31.3.16

Lajfstajl marcowy




No to jestem z ostatnim marcowym postem czyli, wzorem poprzednich dwoch,
podsumowaniem miesiaca. Tym samym oznacza to, ze calkiem konsekwentnie 
realizuje swoje zalozenia (czyli posty cykliczne), co wcale nie bylo taka oczywista sprawa.

Zdjecie powyzej zostalo zrobione 1 marca a dzis mamy juz ostatni dzien miesiaca
 i zapewniam Was, ze ten planer jest mocno zapelniony, a co najwazniejsze, zrealizowany. 
A co zapelnilo mi te 31 dni marca? Oto krotki przeglad. Kolejnosc randomowa.

Lajfstajl nr 1

Nie wiem jak to sie stalo, ale znow sie napieklo. Abstrahujac juz od tego, ze byly swieta
 i ze mialam sie w tym temacie ograniczyc, jakos dziwnym sposobem piekarnik pracowal
 na pelnych obrotach. Mam dla Was w zwiazku z tym kilka przepisow do pokazania na "zas".




Lajfstajl nr 2

Wielkanoc. W tym momencie wypada mi podziekowac Wam za zyczenia. 
Bardzo dziekuje i jednoczesnie przepraszam, ze mnie troche zabraklo w tym roku z zyczeniami. Wiem, ze post swiateczny bylby troche jak kartka pocztowa, ale doszlam do wniosku, 
ze jest to czas kiedy wiekszosc z Was i tak bardziej zaprzatnieta jest przygotowaniami do swiat 
niz przebywaniem w blogosferze. Poza tym nawet jesli szal wypiekow i mega porzadkow 
Was nie dotyczyl (tak jak to bylo u mnie - program byl naprawde w wersji minimum i okazalo sie, 
ze mozna!) to Wielki Tydzien i same swieta to dobry moment, zeby po prostu sie wylogowac
 i podjac walke z syndromem FOMO.

Program minimum dotyczyl rowniez dekoracji. 
Zupelnie nie mialam weny na innowacyjne instalacje a na powielanie pomyslow z pinterest'a 
tez jakos nie mialam ochoty (w zwiazku z tym gniazdek pod kloszem nie bylo w tym roku) Wlasciwie ograniczylam sie tylko do natury i starych zasobow. Jajka na galazce obowiazkowo! Swoja droga, to bardzo niemiecki zwyczaj, z tym, ze tutaj dekoruje sie tak drzewka w ogrodzie.



Lajfstajl nr 3

Marzec to miesiac urodzin mojego meza. Tak jak w zeszlym roku upieklam torcik tiramisu (bo sprawdzony smak!) i tak jak w zeszlym roku swieczuszki umiescilam na moim ulubionym urodzinowym gadzecie. W tym roku zachcialo mi sie jednak udziwnien w postaci biszkoptow obwiazanych kokardka ale bez odpowiedniej foremki (uprzedzam!) proces byl zmudny a efekt koncowy malo atrakcyjny :-) 

W tym miejscu pozwolcie, ze zapytam: skad w blogosferze moda na mowienie/pisanie "Pan maz", moj A.?? itp. Przyznaje, jakos srednio to widze, ale moze po prostu nie potrafie zrozumiec dlaczego wlasnych mezow tytuluje sie per Pan. Hmmm...



Lajfstajl nr 4

Pojawily sie kartony! Tak, w naszym domu pojawily sie juz kartony i rozpoczelam proces pakowania. Postanowilam zaczac wczesniej, zeby przed samym powrotem do kraju miec mniej pracy. Poza tym, kiedy rozlozy sie to na raty, pakowanie jest mniej stresujace. Jest tez inny powod: otoz jutro jedziemy do Polski!! Stad tez te planery na zdjeciu nr 1. Na cale dwa miesiace!! 
Stad tez te planery na zdjeciu nr 1 :-) Przed nami egzaminy koncowe, 
matura (!!!!) i cale mnostwo innych spraw do zalatwienia. Trzymajcie za nas kciuki, 
a w szczegolnosci za maturzyste. Z gory dziekuje!

