1.6.16

Instagramowa matka kontra nie-instagramowe dziecko

via

Czasami sobie myślę, że jednak życie przed blogowaniem było klawe.
Nie wspomnę już o życiu przed Instagramem.
Tak, zdecydowanie lepiej było żyć w słodkiej niewiedzy o mechanizmach zdobywania 
sławy i poklasku. No, ale same wiecie... jak już raz człowiek wdepnie...

A poza tym jakieś uzależnienia trzeba mieć. Oprócz kawy i czerwonego wina. 
Och, i jeszcze ostatnio modny jest pop-corn i czytanie książek. Uwierzycie?? 
Czytanie książek (nałogowe) zrobiło się modne! Kocham blogosferę!!


No dobra, ale w sumie o mechanizmach miało być, nie o nałogach.
Muszę jakoś zwalczyć tę swoją skłonność do dygresji.
Stare blogo-wyjadaczki, takie jak ja, wiedzą, że sławę i poczytność, sorry, 
oglądalność, można zdobyć na dwa sposoby:

primo: podkradanie pomysłów z innych blogów i dobry marketing tegoż podkradania
(o tym innym razem)
secundo: pokazywanie swoich pociech, a najlepiej od razu zawartość gara
(o tym dzisiaj, ale bez gara)

via

No i tak sobie myślę: jejku, co by było gdyby takie coś jak Instagram istniało kiedy mój
 pierworodny był słodkim bobaskiem. W końcu miałam nieco ponad 21 lat kiedy się urodził, 
więc jest bardziej niż pewne, że popłynęłabym z tym prądem. 

I tak pewnie zaczynałabym dzień od stylizowanej fotki mojego ślicznego synka 
na artystycznie pomiętolonej pościeli z kory (bo przecież lnianych wtedy nie było!), 
obowiązkowo w towarzystwie jakiejś gałązki bzu czy innego badylka. 

Kupowałabym stosy drogich musisz-to-mieć rzeczy, albo marzyła o nich po nocach. 
Pewnie pomalowałabym Jego pokój na biało-czarno, ewentualnie na szaro. 
W ramach kształtowania wrażliwości i estetyki oczywiście. 
Wybuliłabym pół mężowskiej pensji (wtedy!) na krzesełko Stokke. 
Spędzałabym pół dnia na śledzenie kont insta-mam, polowaniu na gratisy 
i konkursy, w których mogłabym wygrać te wszystkie cudne cudeńka.
Tak by było!

I teraz, tak najzwyczajniej w świecie, cieszę się, że mnie to wszystko ominęło.

Właściwie to cieszę się, że to ominęło moje dziecko. Chociażby z tego powodu,
 że nie muszę się teraz tłumaczyć, dlaczego pół świata widziało Jego zdjęcia na nocniczku 
albo w trakcie zmiany pieluszki. I to nie tak, że to potępiam.
Każdy przecież swój rozum ma. Nic mi do tego. Wszak pecunia non olet.

Po prostu moje dziecko takie jakieś nieinstagramowe jest. Nieblogowe. 
Nie chce użyczać swojego wizerunku. Uparte to takie. 
Nie wiem, prywatność swoją ceni czy co? 
Stąd wiem, że miałby mi teraz bardzo za złe gdyby było inaczej niż było.

Od czasu do czasu jednak (czytaj: raz na dwa lata) udaje mi się wyprosić jakieś zdjęcie 
do pokazania na blogu, który jak wiadomo, ma milion odsłon dziennie i zobaczy je cała masa luda. 

Mówię: synu, pozwól na jedną chociaż fotkę, zgódź się. Oglądalność mi wzrośnie. Proszę! 
To takie dla mnie ważne. Zrób to przez wzgląd na te wszystkie lata fajnego dzieciństwa, 
w pokoju z jaskrawo pomarańczowymi ścianami, pełnym plastikowych żołnierzyków i zabawek, 
które sam wybrałeś. A pamiętasz ten różowy kocyk z misiem? Pamiętasz? A mógł być czarny. 
W krzyżyki.

To się nazywa szantaż emocjonalny. Działa :-)

via


Tym wszystkim, którzy czują się dziećmi przesyłam moc uścisków.
Spełnienia marzeń Kochani!! I pamiętajcie: każdej akcji towarzyszy reakcja. Takie są prawa fizyki.
I tak mi zawsze powtarza mój syn. A na fizyce to akurat się zna :-)
 Rozsądnie więc jest przewidywać kilka ruchów do przodu. Jak w szachach.

Za aparat Praktina, który widzicie na zdjęciach i za jeszcze jeden, pięknie dziękujemy Ani.
Aniu, są w dobrych rękach i sprawiają mnóstwo frajdy.
Milion uścisków za wspaniały prezent!!!



