My first DIY wedding

Witajcie :-)

Dziś jeszcze trochę wspominków z naszego wakacyjnego pobytu w PL.
Tak się złożyło, że trafiło nam się wesele:-)
A musicie wiedzieć, że wesela w naszej rodzinie trafiają się raz na tysiąc lat!
Zgadnijcie kto zajął się dekoracjami sali weselnej??
Oui, moi :-)
A skoro ja to sprawa była jasna - będzie DIY,
przynajmniej to, co się da zrobić/przerobić/wygrzebać.
Czasu było wyjątkowo mało, bo zaledwie trzy dni,
ale chyba się udało zrealizować większość pomysłów
(z niektórych niestety trzeba było zrezygnować ze względu na czas właśnie)
Od czego zaczęłam??




No, oczywiście od wąsów!!!
Oprócz wąsów były też brody, buźki i speech-bubbles.


Lampioniki zostały zrobione ze słoiczków z odzysku,
owinięte papierowymi serwetkami i obwiązane tasiemkami.
Było ich ponad 50, głównie dekorowały piękne schody prowadzące do pałacowych ogrodów
(bo wesele odbywała się w starym pałacyku właśnie).
Zapalone wieczorem gwarantowały efekt wow.


Winietki też powstały w ekspresowy sposób.
Z dużych arkuszy brystolu wycięłam ponad 70 prostokątów,
nakleiłam papierowe serwetki i już!!


A powyżej widzicie główną atrakcję czyli kącik vintage,
na który składały się:
stara rama z weselnymi zdjęciami (oczywiście starymi, rodzinnymi),
stare książki,
bardzo stary aparat (mój nowy nabytek z resztą)
i jabłuszka (na złość wiadomo komu!)


Nad stołem państwa młodych zamiast tradycyjnego Szczęść Boże
powiesiłam starą ramę z margaretkami
(troszkę już są zwiędnięte na zdjęciu, ale wyglądały świetnie!).


A poniżej autorka dekoracji :-)
I autor wszystkich zdjęć :-)



Dodam jeszcze tylko, że zakup potrzebnych rzeczy do dekoracji
(świece, papiery, serwetki, margaretki, tasiemki, itp, itd)
zamknął się sumą 300 złotych.
To chyba nieźle, prawda??
*
Do usłyszenia wkrótce
(czyli pewnie będą to wyniki CANDY)
*
XOXO