Fartuszek ogrodniczki z ręcznika kuchennego {DIY}



Uszyłam sobie tuż przed Majówką fartuszek ogrodniczki i udałam się na wieś w celu uskutecznienia sesji zdjęciowej. Bo gdzież lepiej prezentowałby się taki fartuszek jak nie na polskiej wsi?

Ok, pojechałam trochę w innym celu, ale ponieważ lubię upiec kilka pieczeni na jednym ogniu i kilka srok za ogon trzymać, miał rzeczony fartuszek swoje pięć minut.

Jeśli czujecie nieodpartą potrzebę posiadania takiego fartuszka macie dwie opcje do wyboru: udać się do sklepu i zakupić wybrany model (zapewne made in China) lub uszyć własny. W pięć minut. Właściwie to nawet nie musisz umieć szyć. Jeśli masz maszynę wystarczy tylko kilka razy przejechać podstwowym ściegiem, jesli maszyny nie masz na stanie, bierzesz igłę z nitką, przypominasz sobie zajęcia ZPT i też bez problemu ogarniasz sprawę.

Instrukcja poniżej:


To będzie potrzebne:

ręczniczek kuchenny

stary pasek

igła z nitką/maszyna do szycia

opcjonalnie: taśma ozdobna z pomponikami



Tak, ten fartuszek uszyty jest z ręcznika kuchennego. Najlepiej wybrać taki, który nie ma "lewej" strony, czyli obie strony są identyczne. Składacie ten ręczniczek wzdłuż dłuższego boku tak mniej więcej na 2/3 wysyokości (dobrze jest przymierzyć sobie nasze narzędzia, które będziemy tam transportować), odmierzamy wielkość kieszonek, zaznaczamy szpileczkami, szyjemy i prawie gotowe. Jeszcze tylko trzeba uszyć tunel na pasek, najlepiej wykorzystać jakiś stary, na pewno taki macie gdzieś w odmętach szuflad.

Po mniej więcej pięciu (no, może dziesięciu) minutach fartuszek jest pret-a-porter a Wy możecie spokojnie wyposażyć jego kieszonki w małe grabki, szpadelki, rękawice robocze (brak na zdjęciu, bo po wypieleniu 200 świerków uległy rozkładowi), torebki z nasionami, mini wersję ulubionego wina czy telefon, żeby na bieżąco móc relacjonować Wasze ogrodnicze poczynania lub też je oglądać (o! chociażby u mojej Ulubionej Ogrodniczki). Możecie też sobie o ten fartuszek brudne łapki wytrzeć. A możecie też po prostu sobie paradować w tym fartuszku wśród kwitnących rododendronów i udawać, że się znacie na ogrodnictwie. Patrz: mua.

W sumie przypadkiem beznadziejnym nie jestem, ale jednak dziwna to sprawa, że ja, wychowana na wsi, wykazuję się aż tak dużą ignorancją w kwestii upraw roślinnych. Pomyśleć tylko, że to właśnie te wszystkie ogródki, pielenia, sadzenia, siania, koszenia przyczyniły się do mojej ucieczki ze wsi a teraz są powodem szykowania się do powrotu. Człowiek to jednak przedziwna istota.

I taką oto zaawansowaną intelektualnie konkluzją zakończymy dzisiejszy post.
Jak zawsze moc buziaków!

Wasza Ogrodniczka - in - progress

XOXO