Do usłyszenia!
XOXO




42 komentarze:

  1. przepiękne kadry, zawsze Ci ich zazdroszczę ;) ;) ;)
    przystojniak, fiu, fiu, nie pokazuj go, bo jakaś jedna taka z drugą go podkradną ;)

    buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. od czasu do czasu pokazac musze a zlodziejki mi nie straszne :-) niestety nie jestem autorką tych zdjęć, tylko moj mistrz niedoscigniony, za ktorym jedynie statyw nosic moge :-) ten mistrz ze zdjecia :-) przekaze mu komplement !

      Usuń
  2. Haha,no jak zwykle czytam z bananem na gębie ;p
    Przyznaję się bez bicia,że gdy nie miałam konta na IG (bo mój phone nie był dość smart),dziwiłam się tym wszystkim,którzy na IG wciąż się pokazują lub coś pokazują-każdą sekundę swojego dnia ;p Ale i na mnie przyszła kryska ;p Przez to bloga zaniedbałam-jestem tego świadoma. Ale trzeba mieć jakieś granice i nie obnażać całej swojej prywatności. Tak myślę :)
    Buźka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój banan jest dla mnie bezcenny! i tez tak sobie mysle, ze w pewnych sytuacjach granice sa bardzo wskazane, szczególnie, jeśli ich przekraczanie pozostawia niesmak...

      Usuń
  3. no to częstotliwość pokazywania dziecka mamy podobną :)))) ale ja mam tyle fajnych fotek z czasów kiedy moja Maryśka była długowłosa i szalona mocniej niż teraz ..dorasta czy cóś ??:))))) i czasem kusi mnie, kusi ...ale raczej nie, bo tak wolę :)))) kiedy patrze na twojego i na mojego na żywca to mi żal ,tego ich dziecięctwa ,bo tak szybko uciekło :)))a takie było fajne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj tam, oj tam - nie ma za co :) Cieszę się bardzo, bardzo, że radość sprawiłam. I lżej mi na sercu, że dobry dom mają. Normalnie jakbym szczeniaczka z domu wydała pod dobrą opiekę :D
    Co do pokazywania... Ja Młodego też oszczędzam. Czasem gdzieś tam mignie, ale nigdy en face i nigdy na dużym zbliżeniu. Tak samo na fb. Nie powiem - piękny ten blondasek wyszedł nam i mogłabym podbijać nim internety, ale to ja mam je podbijać a nie on :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. żadne oj tam oj tam :) a na podboje sunuś wyruszy zanim zdążysz się obejrzeć...ja nie zdążyłam a tu takie chłopisko :)

      Usuń
  5. Piszesz zawsze tak prawdziwie :) uwielbiam Cię !!!! Buziaki i wszystkiego dobrego

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla takich komplementów to nawet prawdę mogę głosić. choć mało blogowa i niepopularna. buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  7. Haha... Jak zobaczyłam to główne zdjęcie na IG, pomyślałam dokładnie... "no proszę - instagramowa mama i nieinstagramowy syn":-) Ja miałam mieć cudowny, dluuuuugi odwyk od blogo-insta-wszędo sfery, ale ciągotki to ciągotki :-)
    Cudne zdjęcia w tym dzisiejszym Twoim/Waszym poście :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciągotki są trudne do opanowania, ale przynajmniej podjęłaś próbę:) dziękuję w imieniu autora zdjęć! I swoim:) buziaki!!!

      Usuń
  8. Twój syn to mądry człowiek nie wszystko jest na pokaz:) Ty natomiast świetnie sobie radzisz bez prostych rozwiązań. A biało czarna ewentualnie szara rzeczywistość z kolorowym kwiatkiem zaczyna się przejadać wszystkim. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wychodzi na to, że mądrzejszy od matki :) dobrze mieć taki hamulec :-) co za dużo to niezdrowo - i ja się tego staram trzymać! Uściski!!

      Usuń
  9. Piękne zdjęcia :) Ale masz bardzo mądrego syna. Dobrze, że nie chce być wystawiany na pokaz ;) Jest wspaniałym człowiekiem :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja to w ogóle jestem zacofana, nie mam fejsbuka, a telefonu używam tylko do dzwonienia i pisania esemesów :))
    Ludzie bardzo się teraz odsłaniają, chwalą wszystkim a przecież nigdy nie wiadomo, jak to zostanie kiedyś wykorzystane. Nic w internecie nie ginie. Ten opis insta-mam po prostu mnie ubawił, ale to rzeczywiście tak jest, każdą pierdółkę trzeba pokazać a o ewentualnych konsekwencjach się nie myśli.
    Dziękuję za życzenia :)) I odwzajemniam, bo czuję, że też czujesz się dzieckiem! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troszkę Ci tego zacofania zazdroszczę, ja jeszcze niedawno miałam podobnie...to prawda, nic nie ginie, a zupełnie o tym zapominamy. Buźka!!!!