Swoja droga, ciekawa sprawa-pakowac sie na dwumiesieczny wyjazd i to do wlasnego domu.
Jesli gdzies po drodze napotkacie cyganski tabor to pewnie bedziemy my :-)


Lajfstajl 4

Instagram. W marcu bardzo mnie zmeczyl. Monotonnoscia i powtarzalnoscia. Wiem, to wina przygotowan do swiat-sama przeciec nie zalowalam sobie zdjec z jajami. 
Ale buleczki z krzyzykiem? To bylo tak: wstajesz i hot cross buns :-) 
Jesli jednak Was one tak nie zmeczyly to odsylam Was do mojego starozytnego postu, 
gdzie znajdziecie przepis.

Dowiedzialam sie tez o nieprzyjemnym procederze na Insta o nazwie "podkladanie swini". Slyszalyscie o czyms takim? Otoz dzieje sie tak, ze blogerki-celebrytki 
(slyszycie moj glosny smiech w tym miejscu?? to dobrze) lub tez te aspirujace do bycia takowymi spamuja konta tych blogerek, ktore smialy wyrazic sie o nich krytycznie (i zdecydowanie nie mowimy tu o hejcie tylko o wyrazaniu wlasnego zdania). Zalosne, prawda?? 

Dodatkowo okazuje sie, ze mozna sobie kupowac "followersow", bo wiecie, 
zycie staje sie piekniejsze jesli liczba followersow jest odpowiednio duza.
Chyba zaszaleje i sobie troche kupie fanow. Jak myslicie?
Macie jakieś doświadczenia w tym temacie?

Na koniec juz tradycyjnie ostatnie znaleziska sieciowe:

Miejsce idealnie piekne Az chce sie odtworzyc :-)

Ten pokoj goscinny jest rewelacyjny!

Dopisuje do listy podrozniczej z duzymi sznasami na realizacje.PS

Taka sciana w sypialni zdecydowanie mnie interesuje

Swietny tekst ktory juz jakis czas temy przeczytalam, ale ciagle mnie bawi i smieszy,
 zajrzyjcie koniecznie! 

To by bylo na tyle. Odmeldowuje sie.
Nastepny post bedzie juz "krajowy".

Pozdrawiam Was bardzo cieplutko i mowie do uslyszenia/napisania/zobaczenia.


 PS 1-przepraszam za brak polskich czcionek, ale pisalam posta w pracy (ciiiii)
PS 2-przekroczylam dopuszczalna liczbe zdjec (ciiiii)

20.3.16

Wielkanocne inspo (bez pinterest'a!)



Jutro zaczynamy Wielki Tydzień.
Czas zadumy, refleksji, zwolnienia, choć wiadomo, ze w dzisiejszym świecie o to trudno.
Choć może warto zamienić czas na umycie okien na chwilę dla siebie właśnie?

Oficjalnie oświadczam, że u mnie w tym względzie totalny slow life.
Zero pucowania, zero szału w kuchni.
Deko w wersji minimum, żadnych nowości w tym roku, żadnego dokupowywania.

W kwestii DIY też bieda - oprócz tego, co już Wam zdążyłam pokazać, 
czyli serwetek SIY oraz tego wielkanocnego bukietu chyba już nic raczej się nie urodzi?
 No chyba, że się urodzi, ale przyszłotygodniowy grafik (całotygodniowe szkolenie!!)
raczej na to nie pozwoli.

Ponieważ to już czwarta (!) Wielkanoc udokumentowana na blogu 
postanowiłam przypomnieć Wam moje poczynania w tym temacie, 
choć może nie wszystko powinno być na światło dzienne wywleczone?
Osądźcie same.

Pytanie dla moich najstarszych (w sensie najdłuższych stażem) Czytelniczek:
Jak pomalowane były moje pierwsze "blogowe" pisanki?
No oczywiście, ze farba tablicową :-)
Są też oczywiście pisanki mchem "malowane", wszak mech
zaraz po tablicówce  to moje ulubione di aj łajowe medium.

Jeśli więc komuś przyjdzie ochota zobaczyć jak zrobić:

tablicowe czarne pisanki

typografię kredą pisaną

wielkanocne muffinki

zajączkowe papilotki na powyższe

ciacho pieczone w skorupkach po jajkach

tagi/zawieszki na prezenty od zajączka

jajka mchem "malowane"

ocieplacz na jajka z juty

ocieplacz z filcu w kształcie zajączka

pisanki "colour block" z wąsami i czapeczkami

to serdecznie zapraszam tutaj.


