31.5.14

Vintage playground

Witajcie:-)

Wszystkim Dzieciom, tym dużym i tym małym,
dużo słoneczka i uśmiechu!!!!


Ja niewiele potrzeba było do szczęścia:
trochę piaseczku no i jakaś fajna fura
(widzicie w tle??).
Ile to ja roboczogodzin spędziłam w tej piaskownicy??
Nie do oszacowania:-)
A prowadzenie auta miałam we krwi od zawsze,
jak widać:-)



Buziaki!!
XOXO

30.5.14

Wirtualny zielnik majowy - bratki

Witajcie:-)

To już ostatnia strona w moim majowym zielniku
i w sumie pożegnanie maja.
A maj w tym roku był taki, że nawet go nie żal...
Zimno, buro i ponuro.
Deszcz pada już od tak dawna, 
że już nawet nie pamiętam jak to było zanim zaczął padać:-)
Do zielnika być może wrócę jeszcze w czerwcu,
o ile okoliczności przyrody na to pozwolą.
Tymczasem kampania na rzecz jedzenia kwiatków
trwa nadal!


Niestety nie mam żadnej historyjki związanej z bratkiem
(w tym miejscu koniecznie muszę Wam podziękować za miłe słowa pod orlikowym postem;
okazuje się, że każda z nas ma własną historię z dzieciństwa związaną z kwiatami!!!),
ale jeśli chodzi o jego walory dekoracyjno-kulinarne
to uważam, że jest mistrzem!!


Skusicie się na naleśniki z bratkami??
Polecam:-)


Mój syn kazał mi napisać, że widelec jest bardzo stary i mocno nagryziony zębem czasu,
żeby przypadkiem ktoś nie pomyślał, że w domu używamy takich okropnych sztućców (cytat).
No to potwierdzam, tak, to jest widelec bardzo vintage i na co dzień go nie używamy
(od święta też nie).

Miłego weekendu!!!!
XOXO

28.5.14

Wirtualny zielnik majowy: orliki

Witajcie:-)

Dziś będzie o orlikach,
kwiatach, które nieodłącznie kojarzą mi się z dzieciństwem i .... Niemcami.
Dlaczego??
Dla zainteresowanych krótka historyjka poniżej:-)



Nie przypominam sobie, żebym widziała te kwiatki w naszym ogródku,
tudzież w ogródkach sąsiadów.
Nie. Było tylko jedno miejsce, w którym rosły,
i kiedy zbliżał się okres ich kwitnienia,
codziennie jeździłam rowerem sprawdzić, czy już są.
Co to było za miejsce??


Jak wiecie, albo i nie,
pochodzę z Ziemi Lubuskiej.
Przed wojną były to ziemie niemieckie.
Mieszkali tam Niemcy, którzy musieli opuścić swoje domy.
W tych domach zamieszkali nasi dziadkowie,
repatryjanci.
W tych domach zostało wiele przedmiotów, zdjęć, pamiątek z okresu przedwojennego.
Stare koronki, naczynia, zdjęcia nawet!!

Ale co z tym wszystkim mają wspólnego orliki?
Orliki to też taka swoista pamiątka po tamtych czasach.
Otóż rosły one w lesie, niedaleko mojego domu,
w miejscu gdzie przed wojną była leśniczówka.
Zostały tylko ruiny - piwnica i .... schody.
Po tych właśnie schodach można poznać, że leśniczówka była pięknym budynkiem.
Kiedyś.


Kilkadziesiąt lat po wojnie,
leśniczówki nie ma,
los jej mieszkańców nieznany,
ale orliki rosną!!!!
Co rok przebijają się przez gąszcz krzaków, traw, gałęzi
i kwitną!


słój - Depot
klosz - Rossman
pasek - Vila

Stare zdjęcia znalezione na strychu.
Mają już prawie sto lat!!
Jak widać zrobione we Wrocławiu, jest nawet adres:-)

Miłego dnia!
XOXO

26.5.14

Wszystkim Mamom ....

