Comfort zone

Dzień dobry !

Korzystając z pięknej, słonecznej pogody oraz świeżego puchu
zabrałam w plener kilka propsów w celu "obfotografowania".
Nie da się zaprzeczyć, że zima jest najbardziej fotogeniczna porą roku
i nawet stara, zmechacona mitenka wygląda całkiem ładnie na białym tle...


"What's in your head?
In your head.
Zombie, zombie, zombie...."

Cranberries



Ok, to teraz właściwa treść posta :-)
Pamiętacie piosenkę "Zombie" ??
Nie do końca jest o tym, o czym dziś napiszę (właściwie to całkowicie jest o czym innym), ale to zombie w głowie akurat bardzo mi pasuje.
Czy każda/y z nas nie ma w głowie czegoś na kształt takiego potworka?
Mniejszego lub większego.
Bardzo agresywnego lub mniej.
Coś, co siedzi w nas i nie pozwala nam iść do przodu.
Ten potwór ma bardzo ładne imię: strefa komfortu.
Taka przestrzeń behawioralna, gdzie wszystkie nasze działania i zachowania wpisują się w wypracowany przez nas wzorzec i codzienną rutynę.
Dzięki temu, że się tak ładnie wpisują mamy duże szanse na zminimalizowanie poziomu stresu, ryzyka, niemiłych niespodzianek.
Nie musimy się za bardzo starać ani wysilać, nie musimy się obawiać ani zbytnio zamartwiać.
Ot, taka mentalna stabilizacja, wygoda, święty spokój, czasami nazywany szczęściem.
I nie jest to ani złe, ani dobre.
To całkiem normalny stan, do którego dąży większość ludzi.
Ale...






....ale czy Twoja strefa komfortu jest aż tak piękna, że chcesz w niej pozostać do końca życia??
Nie chcesz już się uczyć, rozwijać, iść do przodu, uczyć się nowych rzeczy, bo ....??
Bo nowe Cię przeraża?? Bo tak jest dobrze??  Bo tak jest wygodnie??
I to wystarczy??




Gdzie kończy się Twoja strefa komfortu??
Co chciałabyś zrobić, ale wciąż znajdujesz tysiąc powodów, żeby tego nie robić??
Czego się boisz?
Co zrobiłaś dziś inaczej/po raz pierwszy??

Jaki potwór siedzi w Twoje głowie??

M.

PS - jak widzicie, autorka tekstu i zdjęć (czyli ja) postanowiła przekroczyć swoją strefę komfortu i wykazała się niesamowitą odwagą i kreatywnością zabierając w plener cynkowy domek i wieszając mitenkę na gałązce używając klamerki do bielizny :-)
Na swoje usprawiedliwienie mam to, że stosuję metodę drobnych kroczków a od czegoś trzeba zacząć :-)