A Wy stawiacie na nowości czy też raczej wykorzystujecie to, co macie?
Jakie są Wasze ulubione wielkanocne ozdoby?



Życzę Wam spokojnego tygodnia.
Jeśli to możliwe zwolnijcie na chwilkę.
Roboty i tak nie przerobicie :-)
Całusy!!
XOXO

PS - z ostatniej chwili:
jest już magazyn Blogostan a w nim coś ode mnie.
Zajrzyjcie koniecznie tutaj.
Dzięki Aga!!




15.3.16

Czy ilość jest ważna? O zdjęciach blogowych. Studium przypadku.



Dzisiejszy post z założenia miał być w klimacie wielkanocnym, ale przy wyborze zdjęć 
naszła mnie pewna refleksja (zauważmy: auto-refleksja również) 
i postanowiłam popłynąć z tematem w zupełnie inną stronę.

Jeśli macie wiec ochotę na kolejne blogowe rozważania 
okraszone wiosenno-świątecznymi "rozważaniami" to zapraszam!



Czym są dla ciebie blogi? Czym dla ciebie jest blogowanie?

Jeśli tu dziś jesteś i czytasz ten post to znaczy, że blogosfera jest częścią twojego życia.
Być może zajmuje jego tysięczną cząstkę, być może troszkę więcej.
Być może odwiedzane blogujących koleżanek jest już dla ciebie stałym elementem 
codziennego krajobrazu, być może robisz to tylko w weekendy.

Którakolwiek z tych opcji najbardziej do ciebie pasuje - jedno jest pewne: 
szukasz tu inspiracji, pomysłów, wytchnienia a zdjęcia są tego nieodzownym elementem.

Bez względu na to czy jesteś widzem czy aktorem blogosfery
doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, ze zdjęcia mogą być () podstawa blogów.

Tak, to zdjęcia właśnie są tym, co nas najbardziej przyciąga
Chcemy oglądać piękne ujęcia, pełne światła i pomysłowych stylizacji. 
Chcemy znaleźć w nich coś dla siebie, coś, co możemy odtworzyć w swoim otoczeniu. 
Po to, żeby było ładniej i przyjemniej.

Wróćmy zatem do pytania: 
czym jest dla ciebie blogowanie? po co wogóle blogujesz? jak blogujesz?

Może odpowiesz, ze blogowanie jest dla ciebie forma samorealizacji. 
Może odpowiesz, ze blog jest  odskocznia od codzienności i miejscem na dzielenia się 
ze swoimi pomysłami tudzież rozmyślaniami. 
Może blog jest po prostu dla ciebie miejscem, gdzie możesz pochwalić się 
swoimi nowymi nabytkami z ostatniego shopping haul? 
Może po prostu lubisz pokazywać zmiany wnętrzarskie w swoim domku? 

Jakakolwiek będzie odpowiedz i tak zdjęcia wyjdą na plan pierwszy, 
bo to one są ilustracja twojego przekazu. One powinny być ilustracja!

Jeśli myślisz, ze teraz z pewnością rozpocznę swoje wywody o tym, jak robić dobre zdjęcia
to niestety Cię rozczaruje. Sama jestem amatorem tylko, 
więc nie czuję się upoważniona do tego typu rad, choć z całą pewnością mogę powiedzieć, 
że każdy może robić ładne/dobre zdjęcia. 

Pytanie za milion dolarów brzmi: ile?? 




Ile zdjęć w jednym poście statystyczny czytelnik jest w stanie przetrawić? 

Dwa, trzy, cztery, dziesięć?? Powiecie: to zależy

To zależy od jakości zdjęć, od tematyki, od ich atrakcyjności. Pewnie, ze tak, ale..
.Ale z autopsji wiem, ze jeśli serwuje mi się czwarte zdjęcie tej samej
 (niech już będzie przykładowo) półeczki, to po prostu wymiękam. 
Dziękuję. Wychodzę. 

Półeczka z bliska. Półeczka z daleka. Półeczka w makro. 
Półeczka z góry. Półeczka z dołu. I jeszcze raz, tylko dwa centymetry bliżej. 
Po co? Co autor miał na myśli? Co ja z tego mam?

Och, ja juz dobrze wiem co! (przypominam:post zawiera dużą dawkę autorefleksji). 

