30.10.13

Bloggers' favourites-part 3-interiors

Witajcie:-)
Powiem szczerze, że zastanawiałam się nad kontunuowaniem tego wątku
gdyż po ostatnich dwóch razach tu i szczególnie tu
niektóre z Was poczuły się chyba urażone, ba!
można rzec obrażone
a ja anty-ambasadorem marki Ib Laursen,
co oczywiście jest bzdurą!
Jeśli ktoś to tak odebrał to znaczy,
że zupełnie nie zrozumiał przekazu, a szkoda :-(

Dziś zapraszam Was do dyskusji na temat naszych wnętrz:
tego jaki ewoluowały od czas kiedy "weszłyście" w świat blogowy.
Czy wszystkie popłynęłyśmy na fali skandynawskich wnętrz
i przemalowałyśmy co się dało na biało?
Jeśli tak, czy warto było?
Co z blogowych inspiracji przeniosłyście do swoich domów,
co chciałybyście przenieść
a czego absolutnie nie?
I jeszcze jedno, podstawowe pytanie:
czy warto, jeśli chodzi o urządzanie, podążać za trendami
i czy w ogóle da się cały czas być na bieżąco?

Zaczynamy od stylu skandynawskiego,
który zdecydowanie króluje na blogach,
i który większość z nas chciałaby po prostu przenieść do swoich wnętrz.
Ale czy to się udaje??


Drugi w kolejności jest chyba shabby-chic?
U nas chyba najczęściej w dodatkach, podusiach, pierdółkach,
ale i mebelki lubimy postarzone lub chociażby lekko przetarte, prawda?


Z wyborem kolejnych stylów miałam problem,
bo jakoś trudno było mi jednoznacznie stwierdzić,
że oprócz tych dwóch powyższych jest jeszcze jakiś konkretny trend wnętrzarski
dosyć często pojawiający się w naszych polskich wnętrzach.
Wydaje mi się, że jest dosyć spora gromadka, która lubi wnętrza
w stylu francuskim tudzież prowansalskim?


Lubimy też wnętrza w stylu country, marine, retro...
i na tym chyba koniec?
Pomimo, że oglądamy i podziwiamy na zagranicznych blogach
w kolorowych magazynach,
to na własnym podwórku raczej rzadko spotykamy
styl vintage, który chyba wymaga najwięcej odwagi i dystansu:


Styl loftowy, być może ze względu na brak odpowiednich pomieszczeń u nas raczej nie króluje,
chociaż widziałam blokowe mieszkania zaaranżowane w tym stylu i to z bardzo pomyślnym efektem.


Nowojorski szyk i rozmach też raczej jest nam obcy :-)


A jak jest naprawdę?
Jakie są te statystyczne polskie mieszkania?
Przeglądając różne fora, strony internetowe agencji nieruchomości, portale, itp
obraz jaki się wyłania najczęsciej wygląda tak:


Statystyczny Polak lubi wnętrze urządzone bezpiecznie, najlepiej neutralnie
pod linijkę i "od kompletu" co najczęściej daje wnętrze bezosobowe,
czego nie można powiedzieć o tym poniżej:-)
Zgadnijcie, jaki jest ulubiony kolor mieszkańców tego lokum?


Summa summarum - chyba wciąż boimy się wnętrzarskich eksperymentów.
Styl skandynawski, nasz ulubiony, jest tak naprawdę najbardziej zachowawczym i bezpiecznym z opcji.
Ale i tak jesteśmy już lata świetlne od tego:


Z tym, że wtedy wyboru raczej nie było:-)
Pozdrawiam Was cieplutko z deszczowo-mglistej Bawarii
i czekam na Wasze "trzy grosze" w temacie:-)
XOXO

28.10.13

Bedroom sneak peak

Witajcie:-)
Dzisiaj mam małą (naprawdę malutką) zajawkę z sypialni.
Jest w niej kilka elementów z naszej "polskiej" sypialni,
przede wszystkim  paleta kolorów: biel i czerń.
Nie ma jeszcze szarego, ale co się odwlecze...
Jako nowy akcent pojawia się turkus
w postaci wieszaczka i lnianych zasłon.
A co ze "starych" elementów?
-materiał, który został mi po memoboardzie,
który pokazywałam tutaj,
teraz posłużył do obicia wezgłowia łóżka
-dodatki w postaci gwiazdki, lampion z Almi Decor, który teraz awansował
do roli podręcznego pojemnika na biżu
-ramki, które jeszcze czekają na zawieszenie, ale będą na pewno.


 Wezgłowie z jasnego drewna, nawet ok, tylko jakoś nie pasowało do "koncepcji".
Kawałek materiału przymocowałam po prostu takerem.