....najserdeczniejsze życzenia w dniu Waszego święta:-)


Moje małe DIY na tę okazję:
lniany woreczek na saszetkę pysznej herbaty ....


... oraz karteczka w trochę innej formie ....


.... czyli sznur serduszek wyciąganych z kieszonki :-)


Miłego dnia!!!!
XOXO

PS - jeszcze tylko dzisiaj na Westwing super prezent dla wszystkich Mam - darmowa wysyłka.
Warto skorzystać i zrobić sobie jakiś mały prezencik:-)
Szczegóły tutaj :-)

24.5.14

Run Forest, run!!!

Dzień dobry:-)

Poranna trasa joggingu
wygląda właśnie tak:


Całkiem przyjemnie, prawda??
Dodatkowy plus jest taki, że mam z górki:-)
No tak, później niestety powrót pod górkę....
Miłego weekendu!!!
XOXO

23.5.14

Wirtualny zielnik majowy: bez

Witajcie:-)

Nie, nie...
To nie eliksir młodości ani napój do upalne dni:-
Oto co wyszło z połączenia mleka, bzu i wanilii:


Maj równa się bez,
bez równa się ..... muffinki z kremem waniliowo-bzowym oczywiście:-)
W zeszłym roku były ciasteczka z bratkami,
w tym roku zajadam się bzem
i Wam też proponuję!!
Zainspirowana przepisem z tej fantastycznej strony,
upiekłam muffiny i ozdobiłam je kremem z dodatkiem bzu,


Jak zrobić taki krem??

Potrzebujecie:

1 laskę wanilii
1 szkl kwiatków bzu, dokładnie przepłukanych
200 ml mleka
2 żółtka
60 g cukru
20 g mąki kukurydzianej (czyli 2 łyżki)



Do rondelka wlewamy mleko, dodajemy kwiaty i laskę wanilii 
(nacinamy i "wyskrobujemy" ziarenka, wszystko dajemy do mleka).
Mleko zagotowujemy, odstawiamy, przykrywamy rondelek i zostawiamy na 10 min.
W misce miksujemy żółtka, cukier, mąkę kukurydzianą.
Do tej mieszanki wlewamy (przez sitko) ok 1/4 zawartości rondelka i mieszamy.
Zawartość miski wlewamy teraz do rondelka z pozostałą ilością mleka, umieszczamy na "wolnym ogniu" ciągle mieszając aż wszystko nam ładnie zacznie gęstnieć.
Odstawiamy mieszankę i, jeśli są jakieś grudki, mieszamy jeszcze dokładnie trzepaczką.



Enjoy!!

XOXO

22.5.14

Milk, lilacs and vanilla

Witajcie :-)

Mleko, bez i wanilia....
Co też z tego wyniknie??


Po odpowiedź zapraszam jutro:-)


Tymczasem - miłego czwartku!!
XOXO

21.5.14

Thx:-)

Witajcie:-)

Dziś ponownie o liczbach i statystykach,
za które chciałabym Wam podziękować:-)
Dziekuję, za Wasze odwiedziny.
To już ponad 200 000 tych miłych odwiedzin!!
Dziekuję za Wasze słowa, które tu zostawiacie.
Każdy komentarz, pomimo, że nie zawsze "nadążam" odpisywać
jest dla mnie bardzo ważny.
To już ponad 7 277 cennych śladów Waszych wizyt!!
Dziękuję, że zostajecie na dłużej i zaglądacie przy okazji każdego nowego posta
(mam nadzieję:-).
Jest Was ponad 300!!

Dziekuję bardzo:-)



Guziczki vintage z masy perłowej to nabytek z flohmarkt'u,
bardzo cenny, bo takich guziczków zawsze szukam i zawsze ich potrzebuję:-)
Pani sprzedawała blisterki po 24 szt ze jedyne 40 centów!!
Koniecznie muszę dokupić następnym razem!