Otóż autor popada w tak wielki samozachwyt
tudzież nad ta swoja mozolnie wystylizowana poleczka czy nad swoimi fantastycznymi ujęciami,
 że zupełnie zapomina o odbiorcy. A odbiorca widzi sprawy zupelnie inaczej. 

Dziesięć ujęć jednej poleczki wcale nie wprawi go w taki sam zachwyt tylko wręcz odwrotnie,
zirytuje i zniechęci. Dla odbiorcy wszystko to zlewa się w jedną masę i zamiast w niedosycie 
(a niedosyt sprawia, ze chcemy wrócić), zostawia nas wzdętych niestrawionymi fotami. 
A człowiek to takie stworzonko, że szybko się uczy: 
jeśli surowa cebula mi nie służy, to raczej jej unikam. 

Oczywiście - twoje małpy, twój cyrk (uwielbiam to powiedzonko!), 
ale na mój rozum wygląda to tak, ze jeśli okraszasz swój post piętnastoma zdjęciami 
tego samego przedmiotu, to osoba po drugiej stronie ekranu jest dla ciebie mało ważna. 
Tak naprawdę taki post jest adresowany tylko i wyłącznie do ciebie, bo tylko ty chcesz oglądać
 tą nieszczęsna półeczka sfotografowana (czy może powinnam raczej użyć bardziej 
adekwatnego słowa, którego szczerze nie lubię, "obfocona"?) z każdego możliwego kąta. 

I oczywiście oczekujesz jeszcze nieustających ochów i achów, które owszem, 
 pojawia się, ale tylko i wyłącznie po to, żebyś wpadła z rewizytą i rewanżem. 
Brutalna prawda? Tylko i wyłącznie szczerość, stwierdzenie faktów, 
choć nie musisz tego brać za pewnik - wiem, ze niektórzy lubią swoje różowe okulary tak bardzo, 
że nie zauważają, ze świat ma też inne, piękne barwy.

Dlatego następnym razem zanim załadujesz zdjęcia na bloggera i klikniesz "opublikuj"
 miej na uwadze potencjalnych widzów twojej radosnej twórczości 
oraz takie proste prawdy objawione:

mniej znaczy więcej
im prościej tym lepiej

zawsze!

Jeśli miałabym cokolwiek radzić ( a raczej udzielać rad nie chcę, bo każdy swój rozum ma;
to taka luźna propozycja) to pewnie dobrym sposobem byłoby ustanowienie limitu: 
np 6 zdjęć na post, i tego twardo się trzymać. 
Może mąż, koleżanka, dzieci pomogą w wyborze najlepszych ujęć? 
Są obiektywni, w przeciwieństwie do nas - zafascynowanych własną "twórczoscią".





Gdy zapytam jaka ilosc zdjec w jednym poscie jest dla Was lekkostrawna to jaka liczba padnie?
A moze nie zwracacie na to uwagi? Moze ilosc nie ma dla Was zadnego znaczenia?

W moim dzisiejszym poscie jest 7 zdjec. Uwazam, ze do zilustrowania postu 
(jesli bylby on tylko i wylacznie w tematyce swiatecznego deko)
pierwsze 4 zdjecia zupelnie by wystarczyly, kazde dodatkowe byloby tylko i wylacznie 
skutkiem ubocznym mojego samozachwytu nad nimi i braku obiektywnosci.

 Ale jak wiecie u mnie samokrytyka dawkowana jest regularnie i ja, przyznaje, 
czesto gesto, popadam w samozachwyt. Stad zamiast 4 fotek jest 7. A 7 to moja ulubiona liczba:-)
Dodatkowo na wytlumaczenie mam to, ze ostatnio odkrywam niezwykla fotogenicznosc
czegos tak prozaicznego jak jajka, w ich naturalnych barwach. Plus moje ulubione biale tulipany. 
Nie pytajcie jaka byla wyjsciowa ilosc ujec :-)


Oswiadczenie nr 1: wszelkie podobienstwo do jakichkolwiek zdarzen i sytuacji w prawdziwym
zyciu (blogosfery) jest zamierzone.Ups, to znaczy, chcialam powiedziec, jest przypadkowe
 i nie odnosi sie do zadnych konkretnych poleczek czy ich szczesliwych posiadaczek.

Oswiadczenie nr 2: zwroty grzecznosciowe: "ty, wy, ciebie, twoj" etc celowo pisane mala litera 
dla podkreslenia anty-personalnego charakteru powyzszego studium przypadku.

