29.2.16

Lajfstajl lutowy + sieciowe znaleziska




Jeszcze Wam nie mówiłam, ale w tym roku blogowym postanowiłam 
się troszkę zdyscyplinować i spróbować sił z cyklami

Jednym z nich jest Moja Bawaria, który, jak na razie, cieszy się u Was dużą popularnością. 
Drugim cyklem, który chciałbym w tym roku systematycznie publikować jest "Lajfstajl".

 Z założenia ma być swoistym podsumowaniem miesiąca czyli, mniej więcej, 
podzielę się z Wami tym, co mi tam w głowie się ostatnio trzepotało.

 Plus, żeby nie było aż tak monotematycznie (czyli tylko o mnie!),
będę dodawać znaleziska w sieci, które mnie zaciekawiły, 
poprawiły humor lub po prostu ucieszyły oko.
Może i Was zaciekawią?

Pierwszy odcinek z tego cyklu możecie znaleźć TUTAJ

Trzymajcie kciuki, bo systematyczność i zdyscyplinowanie raczej nie znajdują się 
w szerokim wachlarzu moich zalet :-)


Lajfstajl nr 1

Luty...miesiąc krótki, ale wyjątkowo intensywny. 
To czas ferii zimowych w województwie mazowieckim, a to oznaczało turnusy narciarskie. 
I dużo podróży na i z lotniska w Monachium.
Goście zmieniali się jak w kalejdoskopie, było na wesoło i na sportowo
 a wieczorami szalone eksperymenty kulinarne :-) 
Bo jak inaczej nazwać konsumpcje kawioru na grzankach i popijanie whisky?
 No, wszystko nie tak...powinny być bliny i szampan, nieprawdaż?!


Lajfstajl nr 2

W lutym dużo się piekło. Oj dużo! 
Odkryłam między innymi, że nie takie drożdżowe straszne
 i naprawdę poczyniłam w tej dziedzinie spore postępy :-) 
Warte odnotowania (puszczam oczko).
Kto przegapił przepis na brioszki niech szybko po niego pędzi!


Lajfstajl 3

Ponownie molestowałam mój motek szarej wełny, który i tak jest już po przejściach. 
Czego ja już nie zaczynałam dziergać po to tylko, żeby za chwilę pruć! 
Tak było i tym razem: początkowa koncepcja (zdjęcie poniżej) 
szybko uległa modyfikacji (zdjęcie z tulipanami). 
I nie myślcie sobie, że ten długaśny, cieplusi, wełniany szal już się nie przyda - 
do nas właśnie wraca zima, i to z przytupem!
Ach, i przy okazji znalazłam bardzo praktyczne zastosowanie mojego mało używanego 
dzbanuszka do herbaty. Jak Wam się podoba?




Lajfstajl 4

Kiedy już przyszły wyrzuty sumienia po solidnej dawce wypieków 
przyszła pora na trochę zdrowsze przekąski. Robiłyście kiedyś chipsy jabłkowe?
 Plasterki jabłek wystarczy oprószyć cukrem cynamonowym i upiec na chrupko. 
Pycha!




Znalezione w sieci:

Słyszałyście o glampingu
To ekskluzywna wersja biwakowania. Ja z chęcią spróbowałabym a Wy?
Zajrzyjcie tutaj aby się przekonać.

*

Styl Hampton zaczyna być "modny". Cudzysłów używam z premedytacją, 
bo przecież jest to styl klasyczny, obecny na świecie od bardzo dawna 
i nic wspólnego z modą lub nie-modą nie ma.
No, ale najwidoczniej na naszym rodzimym podwórku ktoś zawsze musi uznać coś za modne
 i wtedy zostaje prekursorem (uśmiech).
Piękny "hamptonowy" dom do zwiedzenia tutaj.

*

Szukacie pomysłu na wielkanocne DIY? Zajrzyjcie koniecznie tutaj.

