28.1.15

Blame it on the hyacinth :-)

Hello!!

Ten post jest doskonałym przykładem na to,
że niczego nie należy odkładać na później,
a przynajmniej gotowego posta (postu?? ciekawa jestem co na to prof. Miodek lub prof. Bralczyk - posta czy postu??).
Złota zasada: co masz zrobić jutro, zrób dziś, to Cię nikt nie wyprzedzi :-)
Hiacyntowe zdjęcia miałam już gotowe ponad trzy tygodnie temu,
ale że spadł śnieg czytaj zaczął się sezon narciarsko-gościowy
(czy ja czasem nie zapominam języka polskiego na tej obczyźnie??),
wyszło jak wyszło - parę dni temu, na jednym z blogów moim oczom ukazał się post-prawie-bliźniaczy.
No trudno, myślę sobie, wyjdzie na to, że plagiatuję,
ale co robić, co robić???
Zdjęcia zrobione, jako tako wyedytowane...a niech tam....







Z hiacyntami to jest zazwyczaj tak, że kota w worku kupujemy.
Mam na myśli kolor - nigdy nie wiadomo, jaki będzie
(albo ja nie czytam etykiet??).
Tym razem trafił się pink.
Na początku bardziej intensywny,
potem zbladł :-)




Nie mogę powiedzieć, że jest to jakoś bardzo mój kolor, ale na zasadzie akcentu,
przyjmuję postawę why not ?
(no wiecie, w ramach przekraczania strefy komfortu, hi hi hi).
Tym bardziej, że we własnym domu znalazłam kilka takich akcentów kolorystycznych.
Opiniotwórczą blogerką to ja nie jestem (i nie będę), 
ale ciekawa jestem co sądzicie o takim połączeniu nude + pink ??




***



botki- New Look
korzuszek - New Look
komin - Vila
mitenki - handmade






A co sądzicie o zaadaptowaniu tego pięknego, vintage etui od mojego starego Kodaka 
w celach modowych???



Wkrótce wrócę z nową porcją zimowych fotek - jakoś trudno się oprzeć :-)
Uściski!!!!

XOXO

22.1.15

Shhh....winter!

Hej!!

Od kilku dni mamy zimę idealną:
biały puch, lekki mrozik, słonko...
Przypadek książkowy :-)
Trzeba się cieszyć i korzystać,
bo jakoś tak się porobiło na tym świecie,
że nawet zima wysoko w górach nie jest już niczym oczywistym.
Podsyłam Wam kilka zimowych fotek,
bo wiem, że w PL śniegu jak na lekarstwo.

*





winter photo shoot


Do zimowych fotek dołączam jeszcze to, co Wam się bardzo należy:
podziękowania za wszystko to, co piszecie pod moimi postami,
szczególnie pod tymi z kategorii "wydumane".
To bardzo miłe, że chcecie się podzielić swoim spojrzeniem na "sprawę", swoimi przemyśleniami.
Dzięki temu post żyje.
Dzięki Wam!!!!

Witam serdecznie wszystkie nowe Obserwatorki!
Bardzo mi miło, że zechciałyście dołączyć do grona moich wspaniałych Podczytywaczek :-)





XOXO

13.1.15

Comfort zone

Dzień dobry !

Korzystając z pięknej, słonecznej pogody oraz świeżego puchu
zabrałam w plener kilka propsów w celu "obfotografowania".
Nie da się zaprzeczyć, że zima jest najbardziej fotogeniczna porą roku
i nawet stara, zmechacona mitenka wygląda całkiem ładnie na białym tle...


"What's in your head?
In your head.
Zombie, zombie, zombie...."

Cranberries



Ok, to teraz właściwa treść posta :-)
Pamiętacie piosenkę "Zombie" ??
Nie do końca jest o tym, o czym dziś napiszę (właściwie to całkowicie jest o czym innym), ale to zombie w głowie akurat bardzo mi pasuje.
Czy każda/y z nas nie ma w głowie czegoś na kształt takiego potworka?
Mniejszego lub większego.
Bardzo agresywnego lub mniej.
Coś, co siedzi w nas i nie pozwala nam iść do przodu.
Ten potwór ma bardzo ładne imię: strefa komfortu.
Taka przestrzeń behawioralna, gdzie wszystkie nasze działania i zachowania wpisują się w wypracowany przez nas wzorzec i codzienną rutynę.
Dzięki temu, że się tak ładnie wpisują mamy duże szanse na zminimalizowanie poziomu stresu, ryzyka, niemiłych niespodzianek.
Nie musimy się za bardzo starać ani wysilać, nie musimy się obawiać ani zbytnio zamartwiać.
Ot, taka mentalna stabilizacja, wygoda, święty spokój, czasami nazywany szczęściem.
I nie jest to ani złe, ani dobre.
To całkiem normalny stan, do którego dąży większość ludzi.
Ale...






