27.1.17

Pamiątki z podróży. Chimney cake BIY.

chimney cake

Kanapka z łososiem na targu rybnym w Bergen (bagatela 50 NOK czyli 25 zyla). Wiadomo, 
smakować musi. Kanapka śledziowa w Kopenhadze. Najlepiej mi smakuje nasz "polski" 
śledzik. Kawior z tubki w Sztokholmie. Generalnie rzecz biorąc - fanką kawioru nie jestem. 
Uważam, że jest przereklamowany. Paella "na bogato" w Lizbonie. Pycha! Tapas 
w Barcelonie. Małe rozczarowanie. Fish and chips w Londynie. Yes yes yes! 

I mogłabym tak jeszcze długo, ale nie o to chodzi by wymieniać teraz wszystkie pozycje naszego 
podróżniczego menu. Chodzi o ten fakt, że podróże o idealna okazja do spróbowania lokalnej 
kuchni, nowych smaków, często dla nas obcych. Bo czyż nie jest tak, że tort Sachera smakuje 
najlepiej we Wiedniu a pizza gdzieś w małej pizzerii w Pizie? Ja uważam, że dokładnie tak jest! 

I nawet sam Hans Kloss miał podobne zdanie w tej kwestii :-)
Ale uprzedzam, jeśli chcecie sprawdzić, czy rzeczywiście najlepsze kasztany są na placu Pigalle 
możecie się mocno rozczarować. Ich brakiem.

18.1.17

Kreatywnie ze Światem Lnu - bezszyciowe ubranko na sztućce oraz wynikikonkursu!


Troszkę dziwnie się czuję, bo nie mam na dziś przygotowanej żadnej moralizatorskiej mowy
Nie będę się dziś buntować, dziwić ani naprawiać świata. Dziś będę tylko świat upiększać. 
Do spółki ze Światem Lnu w ramach naszego wspólnego cyklu Kreatywnie ze Światem Lnu
w którym pokazuję jak w prosty, ale ciekawy sposób wykorzystać tkaniny, szczególnie mój 
ukochany len. W pierwszym poście pokazałam Wam niezwykle praktyczną i, co najważniejsze, 
niezwykle łatwą do uszycia TORBĘ BENTO. Dziś pokażę mój sposób na pięknie 
wyeksponowane sztućce - lniane etui, które nie wymaga żadnych zdolności krawieckich.

Ale zanim to nastąpi muszę się Wam z czegoś wytłumaczyć i przeprosić. 
Jestem zdania, że media (w tym także blogi) powinny dbać o czystość naszej mowy ojczystej
która i tak ubożeje z dnia na dzień. Czasami odnoszę wrażenie, że zasób słownictwa przeciętnego 
Polaka ograniczył się do słów: masakra, lajkować i hejt. Ortografia już dawno odeszła 
w zapomnienie a za znaki przestankowe robią teraz przekleństwa.

 I choć uważam, że nie powinno się to zdarzyć to jednak w moim ostatnim poście pojawiło 
się brzydkie słowo. Wiecie, czasami człowiek musi, bo się udusi! Wedle porzekadła:
 "cel uświęca środki". Wyrwało się, i już! Bo ja to generalnie jestem człowiek, który brzydkich 
słów nie używa. I o ile mężczyźnie jeszcze jakoś to uchodzi to stanowczo twierdzę, 
że przeklinająca kobieta to zjawisko słabe. A przeklinająca blogerka tym bardziej. 

Zatem o wybaczenie się uprasza. Mea culpa. Obiecuję poprawę.

13.1.17

Najdroższe foremki świata, mistrzowie DIY i tiramisu spekulatius

food photography

Melting pot. Gdybym miała teraz opisać się w dwóch słowach to były by one właśnie takie: melting 
pot. Lata jednak robią swoje. Bagaż doświadczeń czterdziestu lat mały już nie jest a wszystkie nasze 
przeprowadzki, przede wszystkim ostatnie trzy lata spędzone w Bawarii, w środowisku bardzo 
międzynarodowym (ponad 30 narodowości!) nie pozostają bez znaczenia. 

Odciskają się wyjątkowo odczuwalnie na osobowości, postrzeganiu świata, stylu życia, sposobie 
myślenia, nawet na planach na przyszłość. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi. Nie, nie będę teraz 
otwierać się publicznie i ogłaszać wszem i wobec co tam sobie knujemy, bo uważam, że o planach 
się nie mówi, tylko realizuje i zamierzam się tego trzymać.

Tak, zdecydowanie czuję się jak taki tygielek, w którym buzują wszystkie wspomnienia. Te zbierane
pieczołowicie, jak i te chwycone mimochodem. Nieświadomie, bo człowiek za młody, za głupi był
by wiedzieć, że to wszystko na twardym dysku się zapisuje. I teraz to wszystko miesza się ze sobą,
wypływa na wierzch sprowokowane jakimś impulsem. Tak jak wspomnienie amoniaczków, które
Babcia zawsze przed świętami piekła. Bo stało się tak, że trafiły w moje ręce te stare wykrawaczki
do ciastek. Leżały gdzieś zapomniane w czeluściach spiżarni. I dokładnie w chwili gdy wzięłam je
do ręki wróciło wszystko. Jasne jak słońce. Czyste i rześkie jak alpejskie powietrze.

6.1.17

Jak blogerki myją okna i super prezent dla Was



Kobieta-blogerka. Gatunek ewoluujący w stronę ekshibicjonizmu, zacierania granic pomiędzy tym, 
co można wywlec na widok publiczny a co raczej powinno zostać w domowych pieleszach. 
Z silną potrzebą udowodnienia światu, że jej życie wcale nie jest szare i zwykłe a rodzina trwa 
w nieustannym błogim lenistwie pod kocykiem, ubrawszy uprzednio ciepłe skarpety wycelowane 
w ciepło trzaskających polan w kominku. 

Gatunek ewoluuje szybko bo i warunki ku temu sprzyjające. Fejsy, instagramy, snapy czy inne 
wajny są w stanie błyskawicznie dać nam tak bardzo pożądane poczucie fejmu, uwielbienia 
i bycia zajefajną. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...