*

Jeśli zdarza Wam się czasami narzekać na miejsce w którym mieszkacie
jestem pewna, że po obejrzeniu  tych zdjęć z Hong Kongu natychmiast przestaniecie marudzić.
Są niesamowite ale i bardzo smutne. Ciekawa jestem jakie wrażenie wywołają na Was.

*

Często trafiam w sieci na niesamowite metamorfozy starych przedmiotów
jednak ta przemiana zrobiła na mnie takie wrażenie, 
że po prostu od razu chciałabym przystąpić do działania!

*
Potrzebujecie czegoś na poprawę humoru?
To zdjęcie z pewnością Was rozbawi :-)




No to żegnamy luty! Fajnie było, ale pora iść dalej.
Marzec zapowiada się jeszcze bardziej intensywnie, 
ale o tym doniosę Wam w odpowiedniej chwili.

Pozdrawiam Was najcieplej jak się da i dziękuję za Wasze komentarze
(na które niestety nie zawsze zdążę odpisać).

XOXO




25.2.16

Szafa kapsulowa: moja wersja do biura





Z pewnością termin "capsule wardrobe" nie raz obił się Wam o uszy. Albo o oczy.

Jeśli nie, to szybciutko wyjaśniam: szafa kapsułowa to termin wymyślony przez niejaką Susie Faux, właścicielkę londyńskiego butiku "Wardrobe" w latach 70-tych ubiegłego stulecia.

Według Susie, szafa kapsułowa to zestaw ubrań, które nigdy nie wychodzą z mody, 
zazwyczaj pasujących do siebie w każdej kombinacji i mogących stanowić bazę rozbudowywaną przez ubrania sezonowe

Pomysł ten został podchwycony i rozpowszechniony przez Donnę Karan, 
która w 1985 stworzyła swoją wpływową kolekcję kapsułową składającą się z siedmiu 
(tak! tylko z siedmiu) bazowych elementów (źrodło: Wikipedia).

Obecnie idea tworzenia szafy kapsułowej przeżywa renesans 
(albo to tylko moje subiektywne spostrzeżenie?) 
i ja też, jakiś czas temu, postanowiłam ogarnąć trochę swoje zasoby w tym temacie.

Tak naprawdę zmusiła mnie do tego sytuacja: 
po dwóch latach wakacji w/na Bawarii w końcu mogłam pójść do pracy!!
 I o ile ja byłam super przygotowana i gotowa na to nowe wyzwanie, to moja szafa absolutnie nie! 

Charakter pracy poniekąd sam narzucał dress code, ale i ja również byłam już gotowa 
na całkowitą odmianę mojej garderoby i łagodne przejście do stylu klasycznego. 

Idąc za ciosem stworzyłam sobie, bazując po trosze na tym co już miałam,
swoją własną wersję biurowej szafy kapsułowej w stylu smart casual 
i przeznaczyłam na nią prawą część szafy fizycznie (wisząca półeczką) 
oddzielając ją od reszty szmatek. 

Oto zawartość mojej kapsuły:




Co my tu mamy?

5 koszul: klasyczną jeansową, białą i w kratę + dwie we wzorki

5 par spodni: klasyczne denimy, czarne jeansy, 2 pary czarnych spodni (jedne o klasycznej długości, drugie 7/8), luźne, przewiewne spodnie we wzorek (na cieplejsze dni)

4 topy: w tym jeden long-sleeve w nieśmiertelne paski

3 spódnice ołówkowe (mój ulubiony fason!)

1 czarna taliowana marynarka

1 mała czarna

2 duże torebki (mieszczące A4)

2 pary klasycznych szpilek (czarne+nude)

1 para czarnych botków

1 para kozaków

Czy to wystarcza?

Oczywiście, że tak!
Pamiętając o kilku prostych zasadach (np o nie łączeniu wzorów) 
możemy praktycznie wszystko naprzemiennie łączyć.
Taka ilość ubrań w zupełności wystarcza, żeby codziennie pójść do pracy w innym zestawie.



O czym pamiętać tworząc kapsułę?

