapacz smogu DIY


Ta daam! I mamy nowy banerek! Nie pytajcie, który to już z kolei. Tak, wiem, to mega 
nieprofesjonalne, ale zdradzę Wam sekret. Guzik mnie to obchodzi :-) Zmieniam sobie banerek, bo:

primo: mam na to ochotę

secundo: wianuszków ostatnio tak się namnożyło, 
że musiałam po prostu wycofać się z tego tematu.

Po ponad czterech latach blogowanie poszłam też w końcu po rozum do głowy i od teraz nazwa 
bloga równa się adres bloga. Alleluja! Zatem All things pretty odchodzi na zasłużoną 
(albo i nie) emeryturę.

Na blogu pojawiać się będą małe zmiany, ale bardzo pomalutku. Tak mi się umyśliło, żeby było to 
miejsce, gdzie będziecie z chęcią wracać nie tylko popatrzeć na zdjęcia i poczytać naszpikowane 
ironią, niczym dobra kasza skwarkami, wywody. Chciałabym, abyście mogły znaleźć tutaj coś 
innego. Znacie mnie już trochę i wiecie, że reaguję mocno alergicznie na sytuacje typu "mają 
wszyscy mam i ja" i nie lubię ulegać masowym histeriom, bez względu na to, czego to dotyczy.
Tak już mam i nie mam zamiaru tego zmieniać, bo publika tego wymaga.

Jeśli i Ty nie chcesz być kserokopiarką - to miejsce jest dla Ciebie! Zapraszam gorąco!

27.1.17

Pamiątki z podróży. Chimney cake BIY.

chimney cake

Kanapka z łososiem na targu rybnym w Bergen (bagatela 50 NOK czyli 25 zyla). Wiadomo, 
smakować musi. Kanapka śledziowa w Kopenhadze. Najlepiej mi smakuje nasz "polski" 
śledzik. Kawior z tubki w Sztokholmie. Generalnie rzecz biorąc - fanką kawioru nie jestem. 
Uważam, że jest przereklamowany. Paella "na bogato" w Lizbonie. Pycha! Tapas 
w Barcelonie. Małe rozczarowanie. Fish and chips w Londynie. Yes yes yes! 

I mogłabym tak jeszcze długo, ale nie o to chodzi by wymieniać teraz wszystkie pozycje naszego 
podróżniczego menu. Chodzi o ten fakt, że podróże o idealna okazja do spróbowania lokalnej 
kuchni, nowych smaków, często dla nas obcych. Bo czyż nie jest tak, że tort Sachera smakuje 
najlepiej we Wiedniu a pizza gdzieś w małej pizzerii w Pizie? Ja uważam, że dokładnie tak jest! 

I nawet sam Hans Kloss miał podobne zdanie w tej kwestii :-)
Ale uprzedzam, jeśli chcecie sprawdzić, czy rzeczywiście najlepsze kasztany są na placu Pigalle 
możecie się mocno rozczarować. Ich brakiem.

18.1.17

Kreatywnie ze Światem Lnu - bezszyciowe ubranko na sztućce oraz wyniki konkursu!


Troszkę dziwnie się czuję, bo nie mam na dziś przygotowanej żadnej moralizatorskiej mowy
Nie będę się dziś buntować, dziwić ani naprawiać świata. Dziś będę tylko świat upiększać. 
Do spółki ze Światem Lnu w ramach naszego wspólnego cyklu Kreatywnie ze Światem Lnu
w którym pokazuję jak w prosty, ale ciekawy sposób wykorzystać tkaniny, szczególnie mój 
ukochany len. W pierwszym poście pokazałam Wam niezwykle praktyczną i, co najważniejsze, 
niezwykle łatwą do uszycia TORBĘ BENTO. Dziś pokażę mój sposób na pięknie 
wyeksponowane sztućce - lniane etui, które nie wymaga żadnych zdolności krawieckich.

