29.9.14

Ready! Steady! Go!

Witajcie :-)

Gotowe do sezonu szydełkowo-drutowego?
Ja wygrzebałam już pierwsze moteczki
i pomału zaczynam:-)
Ten motek szarej, grubej wełny
już od dawna się do mnie uśmiechał,
specjalnie dla niego kupiłam najgrubsze druty
jakie mieli w sklepie:-)
I dziergam....
Zobaczymy co z tego wyjdzie....



Dla ścisłości - dzisiaj nie dziergam, dziś mamy słoneczko!!
Udanego dnia Wam życzę!!
XOXO

PS-dziękuję Wam za liczne odwiedziny i za liczne komentarze, na które nie zawsze jestem w stanie odpowiedzieć, ale wszystkie bardzo mnie cieszą i wszystkie bardzo doceniam, bo wiem, że każde pozostawione przez Was słowo to Wasz cenny czas, który dzielicie ze mną - dziękuję !!!!!!!

26.9.14

Orientalizująco czyli sałatka DIY

Witajcie :-)

Przedstawiam Wam moją autorską sałatkę!
Tak - autorska - to brzmi dumnie:-)
Pewnie każda z Was ma takich mnóstwo w swoim repertuarze kulinarnym.

Bo sałatka to takie danie, które można sobie stworzyć samemu.
Nie trzeba trzymać się przepisów, proporcji, wskazówek.
Wystarczy wrzucić do miski to na co akurat mamy ochotę
(lub to co akurat mamy w lodówce) i już!

Przyznam się, że czasami robię sałatki tak jak Pan Bóg przykazał:
tradycyjną polską warzywną, śledziówkę, kalabrię, zydowską,
choć i tak palec boży mocno się ściera z moim własnym
bo zwykle dorzucam jakieś swoje małe wariacje na temat.


Ta sałatka jest akurat efektem tego co było w lodówce tudzież spiżarni
z mocnym wpływem nieodpartej chęci na suszone pomidory
(a trzeba Wam wiedzieć, że nieodparta chęć na suszone pomidory występuje u mnie 24/7)

No, dobra!
Co trafiło do miski??


kaszka kuskus
grillowany bakłażan (pycha!!)
suszone pomidory (znak powtórzenia)
odrobina oliwy ze słoiczka po suszonych pomidorach

Co nie trafiło do miski??



coś zielonego (natka pietruszki bądź koleandra, jesli ktoś lubi, ja nie lubię)

Nie trafiło, bo akurat z jadalnej zieleniny w domu nie było nic
a do najbliższego sklepu mam prawie 2 km,
więc stwierdziłam, że ja się obejdę a Was ewentualnie poproszę o wyobrażenie sobie,
że te zielone listki tak pięknie wyglądające na tle kaszy tam są.



Ciekawa jestem co Wy najchętniej wrzucacie do swoich sałatkowych miseczek??
No i jakie są Wasze ulubione sałatki??
Może zdradzicie jakiś fajny przepis-nie-przepis :-)

Uściski!!!!
XOXO

22.9.14

Autumn? Oh, hello!!

Witajcie!!

Jak to jest z tą jesienią??
To znaczy zaczęła się już czy nie?
W blogosferze, która, jak wiadomo, chętnie wszystko przyspiesza,
jesień pojawiła się już wczoraj, ale tak naprawdę to startujemy jutro??
Anyway, ja ze spokojnym sumieniem
(patrząc na to co się dzieje za oknem)
mogę wystartować dzisiaj.



Jeszcze zdążyłam uchwycić ostatnie letnie promienie słonka
i podjąć próby ratowania kilku złotych liści :-)




Oby takiego słoneczka było jak najwięcej!!
Tego życzę i sobie i Wam :-)

XOXO

Zdecydowałam się wziąć udział w moim pierwszym wyzwaniu foto!!
Zdjęcie/a z tego posta zgłaszam do zabawy u Karoliny.

klik


19.9.14

Bawaria czyli jak minął rok

Witajcie!!

Tak, minął już rok (plus miesiąc) naszej bawarskiej "emigracji".
Dlaczego cudzysłów?
Odpowiadając na to pytanie muszę również odpowiedzieć na inne dlaczego:
dlaczego Bawaria??
nasz wyjazd za granicę raczej mało ma wspólnego z typową emigracją;
nie był to wyjazd za chlebem, ucieczka z kraju, nic z tych rzeczy.
Czas naszego pobytu tutaj jest znany od początku - trzy lata i powrót do domu
(tyle czasu trwa kontrakt mojego męża).
To konkretne miejsce, w którym się znaleźliśmy, zostało nam "przydzielone" :-)
Zważając na okoliczności przyrody to całkiem niezły przydział:-)


Tak ja już wspomniałam, nie doświadczamy raczej rzeczy związanych z emigracją.
Czekało na nas piękne, duże, urządzone mieszkanie, czekała praca
(no, akurat nie na mnie - zostanie pełnoetatową "house manager" było jest zupełnie nowym doświadczeniem!).
Nam pozostało tylko zapisać Maksa do szkoły i ogarnąć parę innych rzeczy.