- wszystkie ubrania powinny być w klasycznym, ponadczasowym kroju
- wybieramy kolory stonowane i uniwersalne
- jeśli wzory to drobne
- zdecydowanie inwestujemy w jakość
-wybieramy fasony komplementujące naszą sylwetkę
- całość dopełniamy delikatną ale oryginalną biżuterią


Jakie są zalety szafy kapsułowej?

Przede wszystkim nie musimy już rano tracić czasu na zastanawianie się:
w co ja się dziś ubiorę?,
bo cokolwiek z tej szafy wyciągniemy będzie do siebie pasować.
Oszczędzamy pieniążki, bo większość rzeczy już w szafie mamy,
a ponieważ klasyka nigdy nie wychodzi z mody,
nie musimy co chwilę uzupełniać naszej garderoby.



A co Wy sądzicie o szafach kapsułowych?
Myślicie, że to ma sens i ułatwia życie czy niekoniecznie?
Jakie są Wasze sposoby na poranne dylematy przed szafą?
Podzielcie się koniecznie :-)



19.2.16

Bardzo ładna brioszka





Ciasto drożdżowe. Fizyka kwantowa.
 Jeszcze całkiem niedawno reagowałam tak samo słysząc oba pojęcia. 
Ten strach przed ciastem drożdżowym był wręcz irracjonalny i nie miał żadnego uzasadnienia.
Pewnie działał tu mechanizm strachu przed nieznanym, co akurat u nas Polaków
jest genetycznym obciążeniem, wszak różne fobie nie są nam obce.

A może po prostu wydawało mi się, ze coś tak puszyste, 
tak pyszne musi być trudne i pracochłonne?
Pewnie kiedyś było, ale dziś to zupełnie inna bajka! 

Odkąd mam Kitchen Aid'a z genialnym hakiem do zagniatania ciast 
i aktywne drożdże w proszku życie pieczenie stało się bajką.







Ładne te brioszki, prawda? W zamyśle naczelnej gospodyni Ameryki czyli Marthy Stewart 
(od której pożyczyłam sobie przepis) mają przypominać kształtem ogon indyka, 
ale moja wyobraźnie idzie w inną stronę, bardziej ku wiośnie 
(nie, jeszcze nie wyczekuję!), tulipanom?? 

Jak myślicie?

Ponieważ cukru w nich jest właściwie tyle co nic,
 najlepiej smakują osłodzone łyżeczką dżemu. Oczywiście domowej roboty. 

Ciepła brioszka, malinowy dżemik...czujecie to?
Proszę się częstować. Przepisem :-)






Składniki:

14 łyżek masła (pokrojonego w kostkę, miękkiego)

1 1/4 szkl ciepłego mleka

1 saszetka suchych drożdży

3 łyżki cukru

1 3/4 łyżeczki soli

5 1/2 szkl mąki

3 duże jajka

Krok po kroku:

1. Do miseczki wlej 1/2 szkl ciepłego mleka i wsyp drożdże. Zamieszaj i odstaw na 5 min.

2. 3/4 szkl mleka podgrzej, dodaj 6 łyżek masła, cukier i sól, rozmieszaj aż masło się rozpuści

3. Do miski wsyp 4 1/2 szkl mąki. W środku zrób zagłębienie i wlej mieszankę mleka z drożdżami, mleko z masłem i jajka. Wyrób ciasto (w mikserze przez ok 2 min).

4.Posyp stolnicę/blat mąką i ugniataj ciasto przez chwilę.

5. Przełóż do natłuszczonej miski, przykryj folią lub ściereczką 
i odstaw w ciepłe miejsce do wyrośnięcia (ok 1 godz.)

6. Po tym czasie "przebij" ciasto i daj mu "odpocząć" przez 10 min.

7. Podziel na pół

8. Jeśli chcesz zrobić tylko 12 bułeczek to jedną połowę ciasta możesz zamrozić.
Podane proporcje są na 24 bułeczki.

9. Pozostałą połowę ciasta podziel jeszcze raz na pół. 
Rozwałkuj jeden kawałek na grubość ok 8 mm.

10. Wycinaj prostokąty o wym 9cm x 3cm 
(mniej więcej - chodzi o to by pas ciasta po włożeniu do foremki na muffinki wystawał)