Ale zanim to nastąpi muszę się Wam z czegoś wytłumaczyć i przeprosić. 
Jestem zdania, że media (w tym także blogi) powinny dbać o czystość naszej mowy ojczystej
która i tak ubożeje z dnia na dzień. Czasami odnoszę wrażenie, że zasób słownictwa przeciętnego 
Polaka ograniczył się do słów: masakra, lajkować i hejt. Ortografia już dawno odeszła 
w zapomnienie a za znaki przestankowe robią teraz przekleństwa.

 I choć uważam, że nie powinno się to zdarzyć to jednak w moim ostatnim poście pojawiło 
się brzydkie słowo. Wiecie, czasami człowiek musi, bo się udusi! Wedle porzekadła:
 "cel uświęca środki". Wyrwało się, i już! Bo ja to generalnie jestem człowiek, który brzydkich 
słów nie używa. I o ile mężczyźnie jeszcze jakoś to uchodzi to stanowczo twierdzę, 
że przeklinająca kobieta to zjawisko słabe. A przeklinająca blogerka tym bardziej. 

Zatem o wybaczenie się uprasza. Mea culpa. Obiecuję poprawę.

Wracamy do tematu! 

Etui na sztućce. Bez szycia!

 Jedyne co potrzebujecie to prostokątny kawałek lnu 

( u mnie akurat jest to 50x40, ale może być mniejszy) i odrobinę cierpliwości.

Dlaczego len?

Ze względu na splot idealnie nadaje się do "strzępienia"

Jak to zrobić?

Przygotuj prostokątny kawałek lnu. Ja wybrałam średnio gruby LEN w naturalnym kolorze
bardzo plastyczny, idealnie nadający się do tego typu dekoracji.

Wymyśliłam sobie, że postrzępię brzegi tkaniny poprzez wyciągnięcie nitek splotu na ok. 0,5 cm. 
W przypadku dobrej jakości lnu jest to dosyć prosty zabieg i daje ładny efekt.
No i nie trzeba nic szyć!

 Pamiętam, że kiedyś był to całkiem popularny sposób na "wykończenie" serwetek i bieżników 

(hello PRL)



Gdy już przygotujecie tkaninę wystarczy ją w odpowiedni sposób złożyć - tak, by powstała 
kieszonka na sztućce. Dokładnie tak jak na filmiku poniżej.


Oczywiście bardzo wskazane jest by takie etui troszeczkę podrasować. Jak? Można chociażby 
niestandardowo wykorzystać uchwyty meblowe w stylu vintage. Ja znalazłam idealne po miesiącu 
poszukiwań w sklepie ARTE - dokładnie takie, jak chciałam i do tego w rozsądnej cenie,
 z ekspresową wysyłką i miłą obsługą. Wrócę tam na pewno po więcej a Wam polecam ich ofertę
 z czystym sumieniem.

Taki uchwyt-tabliczkę wystarczy przyszyć delikatnie do etui i włożyć karteczkę z imieniem.






Drugim pomysłem na dodatek do etui jest tablicowe menu

Jest to po prostu kawałek tekturki pomalowany farbą tablicową. W tym miejscu podpowiem Wam 
jak w prosty sposób, bez zdolności kaligraficznych, wykonać napis kredą. Wystarczy 
wydrukować wybrany tekst (oczywiście używając jakiejś atrakcyjnej czcionki) i wyciąć z kartki 
tylko fragment z tekstem. Niezadrukowaną stronę kartki zamalowujemy starannie kredą - robimy coś 
na zasadzie kalki. Przykładamy delikatnie kredową stroną do naszej tekturki/tablicy i, 
solidnie dociskając, ołówkiem odwzorowujemy napis.

Musimy uważać aby kartka nie przemieściła się - najlepiej umocować ją delikatnie przy pomocy 
taśmy washi. Nadmiar kredy usuwamy lekko zwilżonym patyczkiem kosmetycznym. Voila!!




Jak Wam się podoba efekt końcowy? Moi goście zdecydowanie byli na tak :-)
Jeśli chcecie użyć etui również jako serwetki to uchwyt możecie przymocować do tabliczki;
napis menu będzie wyglądał jeszcze lepiej w tej ramce.




UWAGA! UWAGA!