Pozdrawiam cieplutko!!
XOXO

20.5.14

Sezon flohmarktowy otwarty!!

Witajcie :-)

W ubiegły weekend rozpoczął się u nas sezon flohmarktowy.
W sobotę, ze względu na deszcz było nieciekawie,
ale za to w niedzielę było już na czym oko zawiesić!!
Czasami trzeba było się nawet trzymać za portfel:-)
Niestety, w naszym rejonie ceny na flohmarktach potrafią być szalone.
Gratki się jednak trafiają i dzięki temu
moja skromna kolekcja aparatów pomalutku się powiększa:-)


Oto dwa nowe/stare nabytki:
kultowy Polaroid Supercolor 635, którego produkcja ruszyła w roku  1963.
Jego stan jest idealny i do tego aparat działa!!
Kupiłam go za całe 3 euro:-)
pozostaje tylko dokupić wkłady i będzie można robić fotki!!
Drugi nabytek, troszkę młodszy, bo z 1972 roku to Agfamatic 300.
W tym modelu po raz pierwszy zastosowano specjalny sensor, aparat automatycznie ustawia naswietlenie.
Wygląda na to, że działa:-)


Myślę, że na tej półeczce zmieści się jeszcze kilka sztuk:-)


Pozostaje mi jeszcze na koniec podziękować Wam za komentarze pod ostatnim postem.
Cieszę się bardzo, ze podobają się Wam moje zdjęcia!
Ostatnio trochę "pracuję" nad tym tematem
(tzn robienia zdjęć),
więc może niedługo uda mi się podzielić z Wami pewnymi tajemniczymi trikami, hi hi hi

Pozdrawiam cieplutko!
XOXO

18.5.14

Wirtualny zielnik majowy: niezapominajka

Witajcie:-)

Jest!!
Jest słoneczko!!
Ten tydzień zapowiada się wręcz upalnie,
może maj zrehabilituje się choć troszeczkę??


A skoro do tej pory był taki nieciekawy,
to tym bardziej warto uwiecznić majowe dary.
Zaczynam od niezapominajki:-)




Właściwie nie ma się co rozpisywać....
Niezapominajka jaka jest, każdy widzi:-)
Piękne, małe kwiatuszki w intensywnym kolorze blue...


Czy to nie zaskakujące, że nazwa tego kwiatka w wielu językach tłumaczy się tak samo??
Forget-me-not....
Vergissmeinnicht....
Niezabudka...
Nontiscordardime....


I we wszystkich brzmi równie pięknie:-)
Miłej niedzieli!!
XOXO

15.5.14

Di Aj Łaj

Witajcie:-)

Nie myliłam się!!
Wiedziałam, że szybciej dowiem się jak nazywają się moje łąkowe zdobycze od Was
niż od wujka Google albo ciotki Wiki:-)
Można na Was polegać jak na Zawiszy:-)
Wielkie dzięki za to!
I za Wasze wizyty i Wasze słowa, które zostawiacie!
Ale dużo dzisiaj wykrzykników:-)
To dołożę jeszcze dwa:
najbardziej zaskoczyła mnie ta rzeżucha!!
No a dzięki Lawendowemu Kuferkowi dowiedziałam się,
że Kulik Zwisły to Kulik Zwisły:-)


W temacie dzisiejszego posta: DIY,
którego ostatnio u mnie jak na lekarstwo:-)
Żeby nie było, coś tam podłubuję from time to time :-)
O, na przykład takie kolczyki:


I takie dwa smartfony będę sobie teraz nosić:-)
A co, kto bogatemu zabroni??


U Was też tak zimno i sypie śnieg??
Pozdrowionka:-)
XOXO

PS-tak, wiem, nie zaczyna się zdania od że, u, a, i.....

14.5.14

Old time classics x 3

...chwalcie łąki umajone...

