DIY i inne luksusy w dobie parentingu {DIY}



Bohaterem tego wpisu będzie biżuteria. Jaka? O tym za chwilę. To bohaterstwo będzie jednak pozorne, bo tak naprawdę chodzi o tło. A tak NAPRAWDĘ naprawdę chodzi o pretekst do opowiedzenia Ci tego, co chcę opowiedzieć. Nie muszę chyba jednak tego tłumaczyć, bo jako MOJA STAŁA CZYTELNICZKA doskonale o tym wiesz, prawda? 

A jeśli tak się składa, że nie jesteś moją stałą czytelniczką, tylko jesteś tu pierwszy raz (co w sumie też jest super, bo oznacza, że jakimś cudem trafiłaś w moje skromne wirtualne progi, yey! wpadaj częściej!) to uprzedzam, że może się tak zdarzyć, że zobaczysz zdjęcie marchewki, a czytać tu będziesz o kołczingu i jego sensie/bezsensie (do wyboru).

Przechodząc do tematu, czyli tytułu posta (przeczytałaś tytuł posta, prawda?) mam dwie sprawy do zakomunikowania:

1. wróciłam ostatnio do zapomnianego hobby i pobawiłam się troszkę koralikami i innymi świecidełkami (moja wewnętrzna sroczka upomniała się o swoje pięć minut) czego efektem są pyszące się na fotkach bransoletki.

2. na szczęście ominęła mnie i moje dziecko era parentingu

Rozwijając teraz dwa powyższe punkty:

1a. nic nadzwyczajnego, wiem, ale nie o to chodzi, że chcę teraz zbierać brawa za mój cudowny wykon (mi się podoba i tak naprawdę czyjeś zdanie nie ma tu znaczenia, bo to ja jestem adresatką tych bransoletek)

1b. chodzi o to, dlaczego tę biżuterię sobie zmajstrowałam

Jak myślicie? Why?

Bo lubię? Bo mam zdolności manualne, ale przecież to i tak jest bardzo proste, więc nawet żadnych zdolności mieć nie trzeba? Bo robią/mają wszyscy, robię/mam i ja? Bo uważam się za zajebistą projektantkę biżuterii i chcę otworzyć sklep internetowy? (skoro zrobiłam kilka bransoletek, parę wisiorków i trochę kolczyków, to już jestem projektantką, tak? tak to działa, prawda?)

Nic z powyższych. No, może tylko to pierwsze.

Odpowiedź jest dość pyszałkowata: bo mogę!

Mogę, bo pranie za mnie robi pralka. Mogę, bo naczynia zmywa za mnie zmywarka. Mogę, bo odkurza za mnie robot. Mogę, bo nie muszę stać w kolejkach. Mogę, bo wszystko mam na wyciągnięcie ręki. Mogę, bo nie musze palić w piecu. Mogę, bo mam w kranie bieżącą wodę. Gorącą! Mogę, bo nikt nie każe mi wynosić się z domu i jechać na drugi koniec kraju. Mogę, bo nie muszę (nie musiałam) prać pieluch, bo są jednorazowe. Mogę, bo mam czas. Mogę wszystko.

I bardzo doceniam to, co mam, bo to bardzo dużo! Wiem o tym, bo jestem świadoma, że jest to przywilej naszych czasów. Nasze babcie tak nie miały, szczególnie te, które mieszkały na wsiach, zaczynały swoje dorosłe życie w powojennej Polsce. 

Moja babcia wyszła za mąż tuż po wojnie. Miała wtedy 16 lat. Urodziła piątkę dzieci, ostatnie martwe. Były małe dzieci, krowy, kury, kaczki, ogród. Pranie, gotowanie, sprzątanie, wykopki, dzieci. Całe życie poświęciła dzieciom, a potem jeszcze nam, wnukom. Kuchnia była Jej małym królestwem. Gotowała przepysznie i przepysznie piekła. I wiecie co? Nigdy, przenigdy nie słyszałam, żeby się skarżyła, albo narzekała, że na coś nie ma czasu. Never!


I teraz następuje moment na rozwinięcie punktu nr 2:

2a. skręca mnie po prostu gdy słyszę matki ery parentingu narzekające na brak czasu: na gotowanie, posprzątanie, wyprasowanie sterty ubrań. użalające się nad swoim ciężkim bytem matki i niemożnością swobodnego wyjścia na imprezę, paznokcie czy zrobienie brwi od szablonu (obowiązujący wzór do wglądu na insta)

2b. kopnęłabym taką jedną i drugą w dupę, gdy słyszę jak rozprawiają o potrzebie zajęć rozwoju inteligencji kinestetycznej (dajmy na to) dziecka, które codziennie spędza godziny przed telewizorem albo tabletem

3c. właściwie nie powinnam wymieniać dalej, bo dojdzie do rękoczynów, ale powiem tylko, że tekst "to przecież tylko dziecko" powinien być zbanowany. Tak, to tylko dziecko, dlatego to Ty, jako dorosły jesteś po to, by wyznaczać granice. Bo na tym mniej więcej polega wychowywanie: na pokazywaniu, co wolno, a co jest złe. Na budowaniu wzorców. Na byciu wzorem. Ale zapewne trudno to zrobić, gdy większość czasu poświęca się na dobranie odpowiedniego odcienia cotton ballsów do pokoiku pociechy

Nic już więcej nie powiem. Powtórzę tylko, że wdzięczna jestem losowi, że moje rodzicielstwo przypadło przed tym całym szaleństwem internetowym, bo całkiem możliwe, że też by mi mózg wyjarało. W końcu miałam tylko 21 lat. A to był podatny wiek. Tak jak teraz 30-ka :-)

Och tak, zdecydowanie cudownie, że jako młoda, niedoświadczona mama radziłam się babci, mamy, cioci a nie obcych ludzi z internetów.