Okno jest dwuskrzydłowe, do ziemi, z wyjściem na balkon (jeden z dwóch) 
i wychodzi na północny-wschód, słońca tu niewiele, a jak jest to krótko,
 dlatego zrezygnowałam z wcześniej planowanych czarnych zasłon
(już nawet wisiały!)
 na rzecz gładkich, białych woali i turkusowej, lnianej zasłonki.
Efekt-rozjaśnione wnętrze:-)


Mamy tu mega-szafę:-)
Sześciodrzwiową, białą z małymi niespodziankami 
pod postacią dwojga lustrzanych drzwi i pięknych porcelanowych gałek,
tylko dlaczego ze złotem???
Pewnie powinnam pójść w tą stronę,
złoty "robi się" modny ostatnio we wnętrzu,
ale to jednak nie dla mnie:-)


Czarne lampki zakupiłam jakiś czas temu "hurtowo" na Allegro.
Mam dwie czarne i jedną czerwoną:-)


Z dobrodziejstwem inwentarza dostaliśmy także dwie szafki nocne
z bardzo ciemnego drewna (do którego próbuję się bezowocnie, jak dotąd, przekonać).
Póki co przykryłam je koronką, notabene kilkudziesięcioletnią, wynalezioną na strychu.


To tyle na dziś z sypialni:-)
Pozdrawiam Was gorąco z Bawarii!
PS- u nas jeszcze słoneczko, a u Was?
XOXO

24.10.13

Mleko się pali i słów kilka o cenach

Pamiętacie  scenkę "mamo, mamo choinka się pali!" z filmu "Job-ostatnia szara komórka"?
Przypominajka tutaj .
U nas jest tak teraz z mlekiem:-)
Palimy mleko za sprawą tych oto świeczuszek:


Dwie szklane buteleczki w drucianym koszyku nie mogły trafić gdzie indziej tylko do kuchni:-)
Jak się mleko  świeczka skończy posłużą pewnie za wazoniki.
Ruszyłam też w końcu szydełko 
i zrobiłam "tea towel", który równie dobrze sprawuje się
w roli podstawki na gorące naczynia.


Takie butelki-świeczki wpadły mi już kiedyś w oko w jakimś polskim sklepie internetowym.
Bez koszyczka, jedna buteleczka kosztowała 19 PLN.
Tu kupiłam zestaw za mniej niż równowartość 15 PLN!!!
I w tym miejscu zaczęłam się zastanawiać dlaczego w Polsce,
nieważne czy to sklep internetowy czy stacjonarny,
wszystko jest o wiele droższe niż tutaj?
Z czego to wynika?
Czy ktoś próbuje nas, mówiąc kolokwialnie, nabić w butelkę
(np po mleku,  hi hi hi)?


Znalazłam też, jak widać poniżej, nowe przeznaczenie dla mini-szklarenki:-)
Papilotki do muffinek to taki mój bzik - jak widzę jakieś ładne to muszę kupić.
Te zielone w kwiatki kupiłam w wakacje w Duka,
a te z ptaszkiem w sklepie wszystko po 5!!!


A jutro weekend-)
Trzymajcie się ciepło.
XOXO

20.10.13

Sneak peak czyli łazienka pod gwiazdami

Witajcie :-)
Po tym jak zmontowałam sobie łazienkowego moodboard'a (tutaj )
postanowiłam ruszyć w tym kierunku.
Weny nadal brak,
ale przykro było już patrzeć na łazienkę,
a jeszcze bardziej przykro w niej przebywać.
To jedyne pomieszczenie w domu,
którego nie można nazwać ani ładnym, ani przytulnym, ani nawet z potencjałem:-)
Owszem, jest okno.
To plus, szczególnie dla tych co okna w łazience nie mieli/nie mają.
No i na razie wszystko wokół tego okna się kręci:-)


Jak widać na fotce powyżej wpadłam na pomysł uszycia lnianej zazdrostki
(na której namalowałam gwiazdkę, którą to musiałam obszyć białym sznurkiem,
bo mi się kontury rozmazały - leniwy człowiek, nie chce się szablonu jak należy przymocować)


Do tego uszyłam coś na kształt firanek. 
Konstrukcja składa się z czterech części: lnianego, turkusowego lambrekinu i trzech paneli woalu
w kolorze ecru lub kremowym - jeszcze nie zdecydowałam:-)


Parapet jest jedynym miejscem, gdzie można cokolwiek postawić.
Siłą rzeczy musi więc pełnić funkcję dekoracyjno-praktyczną.
Na razie stoi tam koszyk (uszyty z jutowego worka po kawie), lampion pełniący funkcję pojemnika
oraz wazoniki Madame Stolz, które wygrałam w candy u Małgosi z Homefocuss.