Witajcie:-)

Samo się na usta ciśnie,
bo jak tu się nie zachwycać, nawet tymi bawarskimi łąkami,
kiedy wszystko tak pięknie kwitnie.
Z wczorajszego joggingu wróciłam z takim oto łupem:


Okazuje się, że na tutejszych łąkach rosną te same kwiatki,
które znamy z naszych łąk rodzimych:-)
(no tak, durna baba myślała, że jak twarogu nie ma, 
to kwiatki też pewnie tylko zniemczone na bawarskich łąkach rosną - błąd!)


Przyniosłam sobie trzy ulubione polne gatunki,
których nazw nie znam:-)
No, może oprócz tych w środeczku.
Liczę na Was - na pewno któraś z Was zna ich nazwę:-)


wazoniki - Madame Stolz
taca - NKD
podusie - All things pretty:-)

Uszyłam też nowe poszewki, wzór typowo skandynawski, bardzo go lubię:-)
Materiał "wynalazłam" na Allegro, połączenie kolorów "podpasowało" mi idealnie.
Na białej narzucie wyglądałyby extra :-(
*
Miłego dnia!!
XOXO

12.5.14

Wandering mirror

Witajcie:-)

Przedstawiam Wam moje wędrujące lustro:-)
Tak, odkąd przyjechało do Niemiec
nie może sobie znaleźć miejsca!
A to dziwne, bo chałupa jest duża,
miejsca w niej sporo,
a jednak lustro nigdzie nie zagrzewa miejsca na dłużej.


W Polsce, zaraz po tym jak udało mi się w końcu "ustrzelić" wymarzone, 
kryształowe lustro na Allegro,
stanęło na komodzie w sypialni i to było TO miejsce!
Wpasowało się idealnie w mój fusion styl: skandynawski glamour:-)


Teraz lustereczko wędruje szukając odpowiedniego miejsca.
No, ale jest za ładne, żeby je wynieść na strych!!
Było już na komodzie w craft-roomie,
na półce nad kaloryferem w living-roomie
(gdzie robię moje vintage'owe wystawki, więc w sumie pasowało),
obecnie przebywa w sypialni na meblu, który chyba z założenia miał być toaletką?
Wyszło z tego takie lustro w lustrze:-)


Toaletka jako mebel jakoś nigdy nie była w sferze moich zainteresowań,
nie umiem korzystać z takiego "urządzenia",
nie umiem zrobić makijażu na siedząco:-)
No, ale jak już jest, to dla pozoru ustawiłam na niej moje perfumy
(ale tylko dlatego, że nia miałam na nie miejsca w łazience!)


A propos perfum - to ciekawa jestem wg jakiego klucza je wybieracie?
Mój klucz jest czasami trochę .... dziwny,
ale o tym następnym razem:-)

Miłego poniedziałku!!
XOXO

11.5.14

White chocolate,cranberry & cheese

Witajcie:-)

Jest już rabarbar,
startują truskaweczki,
dlatego u mnie dziś, przekornie,
żurawinka:-)



Jak Wam się podoba połączenie białej czekolady, kremowego serka i gorącej żurawiny?
Słodko-kwaśny serniczek to jest to!


Potrzebujecie:
220 g kremowego serka (typu philadelphia)
110 g białej czekolady, posiekanej
1 szkl kwaśnej śmietany
1 szkl cukru
4 duże jajka
2 łyżki mąki kukurydzianej
1 łyżeczka ekstraktu wanilii
szczypta soli

puszka żurawiny (lub żurawina mrożona, ok 400 g)
cukier (kilka łyżek lub wg uznania)

gotowe ciasto francuskie lub kruche wg ulubionego przepisu:-)




Krok po kroku:

Posiekaną czekoladą roztapiamy (na parze).
Serek, śmietanę i cukier ucieramy mikserem na średnich obrotach, do puszystości.
Wbijamy po jednym jajku cały czas ucierając.
Dodajemy mąkę kukurydzianą, ubijamy jeszcze chwilkę.
Dodajemy szczyptę soli, wanilię i roztopiona czekoladę, ucieramy chwilkę aż składniki się połączą.
Formę "wykładamy" ciastem francuskim/kruchym, wylewamy masę serową.
Pieczemy ok. 1h 10 min. w temp. 200 st.
Brzegi sernika mają być ścięte a środek mniej.
Po tym czasie wyłączamy piekarnik i zostawiamy w nim sernik jeszcze na ok. 0,5 h.