Oswiadczenie nr 3: z gory przepraszam jesli na widok tylipanow ubranych 
w skorupki po jajkach poczujecie niestrawnosci.

Dziekuje za uwage i zapraszam po wiecej. 

Jesli spodobal Ci sie post bedzie mi bardzo milo gdy podzielisz sie nim w sieci. 
jesli zostawisz po sobie slad w postaci komentarza, bedzie mi jeszcze milej.

Do napisania wkrotce.
XOXO



8.3.16

Szyjemy serwetki na świąteczny stół




Na początku - uściślijmy: 

primo:  to nie jest post dla dziewczyn szyjących jak pro (opuszczamy blog)
secundo: to jest post dla szyciowych amatorek (zostajemy)
tertio: nie uważam, żeby uszycie zwykłej, 
prostej serwetki było jakąś wyjątkową umiejętnością, ale...

...ale całkiem niedawno poznałam nowy (jak dla mnie!) sposób na radzenie sobie z "rogami"
(cały czas mówimy o szyciu serwetek!) i nie omieszkam się z Wami nim podzielić. 
Całkiem możliwe, ze tylko ja nie znałam jeszcze tego sposobu (no trudno, będzie wstyd),
 ale całkiem możliwe, ze Wy również nie zostałyście jeszcze jasno oświecone w tym temacie.

Szyjemy??


KROK 1: 
przygotuj materiał - najlepiej bawełnę lub len.

Na serwetkę o wymiarach 30cm x 30cm potrzebujesz kawałek materiału o wymiarach 35cm x 35cm.
Ponieważ moje serwetki powstały z myślą o wielkanocno-wiosennym stole są w przepięknym pastelowym odcieniu turkusu i będą stanowić wesoły akcent wśród naturalnej, stonowanej reszty.

KROK 2: 
zawiń rogi materiału tak, by boki powstałych w ten sposób trójkątów miały ok 5 cm. 
Przeprasuj żelazkiem.




KROK 3: 
podwiń materiał wzdłuż boków na ok 1 cm. 
Przeprasuj żelazkiem.




KROK 4: 
ponownie podwiń materiał wzdłuż boków i przeprasuj żelazkiem. 
Możesz sobie pomoc szpilkami i zabezpieczyć rogi. 
Generalnie nie jestem fanka szpilek a żelazko okazuje się być 
bardzo pomocnym narzędziem przy szyciu :-) Kolejne odkrycie!




KROK 5: 
szyjemy! ściegiem prostym, najbliżej miejsca podwinięcia materiału. 
Niektórzy robią jeszcze dodatkowy szew wzdłuż brzegów, ale ja już sobie daruje ten zabieg; 
przy tak mięciutkiej bawełnie uważam go za zbędny.




KROK 6:
 odcinamy zbędny kawałeczek materiału powstały po podwinięciu rogów.




KROK 7: 
prasujemy serwetki i składamy według tego, co podpowiada nam wyobraźnia. 
Lub internet (patrz poniżej)




Serwetka z materiału, bez względu na to, czy jest lniana czy bawełniana, 
czy kolorowa czy biała, zawsze sprawi, że nasz stół będzie wyglądał odświętnie, 
elegancko i wyjątkowo.

Na co dzień używamy serwetek papierowych,
 które też potrafią być atrakcyjnym elementem zastawy, 
ale chyba warto podkreślić odświętność posiłku materiałową serwetką właśnie.







A jak to jest u Was? 
Używacie serwetek z materiału czy raczej uważacie to za zbędny przeżytek?
A jeśli używacie to kupujecie czy szyjecie same? 
Macie jakiś sprawdzony, ulubiony sposób na ozdobne składanie serwetek?

Napiszcie koniecznie!!

Ach, i skoro w temacie nakrywania stołów jesteśmy:
Alicji trwa właśnie wspaniały konkurs,
w którym możecie wygrać między innymi lniane serwetki!
Zajrzyjcie koniecznie.

Pozdrowionka!!

XOXO


3.3.16

Zakręcone muffiny z nutellą i serkiem - opcja full DIY




Mamy 3. marca i pomału dociera do mnie, że Wielkanoc już za pasem 
i pewnie powinnam się troszkę już ogarniać w tym temacie na blogu, 
tym bardziej, że wyścig na najbardziej odlotowe pisanki już się zaczął w lutym. 