11. Potrzebujesz 12 takich prostokątów. Umieść je w natłuszczonej foremce na muffinki 
(patrz: zdjęcie nr 2)

12. Rozwałkuje teraz pozostałą część ciasta.

13. Wytnij kolejne 12 prostokątów, ale już mniejszych od poprzednich 
(muszą być trochę węższe i przynajmniej 1,5 cm krótsze). 
Umieść je w foremkach kładąc na te większe prostokąty.

14. Powtórz czynność: wytnij kolejne 12 prostokątów mniejszych od poprzednich
 i umieść je w foremkach.

15. Odstaw  do "odpoczynku" na 30 min.

16. Piecz w piekarniku rozgrzanym do 180 st aż brioszki nabiorą złotego koloru ok 15-20 min)






Moje brioszki pojechały z nami na narty bo wiadomo - na świeżym powietrzu 
człowiek szybko głodnieje a taka drożdżowa bułeczka to idealna, niekłopotliwa przekąska.
Mam na to dowód:




 Ładne te brioszki, prawda?
Wspaniałego weekendu Wam życzę.
Do usłyszenia!!
XOXO
M.



14.2.16

Moja Bawaria. Część 1: co przeniosłabym do Polski w 15 punktach



*Australia (po lewej) i Polska (po prawej) w tradycyjnym stroju bawarskim*


Jakiś czas temu nieśmiało zapowiedziałam Wam mini serial o Bawarii i oto jest!
Część pierwsza.

Tytuł zdradza wszystko: będzie o plusach życia na Bawarii.
Jest ich naprawdę sporo i spokojnie mogłabym napisać nie post a książkę,
ale i na to być może przyjdzie czas...

Bawaria, zupełnie mi wcześniej nie znana, okazała się być rajem na Ziemi. 
Pod każdym względem.
Jeśli chodzi o miejsce do życia - jest ideałem.

Dlaczego tak twierdzę? Dowiecie się z poniższych 15 punktów.
Zapraszam do lektury!

*Typowy widoczek czyli Landschafcik*


1. Przyroda

Stawiam ją na pierwszym miejscu mojej listy plusów z dwóch powodów:
- otoczenie, w którym mieszkam jest dla mnie bardzo ważne, wyjątkowo cenię sobie przyrodę 
(być może dlatego, że wychowałam się na urokliwej Ziemi Lubuskiej czyli krainie lasów i jezior)

- miejsce w którym mieszkamy jest wyjątkowo piękne: mieszkanie w samym sercu
 Alp Bawarskich dostarcza niesamowitych wrażeń. 
Tego się nie da przecenić czy nie docenić.


2. Styl życia

To, co na początku trochę mnie przerażało (mała miejscowość) okazało się być dużym plusem
Żyje się tu zdecydowanie łatwiej, spokojniej, wolniej i bezstresowo. 

Można zupełnie zapomnieć o pewnych aspektach żywota czego raczej w Polsce zrobić się nie da. 
Nie muszę pamiętać o zamykaniu samochodu czy chowaniu rowerów do piwnicy. 
Jeśli np zostawię aparat na stoliku w restauracji i wrócę po niego za pół godziny, 
bo akurat mi się przypomni, on tam będzie. Taka sytuacja :-) 

Nie widać tu pędzących, podenerwowanych ludzi patrzących na siebie krzywo. 
Przechodzień, którego pierwszy raz widzisz na oczy pozdrowi Cię tradycyjnym 
"szczęść   Boże". Podobnie w sklepie, banku, na poczcie. 

Przyzwyczaiłam się nawet do zamkniętych sklepów w niedzielę.


*Bawarczyk w tradycyjnych skórzanych spodenkach*


3. Urzędy

Z jednym wyjątkiem, wszystkie działają sprawnie i przyjaźnie
Wszystko zorganizowane tak, żeby to petent miał jak najmniej pracy, 
a nie pani w okienku. Sensownie skoordynowane. Działające bez zarzutu. 