....ale czy Twoja strefa komfortu jest aż tak piękna, że chcesz w niej pozostać do końca życia??
Nie chcesz już się uczyć, rozwijać, iść do przodu, uczyć się nowych rzeczy, bo ....??
Bo nowe Cię przeraża?? Bo tak jest dobrze??  Bo tak jest wygodnie??
I to wystarczy??




Gdzie kończy się Twoja strefa komfortu??
Co chciałabyś zrobić, ale wciąż znajdujesz tysiąc powodów, żeby tego nie robić??
Czego się boisz?
Co zrobiłaś dziś inaczej/po raz pierwszy??

Jaki potwór siedzi w Twoje głowie??

M.

PS - jak widzicie, autorka tekstu i zdjęć (czyli ja) postanowiła przekroczyć swoją strefę komfortu i wykazała się niesamowitą odwagą i kreatywnością zabierając w plener cynkowy domek i wieszając mitenkę na gałązce używając klamerki do bielizny :-)
Na swoje usprawiedliwienie mam to, że stosuję metodę drobnych kroczków a od czegoś trzeba zacząć :-)

9.1.15

Polish-French affairs (makowiec DIY)

Hello!!!

Jeśli chodzi o makowiec, moje ulubione ciacho, to mój debiut :-)
Serio, nigdy nie podjęłam próby.
Pewnie dlatego, że wszystko co zrolowane, wydaje mi się za bardzo skomplikowane i wolę tematu nie podejmować. Prewencyjnie :-)
Taki stan rzeczy pewnie nadal by się utrzymał, gdybyśmy pojechali na święta do Polski.
Gdybyśmy pojechali na święta do Polski, nie zaprosilibyśmy na kolację "międzynarodowych" gości.
Gdybyśmy ich nie zaprosili, nie przyszło by mi do głowy, że co jak co, ale polski makowiec  na deser musi być!!




Tak oto wygląda genesis najprostszego makowca na świecie.
Wystarczy ciasto francuskie i gotowa masa makowa plus, jeśli chcecie zaszaleć jak ja, kandyzowana skórka pomarańczowa do posypania.
Coś przecież trzeba przypalić, prawda??



Myślę, że śmiało można powiedzieć, że ten makowiec taki troszkę międzynarodowy wyszedł.
Ciasto francuskie, polski mak.
Świata obywatel :-)
(wiecie, że Amerykanie boją się jeść makowiec, ze względu na mak właśnie?? tak, wiem, trudno to ogarnąć, ale niektórzy naprawdę odmawiają zjedzenia tego pysznego ciasta!!
"No jedz, spróbuj kawałeczek. Nie, to nie jest narkotyk. Nic Ci nie będzie. Tak, to jest legalne ...."
Itd, itp....
Widzicie, ile ja tu ciężkiej roboty muszę wykonać, żeby naprostować niektóre ścieżki!)





Znacie moją zasadę (nie tylko w pieczeniu): po co komplikować, kiedy można uprościć :-)
Prosto oznacza mniej stresu, więcej czasu, mniej rozczarowań (nie tylko w pieczeniu).
Stosujcie :-)




A do makowca wracając to myślę, że przy tej francusko-polskiej wersji pozostanę. 
Skoro pierwsza próba została uwieńczona sukcesem (narkotyzowanie amerykańskich przyjaciół mam tu na myśli) nie widzę sensu dalszych poszukiwań.
Wszak lepsze wrogiem dobrego :-)
Ach, i jeśli upieczenie makowca znajduje się na oficjalnej liście rzeczy, które trzeba zrobić 
przed 40-stką, to mogę już ten punkt odhaczyć.
Ufff...
Kamień z serca...




Pozdrawiam Was ciepło i ściskam mocno!
Do następnego!
XOXO

3.1.15

After X-mas photo medley :-)

Witajcie :-)

Czy to już czas na podsumowania poświąteczne??
Chyba najwyższy, bo chociaż to dopiero początek stycznia
to wczoraj już widziałam post w temacie wielkanocnym.
Serio :-)
No, ale takie rzeczy na szczęście dzieją się (póki co) za oceanem
a my wciąż cieszymy się widokiem choinki, prawda??




Złota zasada przy pieczeniu?? Co się nie dopiecze to się dowygląda :-)
Prawdziwy sernik z prawdziwego polskiego twarogu zrobił furorę 
na "międzynarodowych salonach" :-)
Podobnie jak barszczyk z uszkami, pierogi z kapustą i nawet poczciwa sałatka warzywna!!


Choinka na sankach?? Dlaczego nie :-) 
Od tej pory "nowa" tradycja, bo wygląda to całkiem, całkiem:-)




Pod koniec roku "dorobiłam" się w końcu instalacji adwentowej.
Przyznaję, do zakupu zmusiła mnie cena - całe 5 euro :-)


Pozdrawiam Was gorąco  dziękując za moc życzeń noworocznych!!!
Uściski :-)

Miłego łikendowania :-)

XOXO
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...