      Usuń
  11. a już miałam mojej młodej pokój na szaro malować i kocyk w krzyżyki kupować...z designerskim krzesłem byłoby finansowo ciężej, ale trafiłam na Twój post i od razu wiem co dobre:-))) buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NO widzisz, przybyłam w porę i uratowałam Twój portfel :-) pozdrowionka!!

      Usuń
  12. Lubię czytać Twoje posty;)
    Ja nie za bardzo lubię pokazywać siebie i rodzinkę w sieci, więc na moim blogu takich zdjęć jest niewiele. Mogłabym poszaleć jednak, gdybym chciała, bo mam dwuletniego synka a fotek robię mu sporo;)
    Muszę przyznać, że podglądając niektóre blogi i patrząc jakie designerskie pokoje tworzą swoim pociechom mamy, to mocno się zastanawiam, dla kogo te pokoje właściwie są.
    Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla kogo te pokoje? Myślę, że doskonale znamy odpowiedź. Oczywiście nikt się do tego głośno nie przyzna, ale tak na chłopski rozum-biało czarny pokój naprawdę może być urządzony z myślą o malutkim dziecku? Taaaa....A Synka to mogłabyś nam od czasu do czasu pokazać. Na pewno Słodziaczek!!

      Usuń
  13. Ale ubaw:-)))Ty jesteś pozytywnie nienormalna:-) IG wciąga i to bez 2 zdań, może nawet bardziej niż blogosfera i dlatego staram się pilnować choc nie ukrywam, że fajnie wiedzieć co się u rodzinki czy dobrych znajomych dzieje, szczególnie gdy są daleko np za oceanem - na szczescie gołych bobasów nie pokazują:-)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komplement :-) IG ma to do siebie, że jednych wciąga w pozytywny sposób (np w taki, jak opisujesz) innym robi wodę z mózgu i wydaje się co niektórym, że są celebrytami. Śmieszne zjawisko. szkoda tylko dzieci :-( ściskam!!!

      Usuń
  14. Tekst o kocyku zupełnie mnie rozbroił. Moi też nie instagramowi są. Co ja gadam, co ja piszę, przecież ja nawet nie mam instagramu, a kocyk mam nieblogowy, bo w kratkę:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Haha, uśmiałam się:))) Kurcze, nie wiedziałam, że muszę mieć czy być na Insta..coś tam;) A Twojego syna już lubię;))) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz, musisz :-) nie chcesz być w tłumie?? hi hi hi buziaki przesyłamy!

      Usuń
  16. Co się odwlecze to nie uciecze ;-)) Mozesz "za chwile" zostac instagramowa babcia :-D A wtedy tak sobie odbijesz te wszystkie zaleglosci ze hej! Juz zacznij obmyslac jak bobasa sfotografujesz, a i do skarbonki regularnie wrzucaj, bo kto wie jakich gadzetow beda wymagaly pociechy za kilka (-nascie) lat ;-D
    Pozdrawiam, Marlena ;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ładnie mi "życzysz" ha ha ha. Mam nadzieję, że jednak ta chwila jeszcze troche portrwa, ale w sumie ten pomysł jest godny uwagi :-) Podoba mi się :-) buźka!

      Usuń
  17. ...a ja wiem, że gdyby kiedyś było inaczej, dziś syn nie miałby Ci tego za złe, bo wychowany byłby w świetle srajfonowego flesza, i dziś czułby się jak ryba w wodzie relacjonując publicznie swoją codzienność. Tak to działa. tylko nie mając już tych wszystkich nocniczków, krzesełek i wyszukanych zabawek, strach pomyśleć co by pokazywał. Dobrze jest jak jest! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mogłoby by być...ale mimo to, nie żałuję, że było tak, jak było :-)

      Usuń
  18. Magduniu, jaki piekny post:)
    Usmiecham sie , bo mama tak samo, ba zdjecia nie dostane, never;)
    A fota-przeswietna!!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Mnie też to ominęło i raczej na szczęście Ciuszki kupowałam w lumpexach wózki na aukcji gotowałam to co dzieciaki lubiły bawiły sie na co była ochota
    Jedyne co to żałuję ilości zdjęć I tak robiłam jak wariatka ale dopiero cyfrowe sa takie bezkarne i dostępne.
    Magda piękna sesja :-))))))

    OdpowiedzUsuń
  20. Moje dzieci całkiem jeszcze nieduże (11 i 9), ale na szczęście na pokazywanie w Internecie się nie załapały, nie znoszą tego, są bardzo ostrożne i chwała im za to :)


    A syn fajny. Bardzo:)

    OdpowiedzUsuń

Każde słowo tu pozostawione jest dla mnie niezwykle ważne!!Jeśli masz jakieś pytania zostaw mail w komentarzu-odpiszę na pewno!!!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...