Dla przykładu: wyrejestrowanie auta trwa 5 minut; 
o wypowiedzenie ubezpieczenia nie trzeba się już martwić, to działa automatycznie. 

Poczta operuje z prędkością światła. Ceny niższe niż w Polsce, 
co do dziś pozostaje dla mnie zagadką. Jeśli nie ma Cię w domu kurier zostawi przesyłkę 
pod drzwiami. Przecież nikt tego nie ruszy.


4. Tradycja

Można nie być fanem jodłowania, drindlów i skórzanych spodenek
ale uwierzcie mi - skala i zaangażowanie w kultywowanie tradycji jest naprawdę imponująca.

 Nikt się tego nie wstydzi, bez względu na wiek. Pierwszy dzień w szkole czy przedszkolu?
Dziewczynki wystrojone w tradycyjne sukieneczki, chłopcy w skórzane spodenki
i kapelusze z piórkami. Pierwsza Komunia?
Mamy, ciocie, babcie nie ubierają specjalnie zakupionych na tę okazję garsonek
tylko bawarskie sukienki z fartuszkami. 
Każde święto, czy to kościelne, czy państwowe, czy lokalne
jest okazją do podtrzymywania tradycji, spotkań przy kuflu piwa i jodłowaniu.
W tym tkwi siła!


* Uliczka w Garmisch*


5. Służba zdrowia

Na szczęście nie miałam okazji być częstym klientem, ale jeśli już się zdarzyło, 
za każdym razem to doświadczenie budziło we mnie skrajne niedowierzanie: to tak można? 

Można zostać przywitanym na izbie przyjęć szpitala urazowego z uśmiechem?
 Można tak po prostu wejść na odział? I to bez fartucha i obuwia ochronnego z automatu? 
Można się poczuć jak w jakimś serialu? Można tak od ręki mieć zrobione wszystkie badania? 
Bez czekania miesiącami? Można mieć wszystkie informacje o ubezpieczeniu i leczeniu
 na karcie magnetycznej, którą miła pani w recepcji sobie odczyta
 i zanim wejdziemy do gabinetu lekarza on już będzie miał jakieś pojęcie o pacjencie? 
Można! Można!


6. Ceny

Co prawda ceny usług czy dań w restauracji mogą nam się wydawać wysokie, 
szczególnie jeśli wciąż mamy nawyk przeliczania euro na złotówki to już ceny pozostałych dóbr 
(no, może oprócz nieruchomości) często są takie same jak w Polsce a nawet niższe! 

Warzywa, półprodukty, chemia, nawet cena benzyny są na podobnym pułapie
co przy naszych polskich zarobkach jest bardzo zastanawiające, nieprawdaż? 

Na Bawarii mogę sobie wypić kawkę w kawiarni o wiele taniej niż w kraju
zapłacić za parking symboliczne grosze, kupić pierdółki do domu zazwyczaj o 50% taniej 
i co najlepsze w tym wszystkim - wiem, że ceny prawie się nie różnią niezależnie od miejsca 
 - czy to jestem w Monachium, czy w małej piekarence na wsi,
czy wjechałam właśnie kolejką na szczyt Niemiec
 - cena kawy, piwa czy frytek mnie nie zaskoczy i z nóg nie powali.


*Jezioro Plansee*


7. Prostota życia

Nasze staropolskie "postaw się a zastaw się" natychmiast przychodzi mi na myśl. 
Niemcy często kojarzeni są z brakiem gustu i zamiłowaniem do kiczu, 
ale tu na Bawarii jest to bardzo rzadko spotykane. 

Nie napotka się tu żadnych odmian nowobogactwa: obejścia wokół domu schludne i zadbane,
 ludzie ubrani prosto i bez przepychu. Nic i nikt nie krzyczy do mnie: spójrz jaki jestem bogaty. 