Żurawinę podgrzewamy w rondelku razem z cukrem przez ok 10 min
aż uzyskamy konsystencję gęstego sosiku.

Gdy sernik ostygnie podajemy go z gorącym sosem żurawinowym:-)


Enjoy your Sunday!!

XOXO

7.5.14

Happy egg & green patina

Witajcie:-)

Ostatnio pisałam o słoikach,
ale tak sobie myślę, że np ja spokojnie mogłabym zostać
ochrzczona wytłaczanką,
bo to, co najbardziej lubię sobie przywieźć ze wsi,
to szczęśliwe jaja od szczęśliwej, grzebiącej w piaseczku kury:-)
I mam takie oto szczęśliwe jajo,
chociaż nie ma na nim stempelka ze stosownym numerem
na potwierdzenie tego faktu.
No, ale powiedzcie same,
w jakim sklepie trafi Wam się takie blogerskie jajo z piórkiem??


Przy okazji pochwalę się jeszcze szafeczką ze sklepu DEPOT.
Gdybym jej sama nie wyniosła ze sklepu,
trudno byłoby mi uwierzyć, że to nie autentyczny vintage!
Jest idealnie postarzona i ma idealny odcień zieleni.


Na razie stoi w kuchni, ale chyba docelowo będzie gdzie indziej
(wiecie, w tym pomieszczeniu gdzie nie ma półek).
Natomiast po powrocie do PL z pewnością zawiście na ścianie w kuchni.
Do mojej szklanej zielonej ściany będzie pasowała w sam raz:-)


Co jeszcze w szafeczce?
Piekne ściereczki kuchenne
(a jednak można dostać w sklepie ładne i niedrogie!).
Ptaszki, bo są dwa, to pieprzniczka i solniczka,
które dostałam w prezencie
(dzięki Alice!!).
Nazywamy je ostatnią zemstą Alice,
bo oczywiście nie są tylko ozdobą, są jak najbardziej w użyciu,
tyle, że męska część rodziny ma jakieś manualne problemy z soleniem i pieprzeniem:-)
Pojemniczek z kogutkiem to również DEPOT


Pozdrawiam Was gorąco w dniu, w którym pojawiłam się na świecie:-)
Dokładnie 38 lat temu:-)
Masakra!!

XOXO

5.5.14

After 9 months...

Witajcie!!

Warszawa...Warszawka...
Tybylcy zwani krawatami,
przyjezdni zwani słoikami...
Po 9 miesiącach "emigracji" jakoś tak zupełnie innym okiem
patrzy się na to miasto.
Między innymi dlatego, że te dziewięć miesięcy
to był odpoczynek od tego, co na codzień oferuje stolica:
niekończące się korki, tłumy ludzi, pośpiech, zmęczenie...
No ale są jeszcze piekne parki, wspaniałe teatry, klimatyczne kafejki...
Zapraszam na króciutki spacerek:-)


Wiadomo, najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny:-)
I są zawsze stylowe!


Szarlotka w stylu shabby chic??
Jestem za!


Karmnik też brzmi nieźle:-)


Bez dwóch zdań, miasto pięknieje... 



Niektóre rzeczy nie zmieniają się nigdy - na dzień dobry oczywiście miasto przywitało nas mega korkiem,
ale to nic:-)
To nawet dobrze! 
Przecież trening przypominający musi być:-)
Nie możemy całkowicie odwyknąć od tego elementu folkloru....

Miłego dnia!
XOXO
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...