Winter philosophy and half way

Witajcie :-)

To może zacznę od końca :-)
Połowa drogi już za nami, dokładnie 12 lutego obchodziliśmy "połowinki" pobytu na Bawarii,
czyli teraz to już z górki.
Kiedy to zleciało?? Nie wiadomo.
Wiadomo jednak, że nic nie trwa wiecznie, czy dobre czy złe, wszystko się kończy.
Taki banał, niby oczywista sprawa, a jednak często o tym zapominamy.




Myśl taka zakiełkowała sobie po serii moich zimowych postów
(być może rzeczywiście przesadzam z ich ilością??).
Piszecie, że tak, owszem, piękna zima, ale czekacie już z utęsknieniem na wiosnę.
No a ja uparcie z tymi zimowymi fotkami, jak złośnica jakaś.
Tak, pewnie łatwiej cieszyć się zimą, kiedy wokół bajkowa sceneria, nie trzeba brodzić w pośniegowym błocie czy marznąć na przystanku (oj, zimę w mieście to ja doskonale znam!).
Łatwiej, ale to nie o to chodzi.
Chodzi o taką prostą filozofię: nie przyspieszać, nie przebierać nogami, nie wyczekiwać.
Niech dzień dzisiejszy trwa jak najdłużej, cieszmy się tym co tu i teraz, nawet jeśli jest buro i ponuro.
Dzisiejszy świat i tak pędzi z niesamowitą prędkością,
nie mam zamiaru dodatkowo chwytać z bat i popędzać go jeszcze bardziej.
No, sorry :-)






Człowiek, kiedy jest bardzo młody (to niestety już nie moja kategoria), kiedy ma małe dzieci (też nie o mnie) albo akurat kończy szkołę i zaczyna pierwszą pracę jest chyba zaprogramowany na pęd do przodu.
Czekamy a to na weekend, a to na wakacje, na święta, na wiosnę, na to aż dzieci podrosną, itp, itd.
W całym tym wyczekiwaniu łatwo jest zgubić niepowtarzalne momenty z tu i teraz.
Nagle człowiek (ten sam) orientuje się, że dziecko ma już 18 lat (o! to o mnie) i za cholerę się to w głowie nie mieści.
Bo niby kiedy to się stało??
Przecież dopiero co pisałam maturę, zdawałam na studia, zaczynałam pracę!!




Taka to właśnie ta moja zimowa filozofia jest :-)
Będę się cieszyć tą zimą, póki trwa.
Będę się cieszyć wiosną, nawet jak będzie zimna i deszczowa.
W zeszłym roku od marca do lipca mieliśmy tutaj nieustanne deszcze, mgły i chmury na wysokości nosa - cóż było robić??
Trzeba było sobie radzić - w akcie desperacji musieliśmy po prostu pojechać tam, gdzie słońce mieszka, bo doprawdy, pół roku bez słońca potrafi wytrącić z równowagi :-)



Jeśli macie ochotę poczytać o tym, jak minął pierwszy rok na Bawarii zajrzyjcie tutaj
(nie ma tam nic o zimie, obiecuję!).
Każdy dzień, czy dobry czy zły, trwa tylko 24 godziny.
I więcej już się nie powtórzy, więc niech trwa :-)

Domorosła filozofka żegna się z Wami - do następnego razu oczywiście.
Enjoy your day!!
XOXO