Jedyny wskaźnik zamożności jaki można zauważyć to samochód,
ale i to nie robi wielkiego wrażenia, bo większość ludzi jeździ tu samochodami dobrymi i drogimi. 
Już mnie prawie nie dziwi (ale jednak trochę drażni, hi hi)
widok 80-letnich pań w najnowszych modelach kabrioletów BMW czy Porsche. 
Człowiek najwidoczniej do wszystkiego może przywyknąć. 



8. Poziom życia

To co pisałam o stylu życia w dużej mierze wynika zapewne z zamożności Bawarczyków. 
Bawaria jest bardzo bogatym landem, to widać na każdym kroku, nic dziwnego, 
że ludzie mogą tu żyć spokojnie i bezstresowo. 

Takie życie jest charakterystyczne nie tylko dla małych miejscowości ale i dla dużych miast, 
takich jak Monachium czy Augsburg. Nie odczuwa się tam takiego wiszącego w powietrzu pospiechu, rywalizacji i dzikiego pędu (jak np w Warszawie). 

Czy wiecie, że pracując na tzw mini-job (zazwyczaj 1/4 etatu, nieopodatkowane dochody) 
zarabia się o wiele więcej niż wynosi płaca minimalna w Polsce na cały etat?
 I do tego należy się 15 dni płatnego urlopu. 
Pracując tutaj zarabiam w tydzień tyle co w Polsce zajęłoby mi cały miesiąc.
 Pomijam już warunki i komfort pracy. Pozostawię to bez komentarza.


*Typowa witrynka sklepowa*


9. Małe sklepiki

Co prawda coś takiego jak osiedlowy sklepik czy zieleniak tu raczej nie istnieje 
ale mnogość przeróżnych butików i sklepików przeważnie z dodatkami do domu 
sowicie mi wynagradza tą niedogodność. 

Wchodząc do takiego przybytku można naprawdę się zatracić - pełno to wszelakich ozdób, dodatków, gadżetów, przepięknych kurzołapów, ceramiki, koszyczków, tabliczek, 
tkanin i... inspiracji. Założę się, że każda z Was uległaby urokowi tych miejsc.


10. Kultura osobista/zaufanie społeczne

W tym miejscu ponownie nawiążę do punktu 2: tu naprawdę wszyscy sobie ufają, 
są dla siebie uprzejmi i odnoszą się do wszystkich kulturalnie i grzecznie. 
Takie proste słowa jak dzień dobry, do widzenia, proszę i dziękuję są chlebem powszednim 
a nie czymś nadzwyczajnym.
Wyobraźcie sobie pola tulipanów czy innych sezonowych kwiatów,
pola truskawek czy wozy z dyniami - wszystko do samodzielnego zebrania za opłatą, 
którą wrzuca się do puszki. Nikt tego nie nadzoruje, nie monitoruje. Kosmos!!


*Pilatus Haus w Oberammergau*


11. Precel

Czy precel zasługuje na osobny punkt? Jak najbardziej!
Dla tych co wielkimi fanami bawarskiej kuchni nie są
(mam na myśli golonkę, knedle bułczane, bratwursty i leberkaese),
czyli dla mnie, precelek jest nie do przecenienia.
Prosta, smaczna, ogólnodostępna przekąska
 na mały czy duży głód. Genialne w swojej prostocie! 
(czy ja już coś wspominałam w tym poście o prostocie?)


12. Weinachtsmarkt-y

Ogromne zamiłowanie do organizowania kiermaszy bożonarodzeniowych 
jest dla mnie jedną z charakterystycznych cech Bawarczyków. 

O Weinachtsmarktach (inaczej zwanych Ckristkindle Markt) pisałam już w tym poście 
i nie chciałabym się powtarzać, ale muszę przyznać: 
ich atmosfera jest niepowtarzalna i magiczna a najfajniejsze jest to, ż
e odbywają się w każdej wioseczce!


