Czy ilość jest ważna? O zdjęciach blogowych. Studium przypadku.



Dzisiejszy post z założenia miał być w klimacie wielkanocnym, ale przy wyborze zdjęć 
naszła mnie pewna refleksja (zauważmy: auto-refleksja również) 
i postanowiłam popłynąć z tematem w zupełnie inną stronę.

Jeśli macie wiec ochotę na kolejne blogowe rozważania 
okraszone wiosenno-świątecznymi "rozważaniami" to zapraszam!



Czym są dla ciebie blogi? Czym dla ciebie jest blogowanie?

Jeśli tu dziś jesteś i czytasz ten post to znaczy, że blogosfera jest częścią twojego życia.
Być może zajmuje jego tysięczną cząstkę, być może troszkę więcej.
Być może odwiedzane blogujących koleżanek jest już dla ciebie stałym elementem 
codziennego krajobrazu, być może robisz to tylko w weekendy.

Którakolwiek z tych opcji najbardziej do ciebie pasuje - jedno jest pewne: 
szukasz tu inspiracji, pomysłów, wytchnienia a zdjęcia są tego nieodzownym elementem.

Bez względu na to czy jesteś widzem czy aktorem blogosfery
doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, ze zdjęcia mogą być () podstawa blogów.

Tak, to zdjęcia właśnie są tym, co nas najbardziej przyciąga
Chcemy oglądać piękne ujęcia, pełne światła i pomysłowych stylizacji. 
Chcemy znaleźć w nich coś dla siebie, coś, co możemy odtworzyć w swoim otoczeniu. 
Po to, żeby było ładniej i przyjemniej.

Wróćmy zatem do pytania: 
czym jest dla ciebie blogowanie? po co wogóle blogujesz? jak blogujesz?

Może odpowiesz, ze blogowanie jest dla ciebie forma samorealizacji. 
Może odpowiesz, ze blog jest  odskocznia od codzienności i miejscem na dzielenia się 
ze swoimi pomysłami tudzież rozmyślaniami. 
Może blog jest po prostu dla ciebie miejscem, gdzie możesz pochwalić się 
swoimi nowymi nabytkami z ostatniego shopping haul? 
Może po prostu lubisz pokazywać zmiany wnętrzarskie w swoim domku? 

Jakakolwiek będzie odpowiedz i tak zdjęcia wyjdą na plan pierwszy, 
bo to one są ilustracja twojego przekazu. One powinny być ilustracja!

Jeśli myślisz, ze teraz z pewnością rozpocznę swoje wywody o tym, jak robić dobre zdjęcia
to niestety Cię rozczaruje. Sama jestem amatorem tylko, 
więc nie czuję się upoważniona do tego typu rad, choć z całą pewnością mogę powiedzieć, 
że każdy może robić ładne/dobre zdjęcia. 

Pytanie za milion dolarów brzmi: ile?? 




Ile zdjęć w jednym poście statystyczny czytelnik jest w stanie przetrawić? 

Dwa, trzy, cztery, dziesięć?? Powiecie: to zależy

To zależy od jakości zdjęć, od tematyki, od ich atrakcyjności. Pewnie, ze tak, ale..
.Ale z autopsji wiem, ze jeśli serwuje mi się czwarte zdjęcie tej samej
 (niech już będzie przykładowo) półeczki, to po prostu wymiękam. 
Dziękuję. Wychodzę. 

Półeczka z bliska. Półeczka z daleka. Półeczka w makro. 
Półeczka z góry. Półeczka z dołu. I jeszcze raz, tylko dwa centymetry bliżej. 
Po co? Co autor miał na myśli? Co ja z tego mam?

Och, ja juz dobrze wiem co! (przypominam:post zawiera dużą dawkę autorefleksji). 

Otóż autor popada w tak wielki samozachwyt
tudzież nad ta swoja mozolnie wystylizowana poleczka czy nad swoimi fantastycznymi ujęciami,
 że zupełnie zapomina o odbiorcy. A odbiorca widzi sprawy zupelnie inaczej. 

Dziesięć ujęć jednej poleczki wcale nie wprawi go w taki sam zachwyt tylko wręcz odwrotnie,
zirytuje i zniechęci. Dla odbiorcy wszystko to zlewa się w jedną masę i zamiast w niedosycie 
(a niedosyt sprawia, ze chcemy wrócić), zostawia nas wzdętych niestrawionymi fotami. 
A człowiek to takie stworzonko, że szybko się uczy: 
jeśli surowa cebula mi nie służy, to raczej jej unikam. 