Miało być turkusowo, ale w tzw międzyczasie zmieniła się koncepcja kolorystyczna
(to za namową mojego syna).
Z turkusów na razie mamy dozownik do mydła i ręczniki :-)
Poniżej widok "gołej" łazienki. Brrrr....


Pierwsze koty za płoty!
Ważne, że już nie wygląda to jak rzeźnia.
Mam już nową wizję.
Ale to już po świętach:-)
Następnym razem dalszy odcinek opery mydlanej czyli "bloggers' favourites".
Zapraszam:-)
XOXO

12.10.13

October roses

Ogłaszam sukces!
Takie różyczki chciałam upiec już od dawna,
a konkretnie od chwili
gdy zobaczyłam je pierwszy raz
(prawdopodobnie na Pinterest).
Za pierwszym razem spróbowałam z muffinkami,
ale nie bardzo mi to wyszło.
Drugą próbę - z ciastem francuskim
uważam za całkiem udaną:-)


A swoją drogą - cudze chwalicie....
Ostatnio słuchając wywiadu z Martą Gessler (nie Magdą!) w moim ulubionym Chilli Zet
dowiedziałam się, że już nasze prababki piekły szarlotki z różyczkami
zrobionymi z obierek "jabłkowych".


Jak widać ja i mój "nowy-stary" piekarnik jeszcze się docieramy :-)
Troszkę jakby się przypiekło?


Na sześć różyczek potrzebne będzie:
opakowanie ciasta francuskiego
jabłko
cynamon
cukier brązowy


Płat ciasta dzielimy na sześć równych (bez przesady) części.
Posypujemy cukrem.
Jabłko (nie obieramy!) dzielimy na ćwiartki,
które to kroimy w cienkie plasterki
(im cieńsze tym lepsze bo inaczej "łamią" się podczas zwijania.
Plasterki układamy na paskach ciasta i zwijamy.
Pieczemy tak jak mufinki - najlepiej w papilotkach
i blaszce do mufinków.


Spróbujcie koniecznie:-)
Do następnego!
XOXO

PS- czy mi się wydaje czy ja ostatnio duże piszę o jedzeniu???


10.10.13

O dżemach tudzież marmoladach czyli o czytaniu ze zrozumieniem

Tyle się nasłuchałam o tym,
jakie to smaczne są dżemy w Niemczech!!
Ochy i achy:-)
Myślę sobie-trzeba spróbować
tego niemieckiego wyrobu,
bo do tej pory człowiek w całej swojej ignorancji
ograniczał się do domowej roboty dżemów truskawkowych
a jak truskawka się przejadła,
to wiadomo, Łowicz rules!
Poszłam więc do sklepu
(a blisko nie mam)
i wybrałam dżemik (który się okazał być marmoladą),
który najbardziej spodobał mi się wizulanie
(bo jaką inną kategorię zastosować kiedy zupełnie nie ma się pojęcia z czym się ma do czynienia?).
Smak - pomarańczowy - bo lubię,
a w Polsce rzadko kupowałam,
bo tylko ja z naszej trójcy doceniam ten słodko-gorzkawy smak.


A jak już przyszłam do domu to zabrałam się za czytanie etykiety.
I co? Jak wół stoi napisane, że to "orangen marmelade" 
(no jasne, przecież jak z pomarańczy to nie dżem!)
i do tego "hergestellt in Frankreich" :-)


A morał tej historii płynie taki, 
że należy czytać ze zrozumieniem :-)
Szczególnie etykiety!


I jeszcze taki, że bardzo smaczny ten francuski dżem  marmolada :-)
Do usłyszenia!!!
XOXO

PS - marmolada czy marmelada? Hmmmmm?

4.10.13

Jedno wielkie oszustwo czyli tarta z gruszką

Tak, tak...
Ta tarta to jedno wielkie oszustwo,
bo z tartą ma tylko to wspólnego, 
że pieczone było w formie do tarty :-)
Tak naprawdę to jest jeden wielki muffin!
Miałam ochotę na tartę
(a raczej na coś w formie tarty)
więc podstawowy przepis na mufiinki
wzbogaciłam odrobiną kakao,
ciasto zamiast do papilotek powędrowało do formy.


Do tego dwie gruszki, podzielone na ćwiartki.
Każdą ćwiartkę nacinamy, układamy w cieście
i hop do piekarnika! 


Jeszcze tylko odrobina cukru pudru i voila!
"Tarta" gotowa:-)


*



Enjoy!!!!
XOXO :-)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...