Kolejne ciekawe doświadczenie to przebywanie w środowisku mocno międzynarodowym.
Polacy, jeszcze do niedawna, nie byli wyjątkowo mobilni.
Teraz to się zmienia, głównie ze względów ekonomicznych,
ale pomimo to, nie raz było dane mi usłyszeć:
jak ja mogę tak często się przeprowadzać,
nie wić gniazda w jednym miejscu??
To jakieś dziwactwo! nienormalne!
Oczywiście najczęściej zdziwieni byli ci od pokoleń zasiedzeni w tym samym miejscu.
Tutaj rodzin takich jak my (wojskowych) jest mnóstwo!!!
Wszyscy są po kilku przeprowadzkach i to nie z miasta A do miasta B w swoim kraju.
Mówimy o kontynentach:-)
Właśnie w tej chwili obserwuję rozładunek dwóch ogromnych ciężarówek do sąsiedniego domu
(po ilości kartonów zakładam, że to nowi amerykańscy sąsiedzi, oni naprawdę potrafią mieć duuuuuużo rzeczy i potrafią to wszystko przetransportować przez ocean, łącznie z samochodami, no problem!).


A jak się żyje na Bawarii??
No cóż mogę powiedzieć....
Troszkę już krajów zjeździliśmy, widzieliśmy poziom życia tu i tam,
ale chyba dopiero teraz mamy pełną świadomość tego jak bardzo my Polacy
jesteśmy w tyle.
Czy kiedykolwiek będzie nam dane doświadczyć takiego poziomu życia w naszym kraju?
Powiem Wam, szczerze wątpię.
Zamożność Bawarczyków, szczególnie tu na Górnej Bawarii to widok, do którego trzeba po prostu przywyknąć i przestać się dziwić.
Emeryci mają zdrowie i środki na to, żeby podróżować, kupować sobie zabytkowe auta po to tylko,
żeby wybrać się na niedzielną przejażdżkę na kawkę i ciacho.
Dzieci dostają w szkole książki za darmo (solidne, nie rozlatujące się po miesiącu używania, wydawane przez rząd bawarski a nie przez dziesiątki różnych wydawnictw nastawionych na maksymalny zysk), bilet miesięczny jest za darmo, do tego oczywiście dodają miesięczny kindergeld.


Wszystko jest oczywiście poukładane jak w pudełeczku.
Wszyscy respektują ogólnie przyjęte normy i zasady.
"Wolnoć Tomku w swoim domku"???
O nie, bo za ścianą jest sąsiad i może on nie lubi głośnej muzyki po 22, albo odgłosu wiertarki w niedzielę??
No ja nie lubię, ale w Polsce rzadko kto się przecież tym przejmuje.


Zostały jeszcze dwa lata.
Wiadomo, tych pięknych widoków będzie brakować, ale najbardziej odczuwalny będzie powrót do rzeczywistości - wiecznych korków, ludzi patrzących na siebie krzywo, trąbiących kierowców, wiercącego sąsiada po 22....oj, mam długą listę niestety.
A na koniec mówię Wam - nie bójcie się przeprowadzek:-)
Chociażby tylko po to, żeby mieć ciekawe doświadczenia,
inne spojrzenie na świat, dystans do wielu spraw...
Warto!!

Pozdrawiam Was gorąco!
Do usłyszenia - napisania - przeczytania - obejrzenia!
XOXO

16.9.14

Dla kogo łyżeczki??

Witajcie!!

Łyżeczkowe candy dobiegło końca :-)
Ja już wiem do kogo zostaną wysłane,
ale zanim to zdradzę
chciałabym Wam gorąco podziękować za tak liczny udział w zabawie!
Może to zabrzmi banalnie, ale tak - nie spodziewałam się, 
że aż 99 komentarzy pojawi się pod postem z rozdawajką.
Jaki jest tego minus??
(bo jest, i to całkiem duży!)
No taki oczywiście, że mogę obdarować tylko jedną osobę
a pozostałe niestety tym razem znajdą się w grupie pt
"ja to nie mam szczęścia w losowaniach!"
(sama tam często bywam).



No ale plusy!!!
Plusów jest zdecydowanie więcej!
Przede wszystkim mnóstwo nowych blogów, na które pewnie nigdy bym nie trafiła.
Super sprawa!
(to trafianie jeszcze trwa i mam nadzieję, że uda mi się dotrzeć do wszystkich moich 
Nowych Obserwatorek).
Witam Was serdecznie w moich skromnych blogowych progach z nadzieją,
że zostaniecie na dłużej.


Będąc w sierpniu w PL zostawiłam zapakowane, gotowe do wysyłki łyżeczki
w bezpiecznym miejscu - koperta czeka tylko na adres odbiorcy,
który zna Autorka komentarza nr 47 (wg random generator'a)


Gratuluję!!!
Proszę o adres do wysyłki (na mail).