Oczywiście - twoje małpy, twój cyrk (uwielbiam to powiedzonko!), 
ale na mój rozum wygląda to tak, ze jeśli okraszasz swój post piętnastoma zdjęciami 
tego samego przedmiotu, to osoba po drugiej stronie ekranu jest dla ciebie mało ważna. 
Tak naprawdę taki post jest adresowany tylko i wyłącznie do ciebie, bo tylko ty chcesz oglądać
 tą nieszczęsna półeczka sfotografowana (czy może powinnam raczej użyć bardziej 
adekwatnego słowa, którego szczerze nie lubię, "obfocona"?) z każdego możliwego kąta. 

I oczywiście oczekujesz jeszcze nieustających ochów i achów, które owszem, 
 pojawia się, ale tylko i wyłącznie po to, żebyś wpadła z rewizytą i rewanżem. 
Brutalna prawda? Tylko i wyłącznie szczerość, stwierdzenie faktów, 
choć nie musisz tego brać za pewnik - wiem, ze niektórzy lubią swoje różowe okulary tak bardzo, 
że nie zauważają, ze świat ma też inne, piękne barwy.

Dlatego następnym razem zanim załadujesz zdjęcia na bloggera i klikniesz "opublikuj"
 miej na uwadze potencjalnych widzów twojej radosnej twórczości 
oraz takie proste prawdy objawione:

mniej znaczy więcej
im prościej tym lepiej

zawsze!

Jeśli miałabym cokolwiek radzić ( a raczej udzielać rad nie chcę, bo każdy swój rozum ma;
to taka luźna propozycja) to pewnie dobrym sposobem byłoby ustanowienie limitu: 
np 6 zdjęć na post, i tego twardo się trzymać. 
Może mąż, koleżanka, dzieci pomogą w wyborze najlepszych ujęć? 
Są obiektywni, w przeciwieństwie do nas - zafascynowanych własną "twórczoscią".





Gdy zapytam jaka ilosc zdjec w jednym poscie jest dla Was lekkostrawna to jaka liczba padnie?
A moze nie zwracacie na to uwagi? Moze ilosc nie ma dla Was zadnego znaczenia?

W moim dzisiejszym poscie jest 7 zdjec. Uwazam, ze do zilustrowania postu 
(jesli bylby on tylko i wylacznie w tematyce swiatecznego deko)
pierwsze 4 zdjecia zupelnie by wystarczyly, kazde dodatkowe byloby tylko i wylacznie 
skutkiem ubocznym mojego samozachwytu nad nimi i braku obiektywnosci.

 Ale jak wiecie u mnie samokrytyka dawkowana jest regularnie i ja, przyznaje, 
czesto gesto, popadam w samozachwyt. Stad zamiast 4 fotek jest 7. A 7 to moja ulubiona liczba:-)
Dodatkowo na wytlumaczenie mam to, ze ostatnio odkrywam niezwykla fotogenicznosc
czegos tak prozaicznego jak jajka, w ich naturalnych barwach. Plus moje ulubione biale tulipany. 
Nie pytajcie jaka byla wyjsciowa ilosc ujec :-)


Oswiadczenie nr 1: wszelkie podobienstwo do jakichkolwiek zdarzen i sytuacji w prawdziwym
zyciu (blogosfery) jest zamierzone.Ups, to znaczy, chcialam powiedziec, jest przypadkowe
 i nie odnosi sie do zadnych konkretnych poleczek czy ich szczesliwych posiadaczek.

Oswiadczenie nr 2: zwroty grzecznosciowe: "ty, wy, ciebie, twoj" etc celowo pisane mala litera 
dla podkreslenia anty-personalnego charakteru powyzszego studium przypadku.

Oswiadczenie nr 3: z gory przepraszam jesli na widok tylipanow ubranych 
w skorupki po jajkach poczujecie niestrawnosci.

Dziekuje za uwage i zapraszam po wiecej. 

Jesli spodobal Ci sie post bedzie mi bardzo milo gdy podzielisz sie nim w sieci. 
jesli zostawisz po sobie slad w postaci komentarza, bedzie mi jeszcze milej.

Do napisania wkrotce.
XOXO