Wpis ten dedykuję wszystkim Babciom, które nie miały czasu na pierdoły. I wszystkim mądrym mamom. I zostawiam jeszcze kilka kadrów, na których zobaczycie również pamiątkowe pierścionki po mojej Babuni. Made in USSR :-)

Trzymajcie się cieplutko i nie dajcie zwariować. Dajcie koniecznie znać czy macie jakieś pamiątki po swoich Dziadkach?

XOXO












Komentarze

  1. Moja znajoma jęczy jak jej córka ma dużo obowiązków. Córka ma dwoje dzieci w wieku szkolnym, nie pracuje zawodowo, dysponuje samochodem i wszystkimi dogodnościami, które wymieniłaś. Znajoma chyba zapomniała, że sama kiedyś woziła dzieci do szkół autobusem, że nie miała pralki automatycznej itd. W życiu są sprawy ważne, ważniejsze, mniej ważne i nieważne, trzeba nauczyć się je odróżniać i czas się znajdzie. Poza tym wszyscy mamy tyle szamo czasu do dyspozycji. Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic dodać, nic ująć. Gdy się spędza pół dnia na fejsbuczku, to nic dziwnego, że potem czasu brakuje. pani powinna zatrudnić nianię i gosposi, na pewno by jej trochę ulżyło :-) uściski!

      Usuń
  2. Rodzice, o których piszesz to tacy, którzy zrobili sobie dziecko, bo był to kolejny punkt planu, po ślubie, urządzeniu mieszkania, psie itd... Wszyscy mają to my też ;) Myśleli, że ich życie się nie zmieni, że będzie jak dawniej, choć pojawił się nowy członek rodziny. Z psem sobie poradzili to i z dzieckiem dadzą radę ;) Ale nie dają, a wtedy nerwy, frustracja i zdziwienie, że nie ma czasu na czytanie i kawkę, na leniwe weekendowe poranki, na oglądanie kolejnej wersji Listów do M ;) Ja też podziwiam babcie i dziadków, no i rodziców, którzy wychowywali nas w czasach PRLu, kiedy nic nie było podane na tacy.
    Moja mama wciąż powtarza, że dziękuje Bogu, że kiedy była w ciąży, a potem stała się młodą matką, nie było internetu, bo od nadmiaru "mądrości" tam zawartej chyba by oszalała ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, w internecie znajdziesz lekarstwo na wszystkie problemy, najczęściej o wyborze mebelków do pokoju, dzierganych kocyków, szumiących zabawek, drewnianych małpek skandynawskich. Wszystko wg złotej zasady internetu: mają wszyscy, mam i ja! Plus dużo narzekania jak to ciężko teraz być matką. Skrajnie głupie to, śmieszne i przykre. Co to Listy do M? już gdzieś to słyszałam?

      Usuń
    2. Listy do M to super-produkt współczesnej polskiej kinematografii, odzwierciedla poziom umysłowy i duchowy obecnych 20-30-latek ;)

      Usuń
    3. O, to zdecydowanie nie na moje nerwy. Znam ten poziom z blogów aspirujących blogerek, ha ha. Nie, dziękuję!

      Usuń
  3. samo życie opisałaś ...
    ja tez się cieszę ,że mialam dziecko w latach 90-tych ,a pielchy były tetrowe dopiero wchodziły jednorazowe i ie narzekam/łam
    niestety po dziadkach nie mam pamiatek ,ale mam po Mamie i Tacie , a je przekaże córce , żeby przekazała swoim dziecią jak takowe będzie miała :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, komu wtedy przyszło do głowy, żeby narzekać? Poziom niezadowolenia wzrasta najwyraźniej wraz z poziomem dobrobytu. buziaki!

      Usuń
  4. Na szczęście byłam mało internetowa jak Młody się urodził. Przeczytałam dwie mądre książki o noworodkach i tyle - daliśmy radę nawet bez szkoły rodzenia i innych pierdół. Czasu mam wystarczająco, tylko czasem go przepieprzam z własnej winy. Bo czasem trzeba i już ;)
    Pamiątki mam oczywiście. Nawet po pra, pra, pra, pradziadku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też było bez pierdół, z przepieprzaniem czasu znamy to, znamy :-) mów mi tu szybko, co to za pamiątka?

      Usuń
    2. Dokumenty. M.in. patent oficerski. Diamentów i innych klejnotów brak :D

      Usuń
  5. 3c chętnie bym ukradła i wywiesiła na wejściu do mojej szkoły ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dawno u Ciebie nie byłam, ale zawsze wpadam z niezwykłą radością jak do starej znajomej! Bardzo dobry post! Własnie zamiast narzekać (jak niektóre) może sobie warto uświadomić, jak wiele rzeczy za nas odwala technika (elektronika) Warto sobie to uświadomić i czasem być wdzięcznym. A bransoletki swoją drogą - cudne! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, taki komplement od Ciebie usłyszeć to tysiąc razy lepsze nawet niż znaleźć się w jakimś rankingu blogerów-infuencerów!! Buziaki! Dzięki za wizytę!

      Usuń
  7. Przepraszam drogą Czytelniczkę, której komentarz przed chwilą usunęłam ptzez przypadek. Wartościowe słowa, dowód na to, że można z głową i po ludzku. Bardzo, bardzo przepraszam za tak głupi błąd. Mam nadzieję, że wrócisz tu jeszcze. Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Każde słowo tu pozostawione jest dla mnie niezwykle ważne!!Jeśli masz jakieś pytania zostaw mail w komentarzu-odpiszę na pewno!!!