Jeszcze raz dziękuję Wam za zabawę i za to, że jesteście!!!!!

Miłego dnia!!
Aha, i smacznego :-)

XOXO

12.9.14

My first DIY wedding

Witajcie :-)

Dziś jeszcze trochę wspominków z naszego wakacyjnego pobytu w PL.
Tak się złożyło, że trafiło nam się wesele:-)
A musicie wiedzieć, że wesela w naszej rodzinie trafiają się raz na tysiąc lat!
Zgadnijcie kto zajął się dekoracjami sali weselnej??
Oui, moi :-)
A skoro ja to sprawa była jasna - będzie DIY,
przynajmniej to, co się da zrobić/przerobić/wygrzebać.
Czasu było wyjątkowo mało, bo zaledwie trzy dni,
ale chyba się udało zrealizować większość pomysłów
(z niektórych niestety trzeba było zrezygnować ze względu na czas właśnie)
Od czego zaczęłam??




No, oczywiście od wąsów!!!
Oprócz wąsów były też brody, buźki i speech-bubbles.


Lampioniki zostały zrobione ze słoiczków z odzysku,
owinięte papierowymi serwetkami i obwiązane tasiemkami.
Było ich ponad 50, głównie dekorowały piękne schody prowadzące do pałacowych ogrodów
(bo wesele odbywała się w starym pałacyku właśnie).
Zapalone wieczorem gwarantowały efekt wow.


Winietki też powstały w ekspresowy sposób.
Z dużych arkuszy brystolu wycięłam ponad 70 prostokątów,
nakleiłam papierowe serwetki i już!!


A powyżej widzicie główną atrakcję czyli kącik vintage,
na który składały się:
stara rama z weselnymi zdjęciami (oczywiście starymi, rodzinnymi),
stare książki,
bardzo stary aparat (mój nowy nabytek z resztą)
i jabłuszka (na złość wiadomo komu!)


Nad stołem państwa młodych zamiast tradycyjnego Szczęść Boże
powiesiłam starą ramę z margaretkami
(troszkę już są zwiędnięte na zdjęciu, ale wyglądały świetnie!).


A poniżej autorka dekoracji :-)
I autor wszystkich zdjęć :-)



Dodam jeszcze tylko, że zakup potrzebnych rzeczy do dekoracji
(świece, papiery, serwetki, margaretki, tasiemki, itp, itd)
zamknął się sumą 300 złotych.
To chyba nieźle, prawda??
*
Do usłyszenia wkrótce
(czyli pewnie będą to wyniki CANDY)
*
XOXO

10.9.14

Stara torba czyli skrót z niebytu

Witajcie:-)

O mały włos a udałoby mi się pobić rekord miesięcznej nieobecności na blogu.
No, ale koniec lenistwa!!
Nie mogę już się wykręcić brakiem dostępu do sieci,
wakacjami (choć tu na Bawarii wakacje trwają jeszcze do niedzieli)
tudzież innymi umilaczami czasu skutecznie odciągającymi od świata wirtualnego.
Tak, tak ..... można całkiem normalnie funkcjonować bez używania komputera!!
Choć blogowanie jest fajne i ma pewnie więcej plusów niż minusów
to jednak niezaprzeczalnie zabiera zbyt dużo prawdziwego czasu!
Przez ten czas tak bardzo odzwyczaiłam się od blogosfery,
że narodziła się nawet myśl o zaprzestaniu działalności w tym temacie :-)
Myśl na razie leży w szufladzie a to przede wszystkim ze względu na całkiem spore grono
Nowych Obserwatorek, które dołączyło podczas mojej nieobecności.
Mam nadzieję, że zostaniecie.
Wkrótce nadrobię zaległości i Was na pewno odwiedzę!!



No dobra, przejdźmy do tej starej torby.
Wygrzebałam ją sobie z szafy już pierwszego dnia pobytu w naszym mieszkaniu w PL.
Dlaczego była tak głęboko schowana - nie mam pojęcia!
Kiedy ja kupiłam - ???
W każdym bądź razie dostała nowe życie i towarzyszyła mi przez cały niebyt,
czyli w Wa-wie...


..... na grzybach (tak, to kurka) w lubuskich lasach .....


... nad lubuskimi jeziorami ....


..... i jeszcze w paru innych lokalizacjach :-)
Taka niby zwykła, zapomniana szmacianka  okazała się być super wakacyjnym gadżetem.
*
Na koniec jeszcze przypominajka o moim candy TUTAJ.
Kto ma ochotę na porcelanowe łyżeczki - serdecznie zapraszam - zostało jeszcze 5 dni :-)
*
Pozdrawiam Was cieplutko z deszczowej
 (miałam nadzieję, że będę mogła napisać słonecznej, ale nic z tego) Bawarii.
Dziękuję za liczne odwiedziny podczas mojego niebytu
i za całe mnóstwo przemiłych słów w komentarzach!!!
Dzięki!!!!!

XOXO
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...