*Targ staroci*


13. Flohmarkt-y

Może po prostu zrobię tutaj znak powtórzenia?? I dodam jeszcze, że niekoniecznie chodzi o to, 
żeby kupić czy sprzedać (choć mi akurat często chodzi jednak o to kupowanie!). 
Chodzi o to, żeby spędzić czas, pogadać z ludźmi i poszperać w starociach. 
Trochę takie "social media" po bawarsku :-) Lubię!!


14. Kameralność i nostalgia

Myślę tu sobie teraz o tych wszystkich małych piekarenkach 
z przeróżnymi rodzajami chleba, bułeczek i ciasteczek. Oraz ze stoliczkami, 
przy których można sobie wypić poranną kawkę obserwując przez okno świat.

 Myślę tu sobie o tych kameralnych kawiarenkach, z lampionami, kocykami do otulenia, 
gdzie slow life celebrowany jest wręcz namacalnie. 

Myślę tu sobie o restauracyjnych izbach urządzonych skromnie, 
prosto, tradycyjnie czyli przytulnie. Dużo drewna, miękkie światło, świece, piece i poduchy. 

I myślę sobie jeszcze o tych mikro kwiaciarenkach z aranżacjami tak pomysłowymi, 
że wychodzę z nich zawsze z otwartą z zachwytu buzią (choć to nieładnie).


*Kolbensattel w Oberammergau*


15. Weissbier

Last but not least :-) Ten punkt jest oczywiście autorstwa mojego Męża. 
Na pytanie: co zabrałbyś najchętniej do Polski ? odpowiedź pada błyskawicznie: Weissbier!! 
Piwo pszeniczne. Najchętniej Paulaner. Jest przepyszne, zupełnie inne od naszych Polskich piw. 
W Polsce jest już dostępny tu i ówdzie ale oczywiście za potrójną cenę :-)


*Kościółek św. Grzegorza w Oberammergau*

Ufff....to by było na tyle. 
Bez problemu rozbudowałabym listę, ale nie chcę Was zarzucać informacjami.
Jeśli macie ochotę na więcej to zapraszam tutaj - wszystkie moje "bawarskie posty" 
w jednym miejscu. Do poczytania w wolnej chwili.

Mam nadzieję, że dziś dowiedziałyście się czegoś ciekawego
 i zachęcającego do odwiedzin tego urokliwego zakątka,
 który przecież mamy po sąsiedzku.
Naprawdę warto!!

Pozdrawiam Was gorąco i zapraszam na kolejny odcinek już niebawem.
Udanego tygodnia!!

XOXO
M.






12.2.16

My little kitchen helper - vintage fork upcycling

"To invent  you need a good imagination and a piece of junk."

Thomas Edison

diy phone stand


Po opublikowaniu ostatniego postu ogarnęła mnie lekko przerażająca myśl:
a co jeśli to był klasyczny strzał w stopę??

8.2.16

Jak odnaleźć własny styl? I czy to jest w ogóle ważne?

"It is better to fail in originality than to succeed in imitation"

Herman Melville


Ostrzeżenie: ten post nie jest przeznaczony dla osób o śladowych ilościach autorefleksji.
Jeśli Twój próg odporności na gołą prawdę jest niski  zaleca się opuszczenie tej strony.

Studium przypadku czyli z cyklu przyjaciółki rozmawiają czyli ....

Jak wygląda inspiracja po polsku?

4.2.16

Moodboard - bez programu - krok po kroku



Grafika komputerowa to dla Ciebie czarna magia??
Nie masz zielonego pojęcia co i jak a chciałabyś czasem "przelać" 
swoje wizje i pomysły na ekran??
Zebrać wszystko razem chociażby po to, by zobaczyć, czy to do siebie pasuje?
Jednym słowem (ok, dwoma) zrobić wizualizację??

Witaj w klubie!

1.2.16

Moja Bawaria - trailer mini cyklu




1 luty wyznacza moment, w którym już na poważnie zaczynamy odliczanie 
do powrotu do kraju.

Licząc od dziś zostało jeszcze dokładnie pół roku.
I choć z jednej strony może i chciałoby się tego powrotu, 
z drugiej jednak wiadomo już od dawna, że będzie żal!!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...