Wiem, że z niecierpliwością oczekujecie wyników KONKURSU Z LEIFHEIT.

Konkurs był organizowany na blogu i na moim instagramie i muszę przyznać, że nie spodziewałam 
się aż tak dużego odzewu, ale w sumie nie powinnam być zdziwiona - wszak ODKURZACZ DO 
SZYB to rewelacyjne urządzenie. 

Rozdarta i niepocieszona, że nagrodę mam tylko jedną informuję, że jury pękające ze śmiechu 
po przeczytaniu Waszych historii okiennych postanowiło ulitować się nad oknami Ani
a właściwie nad Jej dzielnym małżonkiem. Jury wyraża nadzieję, że w związku z wejściem 
w posiadanie odkurzacza do szyb, Ania i Jej rodzina już nigdy nie będzie musiała się przeprowadzać 
ze względu na brudne okna.

Aniu, proszę o kontakt mailowy w celu ustalenia szczegółów wysyłki.
Gratulacje! Niech moc będzie z Tobą!

Dziękuję Wam wszystkim ogromnie za udział w zabawie i, w ramach pocieszenia, zapraszam już dziś
na nowy konkurs, w którym kolejny "ułatwiacz" życia do wygrania. Coming soon!

Zaglądajcie zatem :-)

XOXO




W dzisiejszym poście w roli głównej wystąpiła tkanina lniana, którą dostarczył


Uchwyty pochodzą ze sklepu ARTE METAL STYLE POLSKA


13.1.17

Najdroższe foremki świata, mistrzowie DIY i tiramisu spekulatius

food photography

Melting pot. Gdybym miała teraz opisać się w dwóch słowach to były by one właśnie takie: melting 
pot. Lata jednak robią swoje. Bagaż doświadczeń czterdziestu lat mały już nie jest a wszystkie nasze 
przeprowadzki, przede wszystkim ostatnie trzy lata spędzone w Bawarii, w środowisku bardzo 
międzynarodowym (ponad 30 narodowości!) nie pozostają bez znaczenia. 

Odciskają się wyjątkowo odczuwalnie na osobowości, postrzeganiu świata, stylu życia, sposobie 
myślenia, nawet na planach na przyszłość. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi. Nie, nie będę teraz 
otwierać się publicznie i ogłaszać wszem i wobec co tam sobie knujemy, bo uważam, że o planach 
się nie mówi, tylko realizuje i zamierzam się tego trzymać.

Tak, zdecydowanie czuję się jak taki tygielek, w którym buzują wszystkie wspomnienia. Te zbierane
pieczołowicie, jak i te chwycone mimochodem. Nieświadomie, bo człowiek za młody, za głupi był
by wiedzieć, że to wszystko na twardym dysku się zapisuje. I teraz to wszystko miesza się ze sobą,
wypływa na wierzch sprowokowane jakimś impulsem. Tak jak wspomnienie amoniaczków, które
Babcia zawsze przed świętami piekła. Bo stało się tak, że trafiły w moje ręce te stare wykrawaczki
do ciastek. Leżały gdzieś zapomniane w czeluściach spiżarni. I dokładnie w chwili gdy wzięłam je
do ręki wróciło wszystko. Jasne jak słońce. Czyste i rześkie jak alpejskie powietrze.

6.1.17

Jak blogerki myją okna i super prezent dla Was



Kobieta-blogerka. Gatunek ewoluujący w stronę ekshibicjonizmu, zacierania granic pomiędzy tym, 
co można wywlec na widok publiczny a co raczej powinno zostać w domowych pieleszach. 
Z silną potrzebą udowodnienia światu, że jej życie wcale nie jest szare i zwykłe a rodzina trwa 
w nieustannym błogim lenistwie pod kocykiem, ubrawszy uprzednio ciepłe skarpety wycelowane 
w ciepło trzaskających polan w kominku. 

Gatunek ewoluuje szybko bo i warunki ku temu sprzyjające. Fejsy, instagramy, snapy czy inne 
wajny są w stanie błyskawicznie dać nam tak bardzo pożądane poczucie fejmu, uwielbienia 
i bycia zajefajną. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...