Pisanki powinny oczywiście być bardzo oddalone od tradycyjnych, najlepiej, 
żeby odzwierciedlały trendy wnętrzarskie i najlepiej pokazać je już! 

Im bliżej świąt tym temat będzie się robił niebezpiecznie passe. 

No tak, mam tą świadomość i dlatego dzisiaj u mnie przepis: bo przecież są w nim jajka!! 
Sztuk dwa. Najlepiej od szczęśliwej kury z wolnego wybiegu
Czy to ma wpływ na efekt finalny? 

Bez względu na odpowiedź, z pewnością poprawia samopoczucie,
poza tym w każdym przepisie na jaki teraz trafiam czytam:
jajka z wolnego wybiegu.
No to oczywiście nie chcę być gorsza :-)


Ok, przejdźmy do sedna sprawy: dzisiejszy przepis (oprócz jajek) ma w sobie dwa inne, 
bardzo pożądane składniki: nutellę i ser
Może to być twarożek śmietankowy, może to być serek typu philadelphia. 
Ale nutella? Pamiętajcie, nutella jest tylko jedna :-)

Ach! Zapomniałabym!! Całość jest w opcji "full DIY": począwszy od muffinów
poprzez papilotki i toppersy (czyli ten ozdobnik na wykałaczce - lubię!) 
jest made by me.

Przepis na papilotki własnej roboty znajdziecie w tym poście.




Potrzebujesz:

90g masła, w temp. pokojowej

100 g cukru (najlepiej brązowego)

1 łyżeczką ekstraktu waniliowego (opcja)

2 jajka (wiecie jakie)

200 g mąki, przesianej

2 łyżeczki proszku do pieczenia

1/3 szkl mleka

200 g twarożku śmietankowego

szczypta soli

kilka łyżek nutelli


Krok po kroku:

1. Ucieramy masło z cukrem do puszystości. 

2. Dodajemy jajka i ekstrakt. Dodajemy mleko. 

3. Dodajemy twaróg. Dosypujemy pomału suche składniki (ciągle ucierając).

4. Papilotki napełniamy masą do 2/3 wysokości. 

5. Nakładamy łyżeczkę nutelli, przykrywamy odrobiną masy,
 wbijamy wykałaczkę i mieszamy w ten sposób, 
aby nutella "pokazała się" na wierzchu tworząc zawijasy. 

6. Muffiny wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 st i pieczemy przez 20-25 minut 
(trzeba koniecznie sprawdzić przed wyjęciem, bo ze względu na ser, może się zdarzyć tak, 
że trzeba będzie troszeczkę dłużej potrzymać muffinki w piekarniku).

Enjoy!!




Poniżej króciutka instrukcja (bo raczej trudno to nazwać tutorialem, ale niech już będzie)
pokazująca jak w łatwy sposób zrobić toppersy, które dodatkowo, w zależności od okazji,
można modyfikować używając innego napisu.

Bo te toppersy są troszkę inne: one mają miejsce na pisanie kredą :-)
Wiecie, że ja tablicówkę wcisnę wszędzie, prawda?

Oto co potrzebujecie:

-ozdobny dziurkacz- 
(ja mam taki i bardzo go Wam polecam-przydaje się do wielu "projektów')

-nożyczki-

-kolorowy papier (posłuży jako "baza")-

-biały papier (najlepiej sztywny, bo pomalujecie go farbą tablicową)-

-klej-

-wykałaczki-

-farba tablicowa-

-pędzelek-




Na 1 toppers'a potrzebujecie:

dwa kółeczka ozdobne z kolorowego papieru

1 kółko z białego papieru, odrobinę mniejsze

wykałaczkę

Pamiętajcie, aby najpierw pomalować białe kółko farbą tablicową, 
po wyschnięciu nakleić je na kółeczko ozdobne a potem dopiero sklejać je ze sobą 
umieszczając w środku wykałaczkę.




No i jak Wam się podoba ten pomysł?
Co napisałybyście na takiej muffinkowej tablicy?
A może jakiś rysunek?

Więcej pomysłów na toppersy (bo był czas, że robiłam je hurtowo) znajdziecie tutaj.


Dziś już dziękuję bardzo za uwagę.
Jeśli podobał Wam się ten post będzie mi bardzo miło, gdy podzielicie się nim w sieci :-)
Uściski